Wokół koncepcji prawa naturalnego narosło trochę nieporozumień, które nie dość, że nie wyjaśniają problemu u jego podstaw, to jeszcze przyczyniają się do głębszego niezrozumienia tematu. W tym kontekście warto zatem powrócić do korzeni i postawić pytanie o realistyczne rozumienie prawa naturalnego w myśli św. Tomasza z Akwinu oraz jego współczesnych kontynuatorów.
Żyjąc w epoce postmodernizmu, nieuchronnie zderzamy się z jego dekonstruktywizmem. Koncepcja zapoczątkowana przez Jaques’a Derridę, francuskiego filozofa z II poł. XX wieku, była w założeniu odpowiedzią na totalitarną patologię w filozofii modernizmu. Derrida chciał pozostawić przyszłym pokoleniom narzędzie filozoficzno-językowe, dzięki któremu możliwe będzie rozkładanie na czynniki pierwsze systemów filozoficznych i demaskowanie ukrytych w nich założeń metafizycznych mających konotacje totalitarne.
Pomysł ten szybko jednak na przestrzeni kilkudziesięciu lat ewoluował w dekonstruowanie absolutnie każdego elementu kultury ludzkiej, nie tylko samej filozofii. Wskutek tego XXI wiek zaowocował wzrostem zainteresowania permisywizmem, libertynizmem oraz idealizmem nacechowanym narcyzmem. O ile przez wieki systematycznej pracy filozoficznej badacze dążyli do skonstruowania systemów, które pozwolą na uwznioślenie człowieka poprzez umożliwienie mu doskonalenia swoich przyrodzonych władz intelektualnych, o tyle postmodernizm zaowocował powstaniem pseudognostyckiego, skrajnie świeckiego i naiwnego filozoficznie systemu.
Pierwotnie gnoza była zbiorem wielu różnych sekt chrześcijańskich i niechrześcijańskich, których motywem wspólnym było przekonanie o istnieniu złego Demiurga oraz dobrego, prawdziwego Absolutu, prajedni, którą gnostycy często nazywali z greki Sophią – czyli mądrością. Gnostycyzm przyjął więc postać mistycznej filozofii, której nadrzędnym celem było uświadomienie człowieka o jego własnej sprawczości w procesie zbawienia. W przeciwieństwie do chrześcijaństwa gnoza postulowała samozbawienie. To człowiek poprzez swoją świadomość filozoficzną dostępował apoteozy (ubóstwienia).
W krzywym zwierciadle XXI wieku powstała z postmodernizmu pseudognoza: nadal pozostaje ona ewangelią samozbawienia, ale już bez mistyki i wiedzy metafizycznej. Zastąpiły ją bowiem krytyczna świadomość procesów społecznych, przekonanie o wyższości procesów wewnętrznych umysłu – emocji, odczuć, wrażeń, pragnień i poruszeń serca – nad naturą ludzkiego ciała (którego częścią jest przecież umysł w postaci mózgu!), a także kult osobistego, życiowego doświadczenia (pojęcie tzw. ang. lived experience – przeżyte doświadczenie). Stąd taka popularność i intensyfikacja tendencji pseudognostycznych wśród środowisk osób homo- i transseksualnych. Ich osobiste – bywa, że traumatyczne – przeżycia wewnętrzne związane z życiem osobowym i intymnym, uprzednio ubóstwione, są stawiane na piedestale jako wzór w postępowaniu moralnym i to pomimo braku jakiegoś skonkretyzowanego, racjonalnie wykoncypowanego systemu etycznego.
Człowiek istotą poznającą i działającą
W tym kontekście warto zauważyć nieprzemijającą mądrość płynącą z filozofii Arystotelesa. Stagiryta wskazawszy na trojaki charakter struktury ludzkiej duszy – na duszę wegetatywną, zwierzęcą i rozumną – nadał tej ostatniej wartość nadrzędną i porządkującą dwie poprzednie. Podstawową funkcją duszy rozumnej, czyli intelektu, jest poznanie rzeczywistości. Dusza rozumna tworzy pomost pomiędzy wewnętrznym światem ludzkiego umysłu a zewnętrznym światem bytów pozapodmiotowych. To pierwszy i naczelny, fundamentalny sprzeciw, jaki filozofia tomistyczna stawia myśli postmodernistycznej, dla której nie istnieje żadne połączenie między tym, co poza podmiotem, a tym, co w umyśle podmiotu. W takim sensie więc w pseudognozie nie można mówić o poznaniu świata, ale wyłącznie o poznawaniu własnych przeżyć o świecie i wyciąganiu z nich jakichś interpretacji.
