500 lat temu pewien niemiecki augustianin przybił swoje tezy do drzwi wittenberskiej katedry. Od tego zaczął się największy rozłam w historii Kościoła. Od jednego mnicha i jego arkusza pergaminu z wypisanymi tezami rozpoczęła się reformacja. Jedni uważają, że to była konieczność. Inni twierdzą, że była czymś kompletnie niepotrzebnym i wynikającym z pychy Marcina Lutra. Protestanci świętują, a wśród katolików zdania są podzielone. Niektóre osobistości Kościoła świętują w ramach „ekumenizmu”. Jednak w kwestii tego świętowania warto przypomnieć sobie, co mówił abp Jędraszewski. Stwierdził, że nie ma zamiaru świętować rocznicy jednego z najtragiczniejszych wydarzeń w Kościele, może co najwyżej uczcić to, że w Polsce obyło się bez krwawych walk z powodu różnic religijnych. Tak, to się naprawdę dzieje. Niektórzy katolicy świętują 500 lat reformacji. Dlaczego? Jaki jest tego cel? Czy nie widzą, że to reformacji zawdzięczamy liczne wojny religijne? Nie widzą, że przez protestantyzm tyle ludzi odeszło od Kościoła katolickiego? Niech każdy z nas zada sobie bardzo poważne pytanie – czy z okazji pięciuset lat reformacji powinniśmy się cieszyć, czy może smucić?
Reforma(cja) życia
Ruch Marcina Lutra podzielił Europę bardzo szybko. Za mnichem poszli głównie książęta niemieccy z północnej części kraju, a zwłaszcza Fryderyk Mądry, który udzielił mu azylu. Jednak najprędzej na wielką potęgę luterańską wyrosło Królestwo Szwecji. Bowiem w latach dwudziestych XVI wieku Gustaw I Waza zerwał unię kalmarską i przywrócił suwerenność Szwecji. Jego państwo borykało się jednak z problemami finansowymi. Szybko znalazł na to sposób – przeszedł na luteranizm i zabrał gigantyczne majątki Kościołowi – świątynie, ziemie. Później ta tradycja cały czas trzymała się narodu szwedzkiego – liczne grabieże kościołów miały swoje źródło właśnie w doktrynie luterańskiej – grabiono wszystko co się dało z kościołów, uważało się bowiem, że kościół powinien być skromny. I rzeczywiście, po przejściu armii szwedzkiej każdy kościół był skromny. W Niemczech jeden z reformatorów – anabaptysta Thomas Müntzer – stanął na czele powstania chłopskiego, które w swoich postulatach propagowało zbędność księży, bo według nauk Thomasa najważniejsze było natchnienie Ducha Świętego. Oprócz tego, powstańcy siłą próbowali wyrwać jakąkolwiek władzę Kościołowi i feudałom. Jak wynika z historii – widać, jak niszczycielska jest pycha.
Nieuniknionym skutkiem reformacji musiała być wzmożona działalność inkwizycji, która i tak już cieszyła się złą sławą. O dziwo jednak to w krajach objętych reformacją bywało więcej ofiar. Nie bez powodu jest tak wielu męczenników reformacji – choćby św. Tomasz Morus. Smutne jest to, że wyznania chrześcijańskie walczyły ze sobą krwawo i bezlitośnie, nie tak jak mówi Ewangelia – nie szukały zgody. Wojny i prześladowania zrobiły złą famę całemu światu chrześcijańskiemu. Jednym z niewielu krajów wolnych od nietolerancji religijnej była Polska, ale nawet tutaj walka się odbywała, ale nie tak zaciekle. Zygmunt Wojciechowski w swojej książce historiograficznej Zygmunt Stary opisuje problemy z drobnymi ruchami protestanckimi, które miały miejsce w Gdańsku. Nawet drobne zamieszki kilkuosobowe prawie zawsze kończyły się dotkliwymi krzywdami księży katolickich. Przykra to prawda historyczna, ale tak rzeczywiście było – często rodacy walczyli ze sobą, mimo iż wierzyli w tego samego Boga.
