adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Sprawdź nowy numer konta

Wesprzyj

„Nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich.”

magazine cover

pexels.com

Miłość – to słowo zna każdy z nas. Najczęściej pierwsze co przychodzi nam do głowy, to obraz zakochanej pary. Przychodzą nam na myśl dawne wspomnienia czasów przedmałżeńskich czy też obecnych czasów, jeśli jeszcze nie związaliśmy się z tą drugą osobą. Niektórzy z kolei są smutni, bo chcieliby znaleźć ukochaną osobę, ale wciąż są “sami”. Ale czy miłość to tylko to? Okazuje się, że nie, więcej – to wręcz nie jest miłość, a uczucie. Obecnie oba te terminy są używane nagminnie, jakby oznaczały to samo. Jednak miłość to nie jest uczucie – to świadomy akt woli. Miłość przecież nie polega na tym, że cały czas mamy być radośni, zadowoleni, beztroscy i czuć „motyle w brzuchu”. Miłość jest wtedy gdy jesteśmy gotowi służyć tej drugiej osobie, gdy rezygnujemy z siebie dla drugiego człowieka. Nie ja jestem najważniejszy, tylko ktoś inni. Jednak miłość nie ogranicza się tylko do aspektu małżeństwa. Miłość występuje też między rodzicami a dziećmi, między dziadkami a wnukami. Występuje też między przyjaciółmi, mimo że powszechnie nie nazywa się to miłością to jednak de facto myślimy bardziej o tymże przyjacielu niż o nas samych. Wszelkiego rodzaju zażyłości też są rodzajami miłości.

Miłość wiele imion ma

Okazuje się więc, że istnieje wiele rodzajów miłości. Ale spośród nich jedna jest wyjątkowa. Jest to miłość doskonała. Jej przykładem jest Bóg, stworzył On człowieka i mimo tego że ten często odwraca się od Niego, Ten cierpliwie czeka na każdego z nas i jest gotów zapomnieć choćby najgorsze zło, jeśli tylko my zechcemy do Niego powrócić. Chrystus w jednej z przypowieści przedstawia Boga jako ojca, który z utęsknieniem czekał na nawrócenie swojego syna. Takim synem jest każdy z nas, gdyż nie ma nikogo, kto by nie miał grzechu. Człowiek ma grzeszną naturę, co uniemożliwiało mu udział w chwale Boga. I tutaj Bóg dał nam przykład największej miłości jaka tylko może istnieć – takiej, że jest w stanie poświęcić życie Swojego Syna, aby nas zbawić. Chrystus istniał od zawsze, razem z Bogiem Ojcem i Duchem Świętym. I teraz ten Bóg staje się człowiekiem i umiera za nas. Powtórzę to jeszcze raz: Stworzyciel umiera za swoje stworzenie, aby pokonać śmierć. A przecież śmierć nie tyczy się Boga. A jednak zrobił to. Zrobił to po to, abyśmy mogli przebywać z Nim w raju. Do końca nas umiłował. Poświęcił się dla nas. Stał się ofiarą przebłagalną za nasze grzechy. Odtąd nie składamy już ofiar całopalnych, które były zresztą i tak niedoskonałe. Chrystus stał się zaś ofiarą doskonałą.

Jeszcze przed swoją Męką i Zmartwychwstaniem Chrystus mówił, że „nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich.” (J 15, 13). W ten sposób z jednej strony nas zbawił, ale z drugiej strony stał się również drogowskazem dla swych uczniów, jak postępować. Każdy Jego uczeń zarówno żyjący w dawniejszych czasach, jak i tych obecnych, chce się upodabniać do naszego Mistrza, miłując drugiego człowieka tak mocno, iż byłby w stanie oddać za niego swoje życie. Historia zna przypadki świętych, którzy właśnie tak postępowali. Jednym z nich był św. Maksymilian Maria Kolbe. Oddał swoje życie za człowieka, który został skazany na śmierć głodową. A przecież o. Kolbe nie znał tego człowieka. Tak po ludzku patrząc znaczył on dla niego mniej niż rodzina czy Bóg. Dlaczego więc tego dokonał? Bo dostrzegł Boga w drugim człowieku. Jakże często zdarza się nam, że w drugim człowieku widzimy rywala. Że myślimy o kimś źle lub (nie daj Boże), życzymy mu czegoś złego. Bardzo często stykamy się z wszędobylskim egoizmem. Sami również narzekamy na innych, dlatego że myślą o sobie zamiast o nas. Że my jesteśmy pozostawieni sami sobie. Ale czy dostrzegamy innych, którzy potrzebują naszej pomocy? A może zamykamy się w skorupie pozytywnych przeżyć nie dopuszczając do myśli, że może ktoś w tej chwili potrzebuje mojej pomocy? Potem zaś, gdy nam dzieje się krzywda pytamy się: Gdzie jest Bóg? Nie zauważamy, że Bóg nie jest naszym sługą, że musimy zadać sobie trud, aby go znaleźć. W tych wszystkich postawach przejawia się niestety egoizm. Jakże piękniejszy był świat, gdybyśmy zamiast skupiać się na sobie, skupili się na drugim człowieku. Gdybyśmy dostrzegli w nim Boga. Dostrzegli, że on cierpi również dziś, w drugim człowieku.