Przedmiotem etyki jest namysł nad właściwym, tzn. godnym, działaniem człowieka w świecie. Aby człowiek mógł jednak świadomie działać, musi najpierw wiedzieć, wobec czego jego działanie jest skierowane. Postmodernistyczny nihilizm nie pozwala na wypracowanie choćby podstawowej koncepcji przedmiotu ludzkiego działania, bo takiego przedmiotu w ogóle nie da się poznać. Człowiek wprawdzie coś robi, wykonuje jakieś aktywności, ale te nie wynikają z jakiegoś zewnętrznego pociągnięcia go do tego, nad czym akurat przychodzi mu działać, lecz z całkowicie wewnętrznego, wsobnego przeświadczenia o słuszności postępowania. Właściwą tej pseudognozie cechą jest więc emotywizm, tzn. przekonanie o wartości płynącej z uwzględniania emocji w budowaniu systemu etycznego. Mówiąc bardziej potocznym językiem – dobre dla kogoś takiego jest to, co on czuje, że jest dobre. Gdy ktoś się zatem zastanawia, skąd dzisiaj tak powszechne jest przekonanie o tym, że moralność jest subiektywna – to właśnie stąd. Jeśli nie można filozoficznie poznać przedmiotu mojego działania, to nie da się też określić, czy przedmiot tego aktu jest dobrem.
Dobro przedmiotem działania człowieka
Zasadniczo w tomizmie (zarówno tym historycznym, jak i współczesnym) o działaniu człowieka mówi się w kontekście dobra. Robimy coś ze względu na dobro, które pociąga nas do siebie. Może to być prozaiczne dobro płynące z jedzenia, które nas odżywia, czy też wody, która nas poi. Ale jak zauważyli już starożytni filozofowie (np. Epikur), istnieją przyjemności wyższe (rozumowe) i niższe (cielesne) oraz analogicznie im przypadające dobra. Dlatego ekspresja rodzicielskiej miłości do dziecka stoi w hierarchii sądów praktycznych (oceny praktycznej działania) wyżej aniżeli natychmiastowe zaspokojenie potrzeby głodu. Stąd też czując potrzebę skorzystania z łazienki, jesteśmy skorzy czekać na dogodny ku temu moment. Dostrzegamy bowiem, że o wiele większym dobrem jest zachowanie godności przejawiającej się w niechęci do obnażania wrażliwych części ciała w równie wrażliwych okolicznościach niżeli natychmiastowe ulżenie sobie w potrzebie fizjologicznej.
Podstawową definicją prawa naturalnego jest więc przyrodzone człowiekowi, w jego duszy rozumnej, pragnienie dobra i czynienia tego dobra. O konieczności takiego postępowania św. Tomasz z Akwinu pisze, wyjaśniając w Sumie teologicznej, że skończona, przyrodzona natura człowieka przymusza go niejako do podążania za dobrem i czynienia go. Dzieje się tak, ponieważ tylko w ten sposób ludzie w swej strukturze bytowej są zdolni do uzupełniania własnych niedoskonałości i braków. W ten czy inny sposób zatem człowiek żywi się dobrem i innych (w tym siebie pośrednio) żywi, ofiarując owo dobro.
Czym jest dobro i jakie są jego rodzaje?
O dobru natomiast można jeszcze mówić w kontekście jego rodzajów. Na różne rodzaje dobra wskazuje o. Krąpiec w swojej twórczości. Dzieląc je na dobro przyjemne, pożyteczne i godziwe, ukazuje analogicznie do arystotelesowskiego podziału duszy ludzkiej, jak różne aspekty świata mogą być poznawane i pojmowane przez człowieka w ocenie moralnej postępowania. Odwołując się do myśli Jana Pawła II o alienacji, o. Krąpiec wskazuje, jak błędne, fałszywie pojęte dobro wynika w zasadzie wyłącznie z absolutyzacji i w konsekwencji kultu albo dobra przyjemnego, albo dobra pożytecznego. O ile z jakąś bowiem łatwością przychodzi nam myśleć o dobru przyjemnym i pożytecznym, o tyle już o dobru godziwym mówimy w kontekście jakiejś w ogóle trudności w jego zdefiniowaniu.