W innym miejscu w Europie – Niderlandach – reformacja była jedną z przyczyn tzw. wojny osiemdziesięcioletniej. Bardzo katolickie imperium Habsburgów dotkliwie odczuło bunty w bogatych krajach niderlandzkich. Powstańcy dokonywali wielu okrucieństw, między innymi mordów na kapłanach (Dobrze opisuje to Louis de Wohl w książce Ostatni Krzyżowiec). Oprócz tego poważnym problemem teologicznym był fakt, że kalwini, którzy znajdowali się na terenie Belgii i Holandii, popierali herezję ikonoklazmu. Spowodowało to ogromne straty w architekturze i sztuce – kalwini nie oszczędzali wspaniałych dzieł w imię fanatycznej nienawiści ikonoklastycznej. Różnice religijne tylko pogłębiły spory między włodarzami habsburskimi a ludnością niderlandzką. Doprowadziło to pośrednio do wybuchu w 1568 roku wojny osiemdziesięcioletniej zakończonej zdobyciem suwerenności przez Republikę Siedmiu Zjednoczonych Prowincji Niderlandzkich.
Nie bezpośrednio związane z nowym ruchem religijnym były przemiany w Królestwie Anglii – Henryk VIII jednoznacznie zerwał swoje stosunki z Rzymem. Powód był ściśle powiązany z szóstym przykazaniem – lubieżny Henryk w gniewie za to, że papież nie unieważnił jego kolejnego małżeństwa powiedział stanowcze „NIE” papieżowi. Kościół anglikański trwa niestety do tej pory, ale pewne grupy anglikanów udało się już w XXI wieku przywrócić na łono Świętej Matki Kościoła.
Skromne wnioski historyczne
Z samego zarysu historycznego widzimy, że reformacja przyniosła kuriozalne skutki – wojny, bunty, powstania, spory. W opinii niektórych jedynym pozytywnym skutkiem reformacji było oswobodzenie księstw niemieckich spod twardej ręki cesarza Austrii. Oprócz tego ruch protestancki doprowadził do znacznej zmiany układu sił w Europie w ciągu 100 lat. Gwarantem pokoju westfalskiego była sympatyzująca z luterańskimi państwami Francja (na przekór Austrii) i największe mocarstwo luterańskie ówczesnych dziejów – Szwecja. Monarchie habsburskie utraciły pośrednio przez reformację swoje włości w krajach niderlandzkich, a same, wykończone wojną, znacząco opadły na arenie europejskiej. Oficjalnie neutralna wobec tych wydarzeń pozostała Rzeczypospolita. Co prawda Zygmunt Stary próbował przeciwstawić się ruchom reformatorskim, ale z miernym skutkiem.
Pan z największego zła wyciąga dobro – w przypadku reformacji stała się ona motorem napędowym dla św. Ignacego Loyoli SJ który utworzył zakon jezuitów – jeden z najpotężniejszych zakonów w Kościele, a do kasaty obok dominikanów i franciszkanów główny filar Kościoła w Europie i koloniach.
Wybitne polskie postacie kontrreformacji takie jak Piotr Skarga czy Stanisław Hozjusz, obecnie Słudzy Boży, starali się o to, żeby jak najbardziej ograniczyć wpływy protestanckie, ale również im to się nie udało – szlachta dalej zmieniała swoje poglądy religijne z powodu ziemskich korzyści.
Skutki duchowe i spojrzenie na Lutra
To bardzo widoczny skutek duchowy – kiedy pojawiają się możliwości łatwiejsze, mniej wymagające, przyjemniejsze, człowiek od razu się rzuca w ich wir. Smutnym skutkiem rozłamu w kościele były dalsze rozłamy – już nie kilka, ale kilkanaście różnych kościołów protestanckich, z których każdy głosi inną naukę. Do tego właśnie prowadzi niezgoda w Kościele – rodzi rozłamy, a te zamiast miłości pogłębiają nienawiść. Zamiast jedności rodzą się podziały.
Spójrzmy jednak na samego twórcę ruchu reformacji, Marcina Lutra. Wydawałoby się na pierwszy rzut oka, że to człowiek o dobrych intencjach, który – patrząc jedynie na dobro Kościoła – chciał go naprawić. Jednak, jak wiadomo, piekło wybrukowane jest dobrymi intencjami. Kościół już na Soborze Laterańskim IV postanowił zwalczać to, co krytykowały ruchy protestanckie – handel relikwiami czy odpustami. Co zgubiło tego augustianina? Brak pokory i posłuszeństwa. Chcąc zreformować Kościół każdy powinien zacząć od siebie. Marcinowi Lutrowi tych cnót zabrakło. Postanowił stworzyć własny Kościół. W przeciwieństwie do tylu świętych katolickich, którzy zmienili oblicze Kościoła: Katarzyny Sieneńskiej, Franciszka z Asyżu czy Ignacego Loyoli, Lutrowi zabrakło pokornego serca.
