adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Sprawdź nowy numer konta

Wesprzyj

Król, trubadur i kardynał

magazine cover

pexels

Znalezienie powieści, która ma wciągającą fabułę, wiarygodnych bohaterów oraz ciekawy świat, bywa wyzwaniem. Jeszcze trudniej znaleźć książkę, która – poza tym – stara się poruszyć jakiś poważniejszy temat i radzi sobie z tym całkiem dobrze. Co prawda w wielu historiach literackich mamy do czynienia z jakimiś przemyśleniami i propagowaniem konkretnych wartości, jednak zazwyczaj sprowadzają się one do banalnego stwierdzenia, by być dobrym człowiekiem. Natomiast znalezienie powieści w równym stopniu dobrej technicznie, jak i sięgającej do katolickich wartości, graniczy z cudem.

Do chlubnych wyjątków można zaliczyć nieco dziś zapomnianą serię Zofii Kossak-Szczuckiej osadzoną w czasach wypraw krzyżowych. Trylogia, w skład której wchodzą powieści: Krzyżowcy, Król trędowaty oraz Bez oręża, to nie tylko ciekawa saga historyczna, ale także pewnego rodzaju kompendium rozważań na tematy wiary i moralności. Autorka nie ucieka od trudnych tematów, bez skrępowania pokazuje nieraz trudną, bolesną prawdę. Nie próbuje również idealizować bohaterów, nie kreuje żywych pomników bez najmniejszych wad. Z tego powodu, czytając powieść, nie natrafiamy na herosów bez skazy żyjących w sterylnym środowisku, ale na zwykłych ludzi mających wady i zalety

Oczywiście w trylogii – jak w każdej opowieści – trafiają się drobne nieścisłości i błędy. Nie należy jej także traktować jako podręcznika do historii, bo momentami autorka luźno podchodzi do chronologii wydarzeń, pomija niektóre wątki i postacie. Cóż, „licentia poetica”, która służy powieści, jest świętym prawem autora. Mimo wszystko drobne błędy nie zmieniają faktu, że zarówno w warstwie technicznej, jak i merytorycznej seria prezentuje się nadzwyczaj dobrze. Co ważne, choć opowiada o wydarzeniach sprzed 900 lat, a od jej premiery mija niemal stulecie, to poruszane w niej tematy nadal pozostają aktualne.

Współczesny antropocentryzm grzechu

Może się wydawać, że współczesny świat wyparł ze swojej świadomości pojęcie grzechu. Chętnie posługuje się zwrotami takimi jak: zbrodnia, zło, krzywda, ale wykroczenie przeciwko przykazaniom niknie w gąszczu innych określeń. Czasami wręcz nie istnieje.

Ponadto sam grzech również bywa relatywizowany. Coraz częściej można natknąć się na osoby wyznające zasadę, że złe jest tylko to, co bezpośrednio krzywdzi drugiego człowieka. Stąd obrazą Boga jest kradzież, morderstwo, znęcanie się nad zwierzętami, ale już np. swoboda seksualna lub zaprzeczanie prawdom wiary niekoniecznie. W pojęciu grzechu znika nam z horyzontu osoba Stwórcy. A przecież w pierwszej kolejności to właśnie Jego krzywdzi nasze niemoralne zachowanie.

Ale nawet gdyby pozostać na ściśle ludzkiej płaszczyźnie grzechu, absurdem byłoby twierdzenie, że grzechem jest tylko to, co bezpośrednio krzywdzi innego człowieka, bo każde zło niesie za sobą konsekwencje, które prędzej czy później dosięgną nie tylko grzeszącego, ale i jego otoczenie. Żaden grzech nie jest tylko prywatną sprawą grzeszącego.