Określenie „godny” bądź „godziwy” odnosi się do starosłowiańskiego określenia god-ьnъ oznaczającego coś właściwego, dokonanego w odpowiednią porę, też pasującego. Gdy przyglądamy się etymologii łacińskiego odpowiednika, tzn. dignitas, to znajdujemy je w określeniu dignus, czyli odpowiedni, właściwy, pasujący. Dobro godziwe to zatem to dobro, które samo w sobie pasuje do natury tego, kto go pragnie. Konsekwentnie: zrobić coś godziwie, to znaczy tak zrobić, że jest to właściwe naturze bytu ludzkiego skierowanego na dobro. Gdy zatem czynię coś, co jest dobre, to mogę je takim określić w takim stopniu, w jakim rozpoznałem, że istnieje powinność moralna w stosunku do natury przedmiotu bądź podmiotu mojego działania. Człowiek zatem może działać właściwie jedynie wtedy, gdy uprzednio poznał byt, wobec którego przyjdzie mu coś zrobić.
Gdzie leży źródło pragnienia dobra?
Należałoby w tym miejscu postawić jeszcze pytanie o pochodzenie tej przyrodzonej człowiekowi inklinacji ku dobru. Fundamentalnym źródłem całej rzeczywistości jest Bóg, tzn. Absolut lub tak zwany w filozofii Byt Pierwszy. O jego istnieniu w sensie filozoficznym pisali już presokratejscy filozofowie, poszukując gr. arche, tzn. prazasady. Na Absolut wskazywał Platon, a także – Arystoteles (koncepcja pierwszego poruszyciela). Miejsce dla filozoficznego Absolutu znalazło się też w dalekowschodniej myśli chińskiej 老子 (Laozi), na wpół legendarnego mistrza duchowego będącego twórcą taoizmu.
Najpełniejszy – bo teologiczny, związany z objawieniem – wyraz tej intuicji intelektualnej dał najpierw Stary Testament w historii Mojżesza, gdy to jemu objawił się Bóg tytułujący siebie samego w Księdze Wyjścia jako Eheje-Aszer-Eheje, tzn. Jestem-Który-Jestem. Teologiczny obraz Boga jako istnienia pierwszego i samego w sobie uzupełnił św. Jan Ewangelista, wskazując na Chrystusa jako odbicie Ojca oraz żywy Logos – słowo, prawo i porządek rzeczone przez Ojca, będące u Ojca i będące prawdziwym Bogiem. Logos zaś w osobie Jezusa Chrystusa wskazał na kartach Ewangelii na jeszcze jeden aspekt – osobę Boga Jestem – na Ducha Świętego.
Źródłem kosmosu, w którym żyjemy i się poruszamy, jest Bóg w trzech osobach. Ojciec ze swego łona rodzi Syna, a Syn i Ojciec kontemplując siebie i swą miłość, stają się łonem dla Ducha Świętego. Odbicie tej najgłębszej chrześcijańskiej tajemnicy wiary odnajdujemy w najbardziej prozaicznych aspektach życia. Nie ma bowiem ani jednego działania w świecie – tak tym ożywionym, jak i nieożywionym – które by nie było lustrzanym odbiciem relacji Trójcy Świętej. Gdy drapieżnik goni zwierzynę, to naturalnie rodzi się między nimi relacja – u lwa jest to relacja pożądliwości do zwierzyny, a u zwierzyny zaś relacja lęku przed lwem i walki o przetrwanie. Naturalnie dla zwierzyny zachodzi również osobna, identycznie trójkątna relacja postrzeganego dobra, jakie płynie z własnego życia i konsekwentnie pragnienie kontynuowania tego życia poprzez walkę o przetrwanie. Analogiczne przykłady można naturalnie wysnuć w kontekście każdego dowolnego wydarzenia w kosmosie – wśród ludzi, zwierząt, roślin, a także bytów nieożywionych. W samą naturę kosmosu zatem wpisana jest nieubłaganie rozległa sieć trójkątnych analogii, będących lustrzanym odbiciem życia Trójcy Świętej.
Najpełniej zatem należałoby na pytanie o prawo naturalne odpowiedzieć poprzez wskazanie, że jest ono wpisaną w matrycę rzeczywistości koniecznością poznawczą u człowieka do zwracania każdego swojego działania na dobro, z którym relacja jest odbiciem życia wewnętrznego Boga w Trójcy Jedynego.
