adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Sprawdź nowy numer konta

Wesprzyj
Wiara

„Nigdy nie żałowałam, że powstała”. Chrześcijanka z sąsiedztwa

Marysia Górczyńska w 2017 roku założyła fanpage Chrześcijanka z sąsiedztwa, który w grudniu obchodził swoje pięciolecie. Obecnie obserwuje go ponad dwanaście tysięcy użytkowników. W wywiadzie, który z nią przeprowadziłam, poruszyła nie tylko kwestie związane z prowadzeniem facebookowego bloga, ale także opowiedziała o poszukiwaniach swojej życiowej drogi.

Dorota Ludorowska: Co Cię pociągnęło do tego, aby założyć fanpage Chrześcijanka z sąsiedztwa?

Marysia Górczyńska: Gdy kończyłam studia, to zaczęłam zastanawiać się, jak dalej ma wyglądać moje życie. Czas, kiedy nadchodzi koniec studiów, to, powiedziałabym, ważny moment. Poważnie podeszłam do tematu i zastanawiałam się, co ja w tym życiu chcę robić. Miałam już pewne doświadczenie w dziennikarstwie. Chodziłam również do duszpasterstwa na spotkania dotyczące życiowych tematów, podejmowania decyzji. I ja, pod wpływem tych spotkań, jak i tego „wyjątkowego” momentu zakończenia studiów, a także mojej wiary, która stawała się coraz głębsza, zaczęłam zadawać sobie na poważnie pytania życiowe.

Te wszystkie myśli zapisywałam w moim czerwonym zeszycie. I pytałam siebie o takie sprawy: Jaka ja bym chciała być w przyszłości? Czego się boję? Co mnie blokuje? Jakie mam marzenia? Jakie mam talenty? Jakie mam braki itp. Pod wpływem tych przemyśleń – a to było kilka miesięcy takich głębokich refleksji – doszłam do wniosku, że chciałabym, aby powstał taki fanpage, na którym mogłabym dzielić się moim doświadczeniem relacji z Bogiem, tym, jak przeżywam swoją wiarę. Jak już wspomniałam wcześniej, miałam doświadczenie dziennikarskie, więc wiedziałam, że to może się udać. To było takie głębokie przeświadczenie. Planowałam, jak to ma wyglądać. Potrzebowałam logo, zdjęć, spisu wizji. I to wszystko powstawało przez wiele miesięcy, aż w końcu ujrzało światło dzienne.

DL: No właśnie. Mówisz tutaj o rozeznawaniu swojej drogi po studiach, a studiowałaś kosmetologię? Ten wybór studiów był przypadkowy czy jednak świadomy?

MG: Ten kierunek nie był przypadkiem. Tutaj trzeba by było prześledzić moją rozwijającą się kobiecość. To jedna rzecz. A druga – to wyznawane przeze mnie wartości, m.in. piękno. Poza tym od dawna miałam też zainteresowania medyczno-holistyczno-zdrowotne. A medycyna? To jednak nie było dla mnie. Pociągała mnie kosmetologia. Przeczytałam wiele czasopism związanych z urodą czy też dotyczących zdrowia i tego, jak żyć lepiej, dłużej, jak dbać o siebie. Nie żałuję podjętej decyzji. Pomimo że nie poszłam w tym kierunku, wykorzystuję to, czego się nauczyłam na studiach. A dużo tam było ważnych przedmiotów z zakresu: nauk medycznych, biologii, pielęgnacji, dermatologii. Nadal korzystam z tego dla siebie, przede wszystkim dla wiedzy ogólnej, na przykład dotyczącej odżywiania. Uwielbiam takie tematy, ale nie widziałam siebie w tym zawodowo.