Miłość to służba

Gdy Chrystus został skazany na śmierć, mało kto zwracał na Niego uwagę. Dzisiaj my również jesteśmy nieczuli. Podczas gdy w naszym kraju panuje pokój, w innych trwają wojny, często nawet wieloletnie. Trwają prześladowania chrześcijan. Dlaczego nie czujemy żadnej potrzeby, aby się za nimi wstawić? Dlaczego im nie pomagamy? Zazwyczaj nasza pomoc ogranicza się tylko do wrzucenia kilku złotych na pomoc ofiar wojen, głodu czy innych klęsk żywiołowych. Ale czy robimy to z potrzeby serca? Czy naprawdę myślimy o tych osobach? Uważamy ich za swoich braci? Czy może tylko wrzucamy z litości? Może od niechcenia? A może chcemy uspokoić swoje sumienie? Łatwo jest przecież dać pieniądz. Trudniej zaś dać siebie i swój czas. Czy kiedykolwiek pomyśleliśmy o tym, aby zaangażować się w wolontariat na rzecz misji lub ofiar wojen? Czy przygarnęliśmy, chociaż na święta jakąś rodzinę, która straciła dach nad głową? I to wcale nie musi być rodzina z Aleppo. W Polsce także są rodziny, które nie mają domu. I to nie tylko takie, które straciły je w wyniku katastrofy, ale też takie, które jest straciły przez przemoc czy nałogi. Codziennie widzimy na ulicach ludzi głodnych, bezdomnych. Czy myślimy o nich jako o swoich braciach? A przecież Chrystus robi znacznie więcej. Nie tylko jest dla nich bratem, ale także za nich oddał swoje życie. Czy bylibyśmy w stanie oddać swoje życie za takiego człowieka? Za człowieka, który stoczył się na samo życiowe dno? A może byśmy mówili: No bez przesady, trzeba być miłosiernym, ALE… No właśnie „ale”. Słowo klucz. Słowo którym często się oszukujemy. Bo niby słuchamy nauk Chrystusa, ale nie wprowadzamy ich w życie.

Miłość jest bezkompromisowa

Zróbmy mały eksperyment wyrzucając słowo „ale”. Co nam wyjdzie? Np. coś takiego: Trzeba być miłosiernym [ale] nie wobec takich osób. Czyli wychodzi na to, że kategoryzujemy ludzi. Mówimy, że tylko część ludzi ma prawo, by być wobec nich miłosiernymi, a wobec pozostałych już nie. Wobec znajomych, sąsiadów – tak. Ale wobec nieznajomych? Wobec tych biedaków? Nigdy w życiu. Taka postawa jest niestety często spotykana w naszym środowisku, jeśli nie nawet w nas samych. W takim razie należy zadać sobie pytanie? Czy jesteśmy chrześcijanami? A może poganami? W końcu nawet poganie miłują przyjaciół swoich. W krajach pogańskich właśnie często kategoryzuje się ludzi na „lepszych” i „gorszych”. My zaś jesteśmy powołani do tego, aby uświadamiać i samemu mieć świadomość, że w tym drugim człowieku jest Bóg. Że musimy rezygnować z samych siebie dla drugiego człowieka, a nawet gdy zajdzie taka potrzeba, to oddać za niego życie.

