adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Sprawdź nowy numer konta

Wesprzyj
Miesięcznik luty 2019, Społeczeństwo

Złodzieje relacji pomiędzy mężczyzną a kobietą

magazine cover

unsplash.com

Wielu młodym ludziom wydaje się, że w minionym wieku związki były trwalsze, a miłość małżeńska wierniejsza. Z pewnością mogło tak być, choć trudno potwierdzić taką tezę. Dostęp do środków masowego przekazu był mocno ograniczony. Choć rozstania się zdarzały, uważano to wtedy za wstyd. Dziś to społeczna norma, na którą nikt nie chce zwracać uwagi. Mało kto chce ratować i naprawiać związek. Brak nadziei na możliwość otrzymania drugiej szansy pcha nas do pójścia najłatwiejszą drogą, bez podejmowania jakiejkolwiek walki.

Przez bardzo długi czas nie byłam w związku. Zdarzały się momenty, że było mi z tym ciężko. Pragnęłam jednocześnie, aby moja relacja była tą pierwszą miłością, która poprowadzi mnie prostą drogą do małżeństwa. Z ciekawością obserwowałam związki wśród moich znajomych, które w wielu przypadkach rozpadały się. Widziałam wiele par, które obiektywnie wydawały się wręcz idealne, stworzone dla siebie. Bardzo mnie oburzały takie rozstania, w szczególności wtedy, gdy miały miejsce w duszpasterstwie akademickim. Zadawałam sobie pytanie: dlaczego? Rzadko zdarzało się, że ci ludzie walczyli i wracali do siebie, a jeszcze częściej te same osoby zmieniały swoich partnerów jak rękawiczki. Mając już chłopaka przekonałam się na własnej skórze, że bycie w związku wymaga nie lada poświęcenia i obustronnej uwagi. Jak powiedział Konstanty Ildefons Gałczyński: „Nie wystarczy pokochać, trzeba jeszcze umieć wziąć tę miłość w ręce i przenieść ją przez całe życie”. Przestało już mnie dziwić, że związki tak szybko się rozpadają. Przyczyn jest wiele, lecz ja przedstawię kilka, które według mnie najczęściej się powtarzają.

Lekkomyślna decyzja

Warto zacząć od tego, że wiele związków, zwłaszcza tych pierwszych, doświadczanych w okresie dojrzewania, nie ma często nic wspólnego z prawdziwą miłością. Będąc nastolatką miałam złudne spojrzenie na ten temat, ale kiedy weszłam w wiek studencki, mój pogląd diametralnie się zmienił. Patrząc na pary nastolatków widzi się, w jak ostentacyjny sposób okazują sobie miłość – niezależnie od tego, czy jest to świat rzeczywisty, czy wirtualny. Każdego dnia starają się udowodnić znajomym swoją wartość, myśląc, że im bardziej będą okazywać publicznie swoją miłość np. poprzez pocałunek, tym lepiej dla nich. Taki związek szybko się rozpada i równie szybko udaje się znaleźć kolejnego partnera na pokaz.

Zdarza się, że kiedy ktoś się w nas zakocha, zaczynamy sobie zadawać pytanie: co robić? Bywa, że ulegając presji otoczenia i burzy własnych myśli rzucamy się w wir wydarzeń, sądząc, że nie mamy wyjścia. Wchodzimy w toksyczną relację, niekiedy wbrew sobie. Myślimy, że to właściwa droga, że to Bóg zaprasza nas do takiego związku. Kiedy natomiast dojdzie do rozstania, czujemy się wykorzystani emocjonalnie. Przestajemy wierzyć, że w naszym życiu znajdzie się idealny kandydat na męża lub żonę. Towarzyszy nam lęk i strach przed wejściem w kolejny związek. Powinniśmy wiedzieć, że to my ponosimy odpowiedzialność za to, co zrobimy z emocjami i miłością, nie Pan Bóg. On daje nam tylko propozycję.