Zastanawiałam się więc nad inną drogą. To nie był łatwy moment, bo wiele moich koleżanek ze studiów kontynuowało ten temat, a ja wiedziałam, że w moim przypadku może być inaczej. Pewnego dnia przyszła taka myśl, że mogłabym rozwijać się w mediach. W liceum chodziłam do klasy humanistycznej i od zawsze miałam zacięcie humanistyczne. Pamiętam, że w dzieciństwie, gdy jeszcze nie umiałam czytać i pisać, to dyktowałam mojemu tacie opowiadania o zwierzątkach, o ludziach. On to spisywał i powstawały mini-książki. W podstawówce napisałam taką malutką książkę, Opowieści Natalki. I jeszcze tylko dodam, że jako kilkuletnia dziewczynka chciałam być nauczycielką, dziennikarką i aktorką. Tak, również aktorką, bo to związane jest z mediami, a one zawsze mnie pociągały. Oglądałam Rodzinę zastępczą i identyfikowałam się z tymi dwiema bliźniaczkami.

Obecnie wcielam się w rolę nauczycielki-trenerki, co sprawdza się przy okazji warsztatów rozwojowych, które prowadzę Dlatego uważam, że dobrze jest przyglądać się sobie z dzieciństwa, bo to wiele mówi.

DL: Na co zwracasz uwagę, tworząc posty na swój fanpage?

MG: Zwracam uwagę na to, aby były one autentyczne i żywe. Żeby współgrały ze mną, pociągały i zaciekawiały. Lubię tworzyć treściwe posty i dzielić się dobrem, które spotyka mnie w życiu. Dzielę się tym, jak widzę rzeczywistość i świat, jakie mam podejście do drugiego człowieka, do siebie i do Boga. I jak ja widzę też Kościół, relację z Bogiem. Ten blog to moja pasja. Towarzyszy mi każdego dnia.

DL: Jak przez te pięć lat rozwijał się Twój fanpage? Co się przez ten czas zmieniło?

Powiedziałabym, że ja wraz z prowadzeniem fanpage’a się zmieniam, dojrzewam, a przede wszystkim jestem odważniejsza w dzieleniu się tym, co dzieje w moim życiu i jak postrzegam świat. Jestem też pewniejsza siebie i bardziej wyrozumiała – z większą świadomością, że nie wszyscy muszą podzielać moje poglądy. Takie myślenie zawsze było mi bliskie, ale to, co się pogłębia, to świadomość, że nie wszyscy muszą mnie lubić. Na początku prowadzenia Chrześcijanki z sąsiedztwa pisałam więcej artykułów na różne portale i do czasopism, ale już tego nie robię, bo nie da się ze względu na czas wszystkiego połączyć Coraz więcej udzielam wywiadów, ludzie chcą ze mną rozmawiać. I to jest piękne.

Jakiś czas temu oglądałam wywiad z Agnieszką Chylińską. Powiedziała wtedy, że dziennikarz zapytał ją kiedyś, jak reaguje na fakt, że ludzie wciąż podchodzą do niej z prośbą o podpisanie płyty czy książki. A ona odpowiedziała, że takiego życia chciała, o takie życie walczyła i to było jej marzeniem. Te słowa bardzo mnie poruszyły, bo ja też tego chciałam i to się spełnia. Widzę w moim życiu coraz więcej obfitości i moje marzenia z przeszłości, zanim założyłam fanpage’a, ale też już w trakcie jego prowadzenia, stają się rzeczywistością.Na pewno jestem dojrzalsza, o pięć lat starsza, o pięć lat mądrzejsza. Bardziej asertywna. Bardziej pewna siebie. Bardziej radosna. Jak patrzę na siebie z perspektywy każdego roku, to widzę, że są postępy; każdy rok coś wnosi i to mnie bardzo cieszy.

DL: W sierpniu 2021 roku Twój fanpage został zhakowany. Trudno doszukiwać się przyczyny, dlaczego to się stało. Powiedz mi, jaka była Twoja reakcja na to, że ktoś obcy przejął Twoje konto?

