Jak na fakt, że w popkulturze raczej rzadko porusza się zagadnienia związane z duchowością, temat końca świata pojawia się w niej wyjątkowo często. Czy za tą modą kryje się jakaś większa potrzeba? Co proponuje nam świecka wersja apokalipsy?
Kiedyś śniło mi się, że zmierzam z rodziną na wakacyjny wyjazd. Jedziemy samochodem, jest słoneczny letni dzień, obserwujemy po drodze piękne widoki. Zajeżdżamy przed dom, w którym będziemy mieszkać, wysiadamy. I wtedy na niebie coś dostrzegam: wielki grzyb atomowy. Moja pierwsza myśl – nie zdążyłem się wyspowiadać.
Jaka była pierwsza myśl Michelle, bohaterki filmu Cloverfield Lane 10? Po wypadku samochodowym budzi się ona w małym pomieszczeniu podejrzewając raczej nie apokalipsę, a porwanie, ale za chwilę dowie się, że sprawa może być znacznie poważniejsza.
Apokalipsa i survival to dwa podobne zagadnienia, które w kulturze popularnej stały się w ostatnich latach bardzo modne. Film Dana Trachtenberga wydaje się pewną odpowiedzą na przeciążenie owym zainteresowaniem. Wystarczy spojrzeć, jak dużo w ostatnich latach pojawiło się gier komputerowych na ten temat: Shelter czy 60 seconds! O rodzinach okrywających się w schronie atomowym po skażeniu, 7 days do die, czy seria Walking Dead przedstawiające apokalipsę zombi lub seria Fallout odwołująca się do strachu przed atomową zagładą. Do tego należy dodać filmy i seriale poruszające te zagadnienia oraz temat apokalipsy i przetrwania okazuje się niezwykle obecny. Survival nie zawsze oznacza życie po apokalipsie, ale wiąże się z co najmniej poważnym kataklizmem, epidemią lub walką w skrajnie niekorzystnych warunkach. Znaczenie ma tu przetrwanie człowieka lub całego gatunku. Warto dodać do tego jeszcze społeczność prepersów- osób, które dosłownie przygotowują się na koniec świata, jednak w myśl popkulturowej wizji tegoż końca świata, gdy można przygotować się na niego przez zebranie odpowiednich zapasów, broni, czy leków. Jak piszą na jednej z polskich stron dla prepersów: „Prepers jest bardzo zorientowany na przetrwanie, rozwija się w sztuce survivalu, gromadzi przedmioty, które w chwili apokalipsy-końca świata będą w stanie go utrzymać na pewnym standardzie życia”.
Czy apokalipsa nie oznacza jednak końca wszystkiego i czy tak nie należy jej definiować? Jeśli w Biblii otrzymujemy jednocześnie obietnicę nowego nieba i nowej ziemi, jako ludzie wierzący traktujemy ją jako proces przejściowy (samo słowo „apokalipsa” oznacza objawienie). W tym znaczeniu takie produkcje jak Walking Dead czy Cloverfield Lane 10 wpisują się w wizje świata, który spotyka gwałtowny kataklizm, po którym już nic nie będzie takie samo, ale być może życie będzie budowane na nowo. Pozostaje pytanie jaki rodzaj katastrofy spotyka bohaterów w świeckiej wersji końca świata i czy można z niej wyczytać jakiś ukryty sens?
Jak już zostało wspomniane Cloverfield Lane 10 można traktować jako pewnego rodzaju odpowiedź na modę na apokalipsę. Film Tachtenberga nie raczy nas jednak wielką historią, w którym obserwujemy losy bohaterów na tle losów świata lub przynajmniej USA (co jest najczystszą praktyką). Zabrzmi to paradoksalnie, ale to kameralna apokalipsa. Rozpisana w sumie na trzech aktorów i schron atomowy pod domem Howarda. Ten mężczyzna w średnim wieku przywiózł główną bohaterkę po wypadku samochodowym i przekonuje ją, że na zewnątrz doszło do ataku chemicznego lub nuklearnego. W każdym razie lepiej nie przekonywać się o tym samemu.
