adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Sprawdź nowy numer konta

Wesprzyj

Życie człowieka a prostota Boga

magazine cover

pexels.com

W filozofii klasycznej o Bogu pisze się w kontekście Jego prostoty. Jak zatem taki stan rzeczy ma się przekładać na życie człowieka? Stajemy przed zadaniem praktycznie niemożliwym: z natury rzeczy jesteśmy bowiem istotami złożonymi, a zarazem chcemy upodobnić się do Chrystusa. Czy w tym sensie chrześcijaństwo nie proponuje misji wręcz szaleńczej?

Jedną z naczelnych tez św. Tomasza z Akwinu dotyczących natury Boga jest Jego prostota. Akwinata nazywa Stwórcę actus purus (czystym aktem) oraz esse ipsum subsistens (samoistnie istniejące istnienie). Takie ujęcie filozoficzne odnosi się przede wszystkim do sposobu bycia Boga. Gdy przedstawia się On Mojżeszowi jako hebr. אֶהְיֶה אֲשֶׁר אֶהְיֶה [ehje-aszer-ehje], tzn. „Jestem, który Jestem”, to nie chodzi tylko o takie typowo ludzkie przywitanie. Imię Boga jest bowiem definicją Jego natury. Stwórca nie przychodzi zatem do człowieka jak inny człowiek – nie podaje się za kogoś, kim nie jest, i nie zakłada żadnej maski, jak to czynią ludzie. Zamiast tego jasno i klarownie stwierdza, że jest Tym, który samoistnie istnieje. Bóg w prostocie objawia Mojżeszowi, kim jest. Niejako mówi: masz tu przepis, człowieku, żebyś wiedział, z kim masz do czynienia, i nie pomylił Go z kimś innym. To Stwórca tego, co widzialne i niewidzialne. Tylko ten, który sam z siebie istnieje, może bowiem stwarzać rzeczy przygodne, tzn. niekonieczne.

Prostota Boga nie oznacza zatem ani braku złożoności w potocznym rozumieniu tego słowa, ani – w odniesieniu do życia społecznego – bycia niezmanierowanym. Bóg jest prosty w tym znaczeniu, że nie dzieli się wewnątrz na części ani nie potrzebuje przyczyny istnienia. Sam jest jednością i istnieje niejako z siebie, ze swej natury.

Byty konieczne i niekonieczne

Najprościej można to zobrazować, wskazując na filozoficzne rozróżnienie bytów koniecznych i niekoniecznych. Niekonieczni jesteśmy my – ludzie. Nasze otoczenie, zwierzęta, rośliny, kosmos też takie są – przygodne. Choć są dla nas ważne, to jednak są to komponenty świata, które mogły być, ale nie musiały. Ich istnienie jest ewentualnością: wypadkową zmian i charakteru środowiska, decyzji ludzi niezależnych od nas, a także w skali makro – milionów lat ewolucji organizmów żywych.

Tymczasem Bóg, jak wskazuje św. Tomasz z Akwinu, jest bytem koniecznym. Konieczność Boga nie polega na tym, że człowiek nie poradziłby sobie z wyjaśnieniem istnienia świata czy też że w jakiś sposób wymaga tego doktryna Kościoła (wymaga, ale w sensie tylko czysto ludzkim!). Konieczność Stwórcy wynika z Jego natury. Tak jak w pewnym sensie koniecznością (dla nas ludzi) jest liczenie się z prawami fizyki i tym, że nie możemy latać bez odpowiednich narzędzi, tak dla Boga konieczne jest Jego istnienie. Gdy Kościół stwierdza, że Bóg jest bytem koniecznym i samoistnie bytującym, to w pierwszej kolejności jest to teza orzekająca o faktycznym stanie kosmosu, tj. że prawdą metafizyczną o rzeczywistości jest istnienie Boga, którego naturą jest być.

Zobacz też:   Jakie są granice tradycji Kościoła? Wywiad z dr. Pawłem Gradem

Czy etyka chrześcijańska ma sens?

W konsekwencji tak postawionego problemu rodzi się pytanie o zasadność i realność etosu chrześcijańskiego, a ściślej – o wezwanie do naśladowania Chrystusa i upodabniania się do Niego.

Kluczowe jest słowo „upodabniać się”, a nie „stać się jak On jeden do jednego”. Bycie podobnym do kogoś lub czegoś polega na jakiejś relacji poprzez analogiczność cech. Upodabniający nie zmienia się w obiekt swoich westchnień przez takie podobieństwo, ale ma częściowy udział w jego doskonałości.

Jeśliby się zatem uprzeć w próbie uproszczenia odpowiedzi na pytanie o to, jak zasadniczo prostota Boga ma się odbijać w naszym życiu, to należałoby uznać, że chodzi przede wszystkim o właściwą hierarchię dóbr w życiu każdego z nas. Jak wskazywał św. Augustyn: „Jeśli Bóg jest na pierwszym miejscu, wtedy wszystko jest na właściwym miejscu”. To, co kryje się pod tym ogólnym stwierdzeniem, jest zaproszeniem do obnażenia przed Bogiem tego, co kotwiczy nas w starym „ja”. 

Nam się to niestety często zdarza, choćby nieświadomie, że jednocześnie oczekujemy pomocy od Stwórcy, a z drugiej strony nie chcemy Mu poddać tego, z czego zrezygnować trzeba. I tak notoryczny pijak wprawdzie pić już niby nie chce, ale zrezygnować z kolegów-pijaków nie raczy, choć to przez wzgląd na jego alkoholową historię jest wskazane. Tym bardziej że tacy koledzy zwykle są punktem zapalnym dla kolejnych ciągów alkoholowych. Kolejno: rozpustnik niby pragnie wolności, ale kocha też swój grzech, gdyż daje mu on jakieś poczucie chwilowej ekstazy, której może akurat brakować mu w życiu. Dobrze ten problem obrazuje inny cytat ze św. Augustyna, który w dawnych latach swej młodości, cudzołożąc, miał modlić się do Boga, mówiąc: „Boże, nawróć mnie, ale jeszcze nie teraz!”.

Ostatecznie prowadzi nas to do właściwego rozumienia czystości serca, która nie sprowadza się jedynie – jak chcieliby tego purytanie i skrupulanci – do braku grzechów seksualnych, lecz przejawia się przede wszystkim w czystości intencji wobec Boga, siebie i świata.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

O autorze

Zapisz się na newsletter i bądź na bieżąco

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.

The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.