Powstanie nowego Kościoła do tej pory jest zastanawiające, stawia bowiem pod znakiem zapytania słowa Pana Jezusa mówiące o tym, że ześle Pocieszyciela, który wszystkiego nauczy Kościół Boży. W tym przypadku można się zastanowić: skoro Pan Jezus zadbał o to, żeby nauka Kościoła była czysta i prawdziwa, to czemu ktoś próbuje wywracać wszystko do góry nogami 1500 lat po Jego śmierci i zmartwychwstaniu? To, co zrobił Marcin Luter, jest zamachem na posłuszeństwo Kościołowi i kompletnym brakiem pokory. Myślał, że on sam będzie wiedział lepiej. Zapomniał, że bramy piekielne nie przemogą Kościoła. Stworzył własny. W teologii katolickiej fachowo tworów protestanckich nie nazywa się nawet kościołami partykularnymi, ponieważ zgodnie z eklezjologią nie mają prawdziwej doktryny Eucharystii ani sukcesji apostolskiej. Mimo wszystko protestanci nadal mogą być zbawieni, ale POMIMO swoich błędów, a nie w nich.
Dla mnie osobiście najbardziej poruszającym skutkiem reformacji, który odbił się w protestantyzmie, jest zanik sakramentu pokuty. Nie wyobrażam sobie, jak przy takiej ilości cudów serca, jakie miały miejsca w konfesjonale, można nie uznawać tego sakramentu. Przy całej ilości dusz wyleczonych przez sakrament pokuty jest to co najmniej niegodne i podchodzące pod bluźniercze. Przecież sam Pan Jezus dał władzę odpuszczania grzechów (J 20,22-23) Apostołom. Wbrew temu niektórzy twierdzą, że przecież chodzi o to odpuszczanie grzechów ujęte w Modlitwie Pańskiej. Czyżby? Wynikałoby z takiego założenia, że najpierw Pan nauczył uczniów modlitwy, w której jest mowa o „odpuszczeniu grzechów”, a dopiero później dał im moc odpuszczania? Czyli w czasie między tymi dwoma wydarzeniami ich działania były teoretycznie bez sensu. Pan Bóg nigdy nie działa sprzecznie z rozumem. Sakrament pokuty to nie narzędzie inwigilacji, to nie wymysł starszych panów w czarnych sukniach, sakrament pokuty to nowe życie dla duszy splamionej grzechem, to ponowne przyjście do Dobrego Pasterza, to przeproszenie Boga, to Jego przebaczenie. Czyż można stwierdzić, że pokuta nie jest sakramentem, kiedy widzi się łzy grzesznika przed spowiedzią i radość w oczach po niej? Ilość łask wyświadczonych przez sakrament pokuty jest wystarczającym świadectwem tego, jak wielki on jest.
Nie bójmy się sobie tego powiedzieć, ale pewne osoby Kościoła również zawiniły temu, co się wydarzyło w 1517. Leon X mógł rozegrać tę partię na kilka innych sposobów np. podjąć dysputę, w której wykazałby brak słuszności tez Lutra. Ale szatan zawsze kusi, zawsze szuka podstępu. Leon X nie wykonał wszystkiego, przez co mógłby wygrać z ruchem Lutra. Z tego wyłania się dla nas gorzka, ale brutalnie prawdziwa prawda duchowa – Kościół jako mistyczne Ciało Chrystusa jest święty, ale my jako ludzie jesteśmy słabi, błądzimy. Jedynie jako Kościół jesteśmy czymś więcej. Jako jednostki możemy sobie nie poradzić. I nawet w Kościele Bożym kryje się zawsze słabość. Nawet w samym sercu Kościoła szatan czeka z pokusami i swoimi zamiarami niszczenia Kościoła. Ale jednak nawet mimo protestantyzmu jedyny i prawdziwy Kościół trwa nadal. Mimo naszych błędów, mimo naszych upadków, mimo naszych złych wyborów, mimo sporów, wojen, Kościół trwa nadal. My jesteśmy Kościołem.