Pokusa wspólnego mieszkania i współżycie przed ślubem

Czystość przedmałżeńska zawsze była dla mnie oczywista. Uważałam, że jest ona łatwa do zachowania. Z chwilą, kiedy weszłam w związek z moim chłopakiem, przekonałam się o swojej pomyłce. Wszelka bliskość pociąga ku coraz większej cielesności. Wzajemne zapewnienia o planach utrzymania czystości nie wystarczają, bowiem często w relacje wtrącają się osoby trzecie, które opowiadają o swoich doświadczeniach ze wspólnego mieszkania i współżycia przed ślubem. W skuteczny sposób potrafią zachęcić do pójścia tą samą drogą, argumentując, że trzeba się przed ślubem „sprawdzić”. Ze smutkiem i trwogą obserwuję, jak to grono powiększa się wśród katolików!

Mylimy się myśląc, że mieszkanie przed ślubem jest środkiem do pełnego poznania siebie nawzajem. Mieszkając razem narażamy się na ciągłą pokusę, nawet wtedy, gdy chcemy wytrwać w czystości. Życie pod jednym dachem oznacza zabawę w małżeństwo. Znikają randki, oczekiwania na spotkania w wyznaczonym miejscu. Mamy siebie każdego dnia i każdej nocy. Coraz mniej rozmawiamy na ważne i głębokie tematy. Codzienne życie staje się rutyną. Każdy ma swoją rolę. Każdy zajmuje się swoimi sprawami w oddzielnym kącie. Doświadczamy problemów typowych dla świeżo upieczonych małżeństw. Osoby nieświadome takiego zagrożenia popadają w rozczarowanie, co nieraz skutkuje zakończeniem relacji.

W kwestii współżycia wiele osób obiera fałszywe założenie, że pójście do łóżka jest dowodem prawdziwej miłości – nic bardziej mylnego. Niestety coraz więcej ludzi nie widzi w tym nic złego. Kiedy współżyjemy przed ślubem, przekraczamy granicę, brnąc ku jeszcze większemu upadkowi. Przedwczesne odbywanie stosunku może doprowadzić do drastycznych i bolesnych przeżyć, a w ostateczności do uzależnienia seksualnego, o czym pisze Ks. Marek Dziewiecki (Ona, On i miłość, 2006, s.167): „dla osiągnięcia podobnego jak poprzednio stopnia przyjemności, dany człowiek potrzebuje coraz silniejszych bodźców”. W takim działaniu wielokrotnie zmieniamy partnerów, którzy sprostają naszym oczekiwaniom, aby następnie w dość szybki sposób ich porzucić. Zaczynamy pojmować stosunek seksualny nie jako wzmocnienie więzi pomiędzy małżonkami czy związany z planowaniem potomstwa, a jako dążenie do zaspokojenia egoistycznej przyjemności, co jest ewidentnym zaprzeczeniem miłości. W dalszej części ks. Dziewiecki wyjaśnia (tamże): „Efektem przedwczesnej inicjacji seksualnej jest także frustracja, bo młodzi ludzie ulegają zwykle iluzji, że współżycie seksualne wystarczy im do osiągnięcia radości i do zbudowania trwałej więzi. Tymczasem po chwilowym oczarowaniu pojawia się bolesne rozczarowanie. Nie może być inaczej, gdyż doznanie przyjemności seksualnej nie może zaspokoić ludzkiej tęsknoty za miłością i wiernością”.

Brak umiejętnej komunikacji

Podstawą większości kryzysów w związku jest nieskuteczna komunikacja pomiędzy partnerami, która jest fundamentem tworzenia poważnej relacji. Nie potrafimy mówić otwarcie o swoich problemach i potrzebach oczekując, że druga osoba zrozumie, co nam chodzi po głowie. Polecenie „domyśl się” wypływa najczęściej z ust kobiet. Przekonałam się na własnej skórze, jak bardzo negatywnie na te słowa reagują mężczyźni. Należy wiedzieć, że mężczyźni nie chcą i nie lubią bawić się w takie „gierki”. Oni oczekują od kobiet konkretnej wypowiedzi, by móc rozwiązać problem. Postępując w ten sposób zachowujemy się niedojrzale. W wielu sytuacjach konfliktowych zamiast poważnie i szczerze porozmawiać, staramy się rozwiązywać problemy poprzez milczenie. Ta forma komunikacji jest bardzo ryzykowna, gdyż czas na wzajemne wybaczenie może się wydłużać, a przez to oddalamy się od siebie.