Siłą rzeczy jako widzowie przyjmujemy perspektywę bohaterki z całą gamą niepewności i braku zaufania do swojego rzekomego wybawiciela. Bo skąd mamy być pewni, że mówi prawdę? Niejako zaświadcza o niej drugi domownik, Emmett, który przybył tu- jak twierdzi- na własne życzenie. Film serwuje nam różne zwroty akcji i tak naprawdę bawi się naszymi podejrzeniami, a my możemy czuć się trochę jak osoba, która po dużej dawce filmów o apokalipsie, zastanawia się, czy wierzyć w coś, co dotąd znała jako filmową fikcję? Czy bohater jest może psychopatą lub za bardzo wierzy w teorie spiskowe, czy jest jedynym normalnym, który potrafił się przygotować?
W ten sposób film Tanenberga nie jest tylko opowieścią o apokalipsie ile o podejściu do apokalipsy i o naszej wierze i przekonaniach. A może także w jakiś sposób odpowiada na pytanie, czy możemy być na nią przygotowani.
Jak na tak poważne pytania, jakie zadaje sobie widz, w filmie obecna jest duża dawka subtelnego humoru. Widzimy całość przez pewne szkiełko ironii, z poczuciem, że twórca niejako w ten sposób odpowiada na trudny temat, ale także po przez spojrzenie z boku na ludzi, którzy nie biegają z bronią zbawiając świat, ale trwają w nieznośnej niepewności, zamknięci w ciągłym myśleniu o przetrwaniu i końcu.
Warto przyjrzeć się postaci Howarda. W jednej z rozmów mówi: „Zdumiewające, wy ludzie, jeździcie w kasku na rowerze, zapinacie pasy w samochodzie, domy zabezpieczacie alarmem, ale co robicie gdy włączy się alarm? „Szaleństwo” to budowanie arki po tym jak przyjdzie powódź”. W ten sposób bohater odpowiada na wątpliwość Michelle. Howard widzi siebie jako osobę przygotowaną na apokalipsę upatrując ją w raczej w ludzkich czynnikach: zagrożeniem może być Rosja, Korea Północna, choć także Marsjanie. Nie rozpatruje jej w religijnym wymiarze w ten sposób sytuując siebie raczej w gronie prepersów, którzy wierzą, że mogą przetrwać apokalipsę „utrzymując pewien standard życia”. Kwestią czasu jest wyjście na powierzchnię, kiedy minie skażenie. Jednocześnie Howard budzi wrażenie osoby przewrażliwionej i autorytarnej. W życiu trójki bohaterów można wyczuć ciągłe napięcie. W jakimś sensie zwrot „wy ludzie” ukazuje, że bohater dystansuje się do całego rodzaj ludzkiego. Potem powtarza podobną opinię: „ludzie to dziwne istoty, które trudno przekonać, że bezpieczeństwo leży w ich interesie”.
Tu pojawia się kwestia nie tylko ludzkiego pozoru bezpieczeństwa, które opieramy czasem na rzeczach zewnętrznych jak kask czy alarm, nie będąc gotowym do działania, gdy sytuacja przekracza nasze oczekiwania. Pojawia się tu pytanie, czy można budować bezpieczeństwo siłą? Czy można zmusić ludzi do przetrwania lub stosowania się do pewnych zasad, które pozwolą im przetrwać długofalowo. Michelle i drugi współlokator Emmet z powodu właśnie tego podejścia nie są do końca przekonani, czy Howard ma czyste intencje. Jego rozwiązania są siłowe i nie starają się nawet wyjaśnić swoich racji i przekonań. Zdaje się, że zdanie „powietrze jest skażone, nie możesz wyjść” to za mało, a przede wszystkim za mało, by wytrzymać razem w zamknięciu być może przez kolejne miesiące lub lata.
W kontekście filmu można także zadać sobie pytanie, czy przetrwanie za wszelką cenę jest najwyższą wartością. Co jeśli Howard całe swoje życie skupił na kwestii przetrwania i nie potrafi już normalnie koegzystować z ludźmi? Co dalej jeśli koniec ludzkości naprawdę nastąpił?
Howard używa określenia „arka” i w taki sposób można traktować jego schron pod domem, choć religijne odniesienie nie ma tu większej racji bytu, jedynie takie, że ma pozwolić przetrwać kataklizm. Jego „arka” w ten sposób zdaje się więzieniem. Zamknięte pomieszczenia odzwierciedlają mentalność bohaterów: Howarda, który w teoriach spiskowych i w nieufności zamknął się w swojej manii przetrwania oraz Michelle i Emmetta, którzy trwają w zamknięciu, jakim jest niepewność i niewiedza.
Nie zdradzając, czy w ogóle obawy o apokalipsie okazują się w Cloverfield lane 10 słuszne, warto zauważyć, że najczęściej w świecie przedstawionym przez filmy czy gry mamy do czynienia jedynie z apokalipsą niszczącą. Jeśli to kosmici, chcą po prostu zniszczyć ziemie, ot tak. Jeśli to zombie, wiadomo, są głodne i pragną naszych mózgów. W obu przypadkach, nawet jeśli kosmici to trochę inteligentniejsza forma destrukcji, zagłada nie ma swojego uzasadnienia. Najeźdźczy reprezentują jedynie niszczący żywioł. W niektórych przypadkach można spróbować przetrwać, w innych świat czeka koniec. W tym pierwszym przypadku, tak samo jak w postępowaniu prepersów istnieje przekonanie, że apokalipsa jest kataklizmem przejściowym, który można nie tyle odroczyć w czasie, co w ogóle wyeliminować. Bohaterowie raczej nie zadają sobie pytań o powody i nie uznają, że apokalipsa może mieć swój sens. W filmie Projekt: Monster bohaterka mówi: „nie wiem dlaczego to wszystko się dzieje, ale mam nadzieję, że to chwilowe”.
Nie starczy tu miejsca na pełną analizę tego zjawiska, ale wydaje się, że oprócz przysporzenia adrenaliny widzom, którzy na chwilę chcą przekroczyć wygodne i przewidywalne życie w dobrobycie, moda na apokalipsę rodzi się także z potrzeby oswojenia prawdy o tym, że każdego z nas spotka kiedyś koniec i tym końcem będzie po prostu nasza śmierć. Choć ten koniec w postaci świeckiej apokalipsy nie ma swojego sensu, nie przynosi ukojenia, nie daje nadziei.
„Dzień Pański przyjdzie jak złodziej ” – mogliśmy słyszeć w czasie Adwentu. W taki sposób przychodzi jednak dla nieprzygotowanych, dla tych, którzy nie są gotowi na objawienie się Boga. Świecka apokalipsa jest takim rodzajem obcego wtargnięcia w nasze życie, wtargnięcia, które nie ma swojego sensu. Problemem jest także przekonanie, że jeśli już bohaterowie wierzą w ocalenie to dzięki materialnym a nie duchowym środkom: broni, zapasom i lekom. Chcą utrzymać ziemskie życie i obronić się przed nieuniknionym.
„Jesteśmy tu i żyjemy, to coś znaczy, to musi coś znaczyć” – mówi w pewnym momencie Emmett do Michelle. Parafrazując te słowa można by powiedzieć: śmierć i koniec musi coś znaczyć. Znaczy zapewne wtedy, gdy w historii losów ludzkości dostrzeżmy Boży plan i uwierzymy, że apokalipsa jest etapem, końcem życia doczesnego, ale nie życia wiecznego. W innym przypadku okażemy się tacy jak Howard: przygotowani pozornie, zamknięci i ukryci w swoim strachu i rozgoryczeniu.
