16 lipca 1988 roku zdarzyła się ogromna tragedia. Tokio, jakie znamy, zostało zniszczone.
16 lipca 2025 roku siedzę w kinie na balkonie i śledzę, jak Neo Tokio pogrąża się w korupcji, narkotykach, prostytucji, hazardzie i wojnie gangów motocyklowych.
Szybkie motocykle
Główny bohater, Takeda, to raptus z najpiękniejszym motocyklem. Po walce z konkurencyjnym gangiem jego kumpel Tetsuo – pogardzany i poniżany przez Takedę – napotyka dziecko, które wygląda jak starzec. Okazuje się, że ma ono potężne moce i niszczy jego motor. Kiedy towarzysze Tetsuo rzucają się, żeby mu pomóc (czy zwyczajnie żeby sprawdzić, czy żyje), przylatuje wojsko, zabierając dziecko i Tetsuo, a Takedę i towarzyszy odstawiając na komisariat. Tam Takeda poznaje Kei, młodą rewolucjonistkę zaangażowaną w ruch oporu przeciwko systemowi. Pomaga jej i zakochuje się w niej.
Ten film z 1988 roku to adaptacja mangi autorstwa Katsuhiro Otomy, który zresztą jest jego reżyserem i współautorem scenariusza. Z konieczności skrócony i pozbawiony pewnych bardziej brutalnych motywów, takich jak zażywanie narkotyków przez członków gangu, które w filmie jest tylko mocno zasugerowane.
Którzy to ci źli?
To dzieło to nie jest typowy cyberpunk. Bo to nie Takeda jest tym dobrym charakterem. Niejako z konieczności się nim staje w miarę rozwoju wydarzeń. Pośrednio jest przyczyną nieszczęść, ze względu na swój arogancki typ osobowości, przez swoje poniżanie Tetsuo. To nie Kei jest bohaterką. Tajemnicza i małomówna dziewczyna partycypuje w rebelianckim ruchu, którego cele są niezbyt określone i który zdaje się przynosić więcej szkody niż pożytku. Nieco paradoksalnie dla tego nurtu w kulturze dobrą postacią jest pułkownik Shikishima – z wyglądu budzący skojarzenia z faszyzmem oficer, który sprawuje pieczę nad ośrodkiem badań nad esperami, czyli właśnie starcami w ciele dzieci posiadającymi paranormalne moce. Toleruje on patologiczną władzę Neo Tokio i fakt, że miasto moralnie upada. Za wszelką cenę jednak chce ochronić stolicę, bo – jak sam wyznaje – jest żołnierzem, nie naukowcem.
Jedną z postaci jest właśnie naukowiec. Jego niepohamowana żądza wiedzy i eksperymentowania, która zaćmiewa zdrowy rozsądek, jest kolejną przyczyną nieszczęść, jakie nawiedzą miasto.
Ofiary systemu
Ostatecznie w walce przeciwko zagrożeniu zjednoczą się esperzy, członkowie gangu, rewolucjoniści w osobie Kei i wojskowi tacy jak pułkownik. Oni nie są oprawcami, nie tworzą systemu, nie są jego przyczyną. Wszyscy są w pewnym sensie ofiarami systemu. Kady z nich skorzystałby na jego zmianie.
I to chyba jest najlepsze w tym filmie anime. W odróżnieniu od chociażby gry studia CD Project Red ten film nie buduje twardej opozycji „my” versus „oni”. „Oni” rozumiani jako konglomerat wojska, władzy i korporacji.
Po obejrzeniu Cyberpunk: Edgerunners (2022) wielokrotnie słuchałem piosenki Who’s Ready for Tomorrow, użytej w serialu. Zastanawiałem się, jak bardzo nasz świat (a było to świeżo po wielkim eksperymencie społecznym z lat 2020-2021, w którym emocje zostały skumulowane, panika była ogromna, a nadzór nad społeczeństwem przybrał niespotykaną dotąd skalę) różni się od tego przedstawionego. Akurat twórcy Cyberpunka uwzględnili coś, co dla Katsuhiro Otomy – i w ogóle większości twórców sci-fi, dystopii, postapo etc. – nie było oczywiste: subskrypcję. Cały nasz świat powolnie przybiera postać przycisku „subskrybuj”. Mieszkania, samochody, usługi – to wszystko staje się subskrypcją. Kiedy ostatnio kupili Państwo jakąś grę i mają ją fizycznie, nie za pośrednictwem Steama? Czy oglądają jeszcze Państwo filmy kupione na płycie albo „zgrane” od kogoś? Czy zdarzyło się Wam w nieodległej przeszłości kupić mieszkanie i nie musieć co miesiąc uiszczać opłaty do banku? I tak dalej, można by mnożyć te przykłady.
Pewien cień tej rzeczywistości widać w Ubiku Philipa Dicka, mistrza groteskowego science fiction. Absurd w postaci kłócącego się z drzwiami hotelowymi głównego bohatera (bo drzwi nie chcą go przepuścić bez uiszczenia opłaty, a bohater upiera się, że nie musi płacić, bo ta opłata to nieobowiązkowy „napiwek”) coraz bardziej staje się naszą codziennością. Podatki, opłaty subskrypcyjne, czynsze, media – kiedy się tylko zastanawia, ile tego jest, przychodzą na myśl słowa naszego Pana: „dosyć ma dzień swojej biedy” (por. Mt 6, 34).
Konkluzja
Akira jest dziełem optymistycznym. Zakłada, że w elitach jest ktoś kompetentny, kto trzyma to wszystko w kupie. Ktoś, kto powie „dość!” w odpowiednim momencie. Człowiek, który może uratować miasto i chce jego uratowania, mimo beznadziejności, w jakiej się ono pogrąża. Niczym Batman w swoim Gotham.
A przy tym jest filmem niezwykle ładnym, cieszącym oko, z nietuzinkową warstwą muzyczną i przyjemną do śledzenia fabułą. Jeśli jesteście fanami cyberpunkowej konwencji i z jakiegoś powodu dalej nie widzieliście tego kultowego dzieła, to polecam.