MG: Ojej! To było mocne doświadczenie. Można pomyśleć: No co to takiego? Jakiś tam fanpage i tyle. Ale to jest moje życie. To jestem ja. To jest coś ważnego dla mnie. Realizuję się w tym. Gdy mi to odebrano, to czułam, że czegoś mi brakuje. Dzięki fanpage’owi mogłam codziennie dzielić się moimi myślami, a także kontaktować się z ludźmi. To był trudny moment, ale wierzyłam do końca, że uda mi się odzyskać stronę. Działałam zdecydowanie. Zgłaszałam, gdzie mogłam. Uchwyciłam się takiego zdania, że jeśli Bóg stworzył świetliki, które świecą jak gwiazdy, to wszystko jest możliwe. Skoro Bóg stworzył takiego małego świetlika i on świeci, to naprawdę dla Boga nie ma nic niemożliwego. I dla Niego przywrócenie mi tego konta jest tak naprawdę niczym. Uwierzyłam temu dziecięcemu zdaniu.

Zobacz też:   Łowić ludzi na media – czy Kościół może wypełniać swoją misję w internecie?

Cudem dla mnie było to, że udało mi się skontaktować z panią Karoliną, która zajmuje się problemami technicznymi polskiego Facebooka. Wysłałam jej screeny tego, co hakerzy robią z moim fanpage’em. Przez dwa, trzy tygodnie grali w League of Legends i inne gry, co było trochę zabawne, a jednocześnie wcale nie było mi do śmiechu. A ta pani wysłała mi maila: „Pani Mario, musimy jeszcze poczekać”. No dobrze, okej. Ale to trwało coraz dłużej i nie wiedziałam, czy ta pani mnie zwodzi, czy rzeczywiście coś planują zrobić w tym temacie. Ale mimo wszystko wierzyłam. I nawet pomyślałam, że jeśli nie uda się odzyskać Chrześcijanki z sąsiedztwa, to stworzę z Bogiem coś innego. Jeszcze ludzie mi mówili, że jeśli to jest dobre dzieło, to znów będę mogła tam działać. Zależało mi jednak na tym, by odzyskać fanpage w jego pierwotnej postaci, o co mocno walczyłam. To były prawie cztery lata historii. Ale okej, pomyślałam, dobrze, Panie Boże – będzie, jak będzie. Konto na szczęście zostało przywrócone.

DL: Jaką przyszłość widzisz w prowadzeniu swojego fanpage’a?

Wciąż czuję, że potrzebuję jeszcze więcej spełnienia w życiu zawodowym, a puzzle tej życiowej „układanki” nie są jeszcze w pełni ułożone. Miałam przekonanie, że wciąż poszukuję mojej misji, że wiele już odkryłam, ale to jeszcze nie wszystko. I znów zaczęły pojawiać się te same pytania, co cztery lata temu, kiedy kończyłam studia. Jakie są moje marzenia? Co mnie najbardziej cieszy? Gdzie się spełniam? Kiedy mam flow? Co mnie nudzi? Jak bym chciała, żeby wyglądało moje życie? I tak po nitce do kłębka doszłam do tego, że właśnie takie pomaganie i towarzyszenie ludziom w odnajdywaniu swojego potencjału, talentów – tego, co Bóg wlał w ich serca, jakie marzenia w nich utkał – jest czymś, czemu chcę się poświęcać.

Ja to widzę jako coaching chrześcijański: poszukiwanie dobrej nowiny w swoim życiu, obfitości, spełniania się, świadomość, że Bóg chce dawać dużo i daje dużo. Pytam, czy to odkrywamy, czy to widzimy. To jest związane w dużej mierze ze spełnianiem się w życiu zawodowym – tak dużo czasu spędzamy w pracy: osiem godzin dziennie, czasami więcej, czasem mniej, ale praca jest bardzo ważną częścią życia, daje nam też dochody. Zależy mi na tym, by była dopasowana do danej osoby, która dzięki niej będzie odczuwała w swoim życiu większą obfitość i spełnienie.