W teologii
Protestantyzm znacząco wpłynął na same nurty teologiczne – w średniowieczu dominowała scholastyka skupiająca się głównie na logicznym i rozumowym tłumaczeniu wiary, korzystając z dzieł pisarzy wczesnochrześcijańskich czy filozofów pogańskich (Arystoteles, Platon). Protestantyzm spowodował znaczne zmiany – zaczęto zwracać większą uwagę na Pismo. Ale to nie jedyna konsekwencja. Przez sola fides rola rozumu znacząco zmalała w filozofii krajów protestanckich. W niektórych, radykalnych przypadkach zamieniało się to w fideizm. Kontrą na tego typu myślenie są przede wszystkim dzieła św. Jana od Krzyża, który doskonale tłumaczy, jak rosnąć w wierze bez pomniejszania wagi rozumu. Poza tym święty wyjaśnia na czym polega rola obrazów we wzbudzaniu pobożności, walcząc w ten sposób z ikonoklazmem. Jego dzieła powstały w słusznej epoce – protestantyzm (zwłaszcza odłamy kalwińskie) zreinterpretował pierwsze przykazanie na radykalny sposób – i przyczyniły się do lepszej obrony doktryny katolickiej. Sam ikonoklazm natomiast był bardzo niszczycielski dla kościołów – przykładowi kalwini jak już wspomniano niszczyli wszystkie dzieła w świątyniach, mimo iż były one cenne dla sztuki i miały pewien pożytek w życiu duchowym. Obrazy bowiem wzbudzają w nas pewne poruszenia serca skłaniające do pobożności, ale wielbimy tego, kogo przedstawiają, a nie obraz dla samego obrazu (ikonolatria).
Jako ciekawostkę można zauważyć, że za prekursorów reformacji uważani są m.in. John Wycliffe – duchowny związany z lollardami, autor tłumaczenia Biblii na angielski. Pragnął reformy Kościoła za pomocą autorytetu Pisma, krytykował w teologii substancjalną(istotową) obecność Pana w Eucharystii, w końcu sprzeciwiał się władzy papieskiej. Ostatecznie Kościół ekskomunikował go, spalił i pochował w niepoświęconej ziemi. Jak widać, pewne zapędy reformatorskie istniały wcześniej w Europie. W Anglii oprócz Wycliffe wyrósł inny teolog o równie dziwnych poglądach – William Ockham, franciszkanin, twórca tzw. brzytwy Ockhama. Brzytwa mówi, że z dwóch rozwiązań zwykle to prostsze jest lepsze. Niestety, Ockham opracował tę prawdę dla teologii, chcąc z niej stworzyć zamiast pięknej mistycznej wiedzy zwykły rachunek zdań. Poza tym kuriozalne okazały się jego tezy o woluntaryzmie – twierdził, że Pan Bóg w swojej wolności może uczynić dosłownie wszystko, nawet jeżeli jest to sprzeczne z tym, co rzeczywiście uczynił. Poglądy Ockhama były zbliżone do islamskiej wizji woli Bożej. Luter ze scholastyków akceptował tylko Ockhama, co miało konsekwencje w naukach reformacyjnych. Oprócz Ockhama i Wycliffe był jeszcze jeden człowiek, który poprzedził epokę reformacji – Jan Hus. Krytykował tak ważną w teologii katolickiej transsubstancjację czy też sakrament pokuty. Mimo pewnego poparcia ze strony czeskiej ostatecznie został spalony na stosie 6 lipca 1415 roku podczas soboru w Konstancji. Dokonało się to mimo otrzymania od cesarza listu żelaznego. Jednak nauki Husa odcisnęły swoje piętno na całej Europie – on również propagował oparcie wiary na samym Piśmie.
Co powinniśmy zrobić?
W tę pięćsetną rocznicę reformacji możemy jedynie się smucić i pokutować. Za grzechy każdego z nas. Możemy przemyśleć, co Kościół zrobił nie tak 500 lat temu i uświadomić sobie niszczycielskość pychy po obu stronach konfliktu w roku 1517. W tę tragiczną rocznicę módlmy się o nasz Kościół, aby targany sztormami herezji trwał niewzruszony. Módlmy się za nas samych, aby nasze własne „ja” nie przesłoniło nam Prawdy, której naucza Kościół. Módlmy się za wszystkich heretyków, aby powrócili na łono Matki – Kościoła.
