Za nami publikacja stu numerów miesięcznika „Adeste”. Okrągła liczba i jubileusz zachęcają do wspomnień, spojrzenia w przyszłość i dumy. Dumny jestem przede wszystkim z ludzi, którzy tworzą i tworzyli ten projekt. Widziałem i widzę w nim wielkie pokłady szczerości, otwartości na prawdę i innych. Dostrzegam w nim też duży potencjał, który liczę, że zostanie wyzwolony i wykorzystany.
Jeśli w przeszłości ten potencjał „Adeste” nie został właściwie wykorzystany, jeśli można było poprowadzić miesięcznik innymi, lepszymi drogami, a tego nie zrobiono – szczerze przepraszam. Jestem jednocześnie spokojny o dalszy los miesięcznika, wierząc, że dobro, które powstaje, jest większe niż rynkowe zawirowania, spekulacje, moje osobiste błędy w kierowaniu tym projektem. Jestem tym bardziej spokojny, że w głębszym znaczeniu „Adeste” nie stoi na moich pomysłach i mojej pracy, ale na zaangażowaniu setek wspaniałych ludzi i na tym, że – jak wierzę – Bóg co najmniej nie jest przeciwny.
Wierzę, że „Adeste” po prostu ma jakąś konkretną robotę do zrobienia. Że młodzi ludzie, którzy właśnie tutaj nauczyli się być wolontariuszami, tworzyć dobre teksty, krytycznie myśleć – pójdą dalej.
Współczesny świat przyspiesza. Nowa rewolucja technologiczna, kryzys prasy i czytelnictwa stawiają przed wydawcami wyzwania. Jak pogodzić jakość z walką o to, by nasz przekaz dotarł możliwie najszerzej?
„Adeste” jako projekt wolontariacki nie walczy na wolnym rynku ani o czytelnika, ani o miejsce na wystawce w sklepie, co nie znaczy, że nie mamy swoich trosk. Im bardziej jestem niepewny, jak będzie wyglądać przyszłość, tym goręcej chcę zaśpiewać Bogu Te Deum jako pieśń dziękczynną za to, co za nami, mając nadzieję, że przed nami i naszymi czytelnikami jeszcze wiele dobrego. Liczę, że nie jest to pusty optymizm, ale głęboka nadzieja. Bo wtedy dobrze nie będzie oznaczało przyjemnie, łatwo, ale – odpowiednio i zgodnie z prawdą.
Z życzeniami dobrej lektury
Bartłomiej Wojnarowski
redaktor naczelny miesięcznika „Adeste”