Owocem moich przemyśleń jest audycja Boskie CV, bo już od dawna zastanawiałam się, jaka praca daje mi radość i spełnienie oraz poczucie, że moje działania coś zmieniają w świecie. Praca z misją i pasją wiele mi daje. Tym tematom chcę poświęcać moje dalsze aktywności, więc studiowałam coaching chrześcijański i job coaching oraz doradztwo zawodowe. Zauważam również, jak wiele młodych osób nie szuka satysfakcjonującej pracy, bo nie wie, co chce robić w życiu. A jednak już na przykładzie małych dzieci, które spotykam w szkołach, widzę, że każde z nich posiada swoje indywidualne talenty, osobowość, temperament. Zachwycam się tym, jak Bóg stworzył człowieka. Czym go obdarowuje. Mam w głowie jeszcze inne pomysły, m.in. spotkania indywidualne i warsztaty grupowe, dlatego zapraszam, by być na bieżąco.

DL: Wspominałaś o audycji Boskie CV, którą prowadzisz w Radiu Warszawa. Jakich gości zapraszasz i o czym z nimi zazwyczaj rozmawiasz?

MG: Zapraszam osoby wierzące i jednocześnie lubiące swoją pracę, która jest nie tylko sposobem zarobkowania, ale czymś więcej w ich życiu i nawet „sposobem” na zbawienie. Poprzez swoje talenty dzielą się z drugim człowiekiem tym, co mają, ubogacają innych, równocześnie rozwijając siebie. Zapraszam osoby wszelkich stanowisk i zawodów: od pracowników korporacji po wolne zawody, od pracowników fizycznych po bardzo takie „intelektualne” stanowiska. Szczególnie lubię takie zawody, które są popularne, ale nie rozmawia się o nich zbyt często. Mam tu na myśli takie zawody jak np. piekarz, maszynista, masażysta, fryzjer. Wooow, to jest piękne! Jak te osoby postrzegają swoją pracę. I też każdy gość to inna historia, inny temperament, osobowość, bogactwo wewnętrzne. Ale wszystkim zależy właśnie na tym samym: by mieć misję, by to, co robią, było czymś więcej niż tylko pracą i aby mogli swoimi talentami dzielić się z innymi.

DL: Jak w ogóle wyszukujesz te osoby? Jakie środki stosujesz?

MG: Od dawna działam w duszpasterstwach. Będąc w tym kręgu, poznaję osoby, które mogę zaprosić. W internecie obserwuję różne fanpage’e, media chrześcijańskie, katolickie i wyszukuję „perełki”, które tworzą coś pięknego. Poszczególne elementy, te puzzle w moim życiu, zaczynają układać się w spójny obraz. Ci, którzy byli już gośćmi, często podsyłają mi nowe osoby, z którymi się później kontaktuję. Moja babcia zawsze się dziwi i mówi mi: Jak ty to robisz, że wynajdujesz tych gości? Każdy jest tak bardzo ciekawy. No właśnie. Staram się też nie zapraszać wielu znanych osób, tylko właśnie takich zwykłych-niezwykłych gości, którzy poprzez swoją pracę pokazują piękno codzienności.

DL: Twój fanpage obserwuje ponad dwanaście tysięcy osób. Czy istnieje jakaś uniwersalna metoda na prowadzenie strony o takiej tematyce?

MG: Myślę, że uniwersalną zasadą jest to, by dzielić się tym, co gra w naszej duszy, żeby być autentycznym, bo ludzie wyczują, czy to jest prawdziwe, czy naciągane. Dzielenie się tym, co daną osobę porusza, a także z szacunku do odbiorców odpisywanie na komentarze. Są dni, kiedy zasięgi idą w górą, a są też okresy, kiedy nie ma tych zasięgów. Ale to jest życie, wiadomo. Jednak jeśli właśnie jest to czyjąś pasją, to ta świeżość nie zniknie. Muszę przyznać, że nie było dnia przez te ponad pięć lat, bym żałowała, że powstała Chrześcijanka z sąsiedztwa. Miałam ogromne przekonanie, że to przedsięwzięcie powiedzie się. Ważne też jest znalezienie swoich odbiorców. Wiadomo, nie każdy jest dla wszystkich. Ale jest tyle osób na świecie, że tak naprawdę każdy może znaleźć swoich czytelników. Warto również żyć w zgodzie ze swoimi odbiorcami, nawet z tymi, którzy niekoniecznie podzielają nasze poglądy.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

Podoba Ci się to, co tworzymy? Dołącz do nas

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.

The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.