Miłość Boża jest nieskończona

Chrystus naucza, że ziarno musi obumrzeć, aby mogło wydać plon. Tak samo i musi umrzeć nasze „ja”, byśmy nie żyli już dla siebie, ale dla Boga. „Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa.” (Łk 9, 24). Wielu wśród nas uważa, że szczęście mogą zapewnić pieniądze, kariera, zdrowie, piękne ciało i wiele innych tego typu rzeczy. Bardzo często życzymy swoim najbliższym właśnie tego. Jednak życie pokazuje, że osoby które to mają bardzo często są nieszczęśliwe. Ileż to aktorów, biznesmenów, polityków, osób pochodzących ze społecznych elit, prywatnie czują, że są nieszczęśliwe? Nawet jeśli czują przyjemność z wyżej wymienionych rzeczy, to są one bardzo ulotne. Szybko przemijają i często na starość czy w wyniku tragedii życiowej osoby te czują pustkę. Z drugiej zaś strony znamy przypadki osób, które tak po ludzku nic nie mają, np. osoby żyjące w zakonach, które dosłownie nic nie mają, żadnej własności prywatnej. Mimo to są one szczęśliwe. Nawet w obliczu niepowodzeń życiowych, oni mają w sobie pokój ducha. Dlaczego? Bo przyjęli do swojego życia coś, co jest trwałe i wieczne. Miłość. Miłość Bożą, nieskończoną, niezgłębioną. Bo dlaczego w ogóle ludzie dążą do szczęścia? Dlatego, że Bóg w każdym z nas zaszczepił to pragnienie szczęścia. I dlatego każdy z nas chce je osiągnąć. Niestety wiele osób błądzi nie otwierając się na Bożą miłość.

Czy żyjemy Bożą Miłością?

Jesteśmy chrześcijanami, ale czy naprawdę swoim życiem głosimy Ewangelię? Ewangelia po grecku to nic innego jak Dobra Nowina. Czy my mamy ją w swoim sercu? Czy czujemy radość z tego, że Chrystus tak nas ukochał, że za nas umarł i zmartwychwstał? A właśnie nasi bliźni tego są najbardziej spragnieni – prawdziwego szczęścia. Nie pieniędzy, nawet nie zawsze jedzenia. Ci wszyscy ludzie bezdomni, głodni: im wszystkim najbardziej potrzeba miłości. Bożej miłości. Tego, by ktoś im uzmysłowił, że istnieje Ktoś, kto ich kocha. W Dziejach Apostolskich widzimy, że Apostołowie wychodzą na ulice miast, poświęcając swój czas, aby głosić Dobrą Nowinę. Czy my też bylibyśmy w stanie to zrobić? Oddać swoje życie Bogu? Porzucić swoje plany, żeby realizować Boży Plan? Czy gdyby doszło do prześladowań, to też mielibyśmy odwagę wyjść i głosić Słowo Boże? Czy jesteśmy gotowi, by głosić więźniom wolność – tę prawdziwą wolność od nałogów, od grzechu? Niewidomym przejrzenie – tym którzy nie dostrzegają swych grzechów? Czy mamy odwagę jak Jan Chrzciciel wypomnieć swoim bliźnim złe postępowanie, jeśli do takowego dochodzi? Czy przyjmujemy z pokorą wolę Bożą? Czy z przekonaniem mówimy: niech nie moja, lecz Twoja wola się stanie? Czy naprawdę jesteśmy w stanie Bogu wszystko oddać?

„Kto straci życie z Mego powodu, zachowa je”

Bóg prędzej czy później to weryfikuje. Weryfikuje stawiając przed nami wiele wyborów, w których musimy się zdecydować, kto lub co jest dla nas ważniejsze. Wybór ten sprowadza się do jednej kwestii: do przyjęcia Boga lub Jego odrzucenia. Jeśli kurczowo trzymamy się przyjemności życiowych, wtedy Go odrzucamy. Jeśli zaś potrafimy te przyjemności odrzucić, zyskujemy prawdziwą Miłość, którą jest Bóg. Gdy zaś żyjemy Nim na co dzień upodabniamy się do Niego, tak że jesteśmy gotowi nawet do ofiary z własnego życia, gdyż mamy świadomość że On jest Życiem, które to z kolei wypływa z Miłości.

Skąd pewność, że nie ma miłości większej niż ofiara własnego życia? Dlatego, że w niej nie ma miejsca na kompromis, nie można się z niej potem wycofać. Jest to zawierzenie całkowite, stuprocentowe. Chrystus tak właśnie cię miłuje. Czy ty również Go miłujesz? Tak, aby w imię tej miłości oddać swoje życie za bliźniego?

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

O autorze

Zapisz się na newsletter i bądź na bieżąco

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.

The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.