Problem w komunikacji przechodzi czasami na sferę seksualną, o której już wcześniej wspominałam. O takiej sytuacji opowiadał o. Oskar Maciaczyk OFM na konferencji podczas XXXV obozu adaptacyjnego w Białym Dunajcu. (youtube.com, O. Oskar Maciaczyk OFM – Porozmawiajmy o tych sprawach – XXXV Biały Dunajec) Przytoczył on historię pewnej pary, która nie chciała ze sobą współżyć przed ślubem, jednak bali się, że jeśli się „nie sprawdzą”, to ich związek się rozpadnie. Ta decyzja doprowadziła ich do upadku. Po całym zdarzeniu pozostał niesmak, czego mogli uniknąć, gdyby oboje mieli odwagę stanąć w obronie swoich przekonań poprzez wzajemną komunikację, żyjąc później bez poczucia grzechu, który jest świadomym wykroczeniem przeciw Bożemu prawu – nawet za cenę utraty drugiej połówki, bowiem: „Lepsza chwila bólu rozstania niż męczenie się potem, czasami przez całe życie!” (Adonai.pl, O tym, jak rozmawiać z chłopakami na drażliwe tematy)

Świadomy związek – jak go zbudować?

Wielu z nas pragnie stałego związku, który będzie trwał do końca naszego ziemskiego życia. Jednak sama chęć nie wystarczy. Związek jest bowiem ciężkim krzyżem do uniesienia. To walka, która polega na ciągłej pracy nad sobą i swoimi wadami. Jak napisała w książce Niepokorny. Jego walka Jay Crownover: „Związku nie da się skroić na miarę: ludzie miewają wady. Miłość nie przychodzi ot tak – pielęgnowanie uczucia to czasem ciężka praca. To właśnie nasze niedoskonałości czynią nas wyjątkowymi…”. Związek to odpowiedzialność za drugiego człowieka. To postawa miłości, która polega na współpracy pomiędzy partnerami, którzy każdego dnia podejmują wysiłek w budowaniu dojrzałej relacji. Pięknie o miłości powiedział ks. Marek Dziewiecki w wywiadzie z Magdaleną Korzekwą: „Miłość to najbardziej niezwykła postawa człowieka do człowieka. To postawa najszlachetniejsza, najbardziej mądra, odpowiedzialna, czysta i czuła. Miłość jest postawą, która wynika z tego, że zachwycam się osobą, którą kocham, że widzę w niej największy skarb na tej ziemi, że chcę ją wspierać w sytuacjach trudnych, a w radosnych pragnę cieszyć się razem z nią. Kochać to promieniować taką radością w obliczu tej drugiej osoby, takim zachwytem wobec niej, taką troską o nią i o jej los nawet w najdrobniejszych sprawach, by przy mnie chciało jej się żyć dosłownie w każdej, nawet najtrudniejszej sytuacji. Jeśli moja postawa nie sięga tego poziomu, to nie jest jeszcze miłość z mojej strony.” (Opoka.org.pl, Miłość i jej karykatury) Zanim postanowimy, że chcemy być z kimś w związku, zastanówmy się, czy jesteśmy na to gotowi; czy osoba, z którą chcemy tworzyć wspólną przyszłość, jest dla nas odpowiednia. Jeśli jednak naprawdę chcemy, aby powodziło się nam w miłości, to wpierw powinniśmy nauczyć się stawiać Boga na pierwszym miejscu!

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

O autorze

Zapisz się na newsletter i bądź na bieżąco

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.

The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.