Mimo to często słyszy się zdania typu: „to jest moja prywatna sprawa”, „mam do tego prawo”. Oczywiście niemal zawsze jest to wyraz usprawiedliwienia się. Określenia te, pomimo zerowej wartości argumentacyjnej, wciąż nie tracą popularności wśród ludzi omamionych poczuciem całkowitej swobody. Swoim prawem i poczuciem prywatności są w stanie wytłumaczyć się w swoich oczach z każdego popełnionego grzechu, od alkoholizmu na zabójstwie kończąc.

Niewielu pamięta, że złe drzewo nie może urodzić dobrych owoców . A konsekwencje naszych wyborów mogą być nieprzewidywalne. I m.in. właśnie ten temat porusza Zofia Kossak-Szczucka w powieści Bez oręża.

Łańcuch przyczyn i skutków

Pycha. Jeden z grzechów głównych. Według niektórych ten pierwszy, największy, leżący u podstaw każdego kolejnego upadku człowieka. Niewielu ludzi jest od niego wolnych. Do wyjątków nie można zaliczyć także jednego z ważniejszych bohaterów powieści – kardynała Pelagiusza.

Mianowany przez papieża Honoriusza III na głównodowodzącego wyprawą krzyżową duchowny ma ambitne i szlachetne w założeniach cele: zdobyć Damiettę i Kair, złamać potęgę Egiptu, by na stałe odzyskać Jerozolimę. Aby je osiągnąć nie waha się niemal przed niczym. Odrzuca rady baronów i biorącego , i króla Jana de Brienne, widząc w nich kolejnych możnowładców myślących tylko o sprawach doczesnych. Nie zważa na straty w armii krzyżowców ani na cywilów umierających z głodu w oblężonej Damietcie. Wreszcie odrzuca wszelkie oferty proponowane przez sułtana Al-Kamila, które nie są w jego własnym mniemaniu wystarczające.

Niestety. Krucjata upada. Ze względu na odrzucone warunki ugody i nieudolność kardynała Pelagiusza krzyżowcy zostają otoczeni z jednej strony przez wojska muzułmańskie, z drugiej przez wezbrany Nil. Damietta zostaje utracona. Jerozolima nie zostaje odzyskana. Szaleńczy wysiłek okupiony śmiercią tysięcy walczących nie przynosi żadnych sukcesów. Dlaczego więc głównodowodzącym wyprawy mianowano zadufanego w sobie Pelagiusza, a nie obeznanego w sprawach wojskowych króla Jerozolimy, Jana de Brienne, który z powodzeniem dowodzi krucjatą w trakcie choroby kardynała? W tym momencie widoczne staje się kolejne ogniwo łańcucha przyczyn i skutków.

Władca resztek państwa krzyżowców w Lewancie to wszak główny kandydat papieża Innocentego III na wodza. Taką samą opinię o Janie de Brienne po śmierci Innocentego prezentuje kolejny następca św. Piotra, Honoriusz. Dlaczego więc papież podejmuje decyzję sprzeczną ze swoimi poglądami? Problemem jest milczenie króla. Pomimo pierwotnego zapału Jan w pewnym momencie przestaje zwracać uwagę na sprawy krucjaty i gromadzące się we Włoszech oddziały ochotników. Jego myśli skupione są przede wszystkim na… romansie.

De Brienne od dawna zakochany jest (zresztą z wzajemnością) w Blance, żonie hrabiego Szampanii. Początek tej znajomości sięga czasów, gdy Jan był jeszcze rycerzem na dworze swojego brata. Nie kończy jej wyjazd do Akry i ślub z Marią de Montferrat. Wręcz przeciwnie. Nowo obrany król robi wszystko, by ściągnąć kochankę do siebie. Ta pod pretekstem pielgrzymki nie tylko porzuca męża, ale planuje również otrucie królowej Marii.

Co jednak skłania dojrzałą, zamężną kobietę do porzucenia domu i wyruszenia w długą podróż, by móc romansować z żonatym Janem? Winę za ten stan rzeczy ponosi w dużej mierze pewien trubadur, Wilhelm Divini. Ten pieśniarz „wolnej miłości”, jak sam o sobie mówi, na prośbę Jana godzi się przekonać Blankę na wyjazd do Ziemi Świętej. W swoim zachowaniu nie widzi niczego złego. Wszak małżeństwo nie może być przeszkodą dla prawdziwej miłości dwojga ludzi, przekonuje siebie i innych w swoich dziełach.

I tak oto niepozorne pieśni miłosne stają się pierwszym klockiem domino, który przewracając się, porusza kolejne doprowadzając ostatecznie do wydarzeń o skali światowej. Przypomina to teorię tzw. efektu motyla. Tak jak trzepot skrzydeł tego małego w Ohio teoretycznie jest w stanie wywołać burzę piaskową w Teksasie, tak samo „drobny grzech człowieka przynosi skutki, które będą odczuwalne przez pokolenia.

Czy jest to przykład determinizmu? Raczej nie. Jest to po prostu zwykła konsekwencja wyborów ludzi, którzy nie próbowali i nie byli w stanie przewidzieć przyszłości. W swej egoistycznej i nieco naiwnej wizji świata żaden z bohaterów powieści nie spodziewa się, że sprawy potoczą się w tak tragiczny sposób. Warto o tym pamiętać, gdy ktoś próbuje przewidywać różne warianty przyszłych wydarzeń. Nawet najbardziej misternie tworzone plany potrafią się rozpaść z powodu drobnego szczegółu.

Co ważne – ograniczone zdolności człowieka w zakresie przewidywania przyszłości dotyczą także rozważań o wydarzeniach minionych. W wielu czasopismach historycznych można spotkać się z różnymi teoriami dotyczącymi alternatywnej wersji historii. Jedna są ciekawsze, inne mniej. Ale wszystkie łączy jedna cecha wspólna. Pozostają zwykłym gdybaniem.

Czy zatem grzesząc możemy być pewni, że w żaden sposób nie skrzywdzimy innego człowieka? Czy jesteśmy w stanie przewidzieć wszystkie setki zmiennych, które mogą sprawić, że zło popełnione w ukryciu wpłynie na los tysięcy ludzi?

Jednak wizja grzechu, z którego nie można się w żaden sposób wyzwolić, a który prowadzi jedynie do coraz większego nieszczęścia jest bardzo pesymistycznym obrazem rzeczywistości. I na szczęście nie jest ona obrazem prawdziwym.

Dobro ze zła

Teodycea to gałąź teologii zajmująca się problemem zła istniejącego w świecie. Próbuje ona wyjaśnić przyczyny istnienia grzechu oraz skutki, jakie ze sobą niesie. Dla osób funkcjonujących na poziomie paradoksu Epikura ta przestrzeń w teologii może wydawać się zbyt skomplikowana, tak jak zbyt trudna jest fizyka kwantowa w porównaniu z zasadami dynamiki Newtona.

Powieść Bez oręża można w pewnym stopniu traktować jako rozważanie nad złem. I choć Zofia Kossak-Szczucka nie podejmuje próby znalezienia odpowiedzi na pytanie, dlaczego dobry Bóg dopuszcza do jego istnienia w świecie, to wspaniale ukazuje jak Stwórca potrafi wyciągnąć dobro z czynionego przez nas zła, nawet tego największego. W tym kontekście warto przytoczyć wołanie Marty, siostry Łazarza: „Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga” (J 11, 21-22). Nie traktuje ona śmieci brata jako zła ostatecznego, nie wyrzuca Chrystusowi spóźnienia. Mówi szczerze, prosto i z pełnym zaufaniem do Boga.

Zdrada małżeńska, pycha, a także wspomniana w książce śmierć i niewolę niewinnych chłopców i dziewczynek biorących udział w tzw. krucjacie dziecięcej. Każde z tych zdarzeń niosło ze sobą straszne zło, którego można było uniknąć. Wystarczyłaby odrobina większego posłuszeństwa Bożemu prawu. „Gdzie jednak wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska” (Rz 5, 20). Bóg nie pozostawia grzeszników na pastwę losu. I do każdego z nich wyciąga pomocną rękę. Oczywiście nie należy tego traktować jako przyzwolenia na grzech, ale raczej jako pewnego rodzaju światło w tunelu, które może dostrzec nawet najbardziej zatwardziały lub zrozpaczony grzesznik.

Divini, poruszony tragedią krucjaty dziecięcej odkrywa, że sława nie gwarantuje ani życzliwości przyjaciół, ani szacunku obcych ludzi, a propagowane przez niego wzorce zachowań dalekie są od moralności. Upadek piątej wyprawy krzyżowej sprawia, że klapki spadają z oczu obydwu wodzów. Pelagiusz zdaje sobie sprawę z popełnionych przez siebie błędów i nieuzasadnionej niechęci do baronów, książąt i królów. Jan de Brienne zaczyna rozumieć, że spełnianie swoich własnych zachcianek nie jest wartością najwyższą i że za porażki odpowiada osobiście.

Trzech bohaterów. Król, trubadur i kardynał. Każdy z nich popełnia olbrzymie błędy. Każdy z nich grzeszy śmiertelnie. I każdy z nich, koniec końców, zawraca z dotychczasowej drogi. Jednak zmiana dotychczasowego życia nie jest procesem łatwym i wymaga od człowieka wiele samozaparcia. Kościół naucza, że sakrament pokuty wymaga od penitenta spełnienia pięciu warunków: rachunku sumienia, żalu, szczerej spowiedzi, postanowienia poprawy i zadośćuczynienia. Jako że zazwyczaj mamy tendencję do samousprawiedliwiania się uświadomienie sobie własnej grzeszności i przyznanie się do czynienia zła jest trudnym, być może nawet najtrudniejszym krokiem.

„Namawiałem jedną niewiastę, by rzuciła męża i cudzołożyła z drugim” – mówi Divini alias brat Pacyfik do Franciszka. Proste, szczere wyznanie. Nie ma tu żadnego górnolotnego poematu o wolnej miłości, prawie do życia i innych banałów. Były trubadur przedstawia swoje postępowanie w sposób konkretny i precyzyjny. Podobnie czyni kardynał Pelagiusz padając na kolana przed Janem de Brienne. „Grzeszyłem. Winien jestem. (…) Patrzyli na moją pychę, niech patrzą na skruchę i karę” – mówi oficjalny wódz krucjaty. Koniec z okłamywaniem siebie. Koniec z tłumaczeniami i zrzucaniem winy na innych.

Ale rachunek sumienia i szczere wyznanie win to nie koniec. Potrzebne jest całkowite odwrócenie się od grzechu. Jan de Brienne w swojej ostatniej rozmowie z Blanką porównuje miłość do niej z dbałością o własne ciało. Każdy z nas (pomijając choroby psychiczne) stara się dbać o własny organizm. Dlatego tak trudne staje się odrzucenie grzechu. Mimo to, w wyniku przeżytych doświadczeń król uświadamia sobie ewangeliczne wyznanie Jezusa: „Jeśli twoja ręka jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją” (Mk 9, 43). Rozstanie z kochanką jest czynem bolesnym. Bolesnym, lecz koniecznym.

Na koniec pozostaje zadośćuczynienie Bogu i bliźniemu. Dopiero wtedy człowiek może być prawdziwie wolny od grzechu i jego konsekwencji. Z tego powodu Wilhelm Divini przyłącza się do św. Franciszka stając się bratem Pacyfikiem, próbując jednocześnie powstrzymać grabinę Szampanii przed wyjazdem do Akry. Kardynał Pelagiusz powraca do Rzymu ubrany w pokutny strój, z głową natartą popiołem. Jan de Brienne wraca do stolicy swojego królestwa, by po wielu latach ostatecznie wstąpić do zakonu franciszkanów. Bohaterowie powieści, niczym mędrcy ze Wschodu, po doświadczeniu obecności Boga nie pozostają na dotychczasowej drodze życia.

Jednak, mimo całej świadomości tego, że Bóg jest w stanie wyciągnąć człowieka z grzechu, nasuwa się na myśl pytanie: czy na pewno potrzebne jest to całe zło, aby ci bohaterowie się nawrócili? Czy nie da się załatwić tego w jakiś lepszy, mniej bolesny sposób? Być może tak. A być może nie.

Nigdy nie jesteśmy jednak w stanie przewidzieć każdej z setek miliardów zmiennych, które mogą przyczynić się do takiego, a nie innego efektu końcowego. Nie możemy stwierdzić jak potoczyłyby się losy Jana gdyby nie upadek krucjaty albo przedwczesna śmierć żony. Czy zrzekłby się korony i żył w grzesznym związku z Blanką aż do swojej śmierci? Albo poległby w szturmie na Damiettę? Nie wiemy.

Ponadto nie zapominajmy, że paradoksalnie największe dobro, jakiego doznaliśmy jako ludzie wynikało z grzechu. Mowa tu o zbawieniu człowieka, które dokonało się na drzewie krzyża. „O, zaiste konieczny był grzech Adama, który został zgładzony śmiercią Chrystusa! O, szczęśliwa wina, skoro ją zgładził tak wielki Odkupiciel”, śpiewa kapłan podczas Mszy Wigilii Paschalnej. Czyż powinniśmy się licytować ze Stwórcą, skoro Boga tak drogo kosztowało nasze zbawienie?

Współczesne średniowiecze?

Wróćmy jednak na chwilę do samej powieści. Obserwując decyzje podejmowane przez głównych bohaterów tego tekstu oraz pobudki, które ich do tego skłaniały nie sposób nie dostrzec analogii pomiędzy średniowieczem z kart książki a współczesnym światem. Jedna z postaci filmu U Pana Boga za piecem mówi: „Ty mi tu o czasach nie gadaj. Bo czasy zawsze inne, a zarazem zawsze takie same”. W tym banalnym stwierdzeniu kryje się niezwykła prawda. Choć świat pozornie się zmienia, człowiek w głębi duszy pozostaje taki sam: kocha i nienawidzi, grzeszy i czyni dobro, błądzi i znajduje drogę.

Czy pieśni średniowiecznych trubadurów różnią się drastycznie od współczesnych utworów pop? A legendy o nieszczęśliwych kochankach od wysokobudżetowych filmów? Czy i my, podejmując takie, a nie inne wybory nie zmierzamy w kierunku kolejnej katastrofy? Czy pośród współczesnych artystów, polityków lub autorytetów nie żyje kolejny Divini, Pelagiusz, de Brienne?

Siedząc przed komputerem i czytając tekst łatwo jest zapomnieć, że my także jesteśmy grzesznikami. Może popełniamy inne błędy niż bohaterowie tej powieści, jednak ryzyko, że któryś z nich przerodzi się w coś poważniejszego istnieje zawsze. Zapewne każdy z nas potrafi przypomnieć sobie sytuację, w której chciał cofnąć czas i zmienić swoje zachowanie w przeszłości. Nie zapominajmy zatem, że osiągnięcie naszego celu zależy w pierwszej kolejności od Boga. Do nas należy wybór środków, którymi będziemy się posługiwać. „w=W”. To przepis na szczęście według świętego Maksymiliana Kolbego. Natomiast Franciszek na kartach powieści mówi, że posłuszeństwo Bożemu prawu nie jest łamaniem człowieka, lecz jego wyzwalaniem. Ostatecznie rację przyznają mu wszyscy.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

O autorze

Zapisz się na newsletter i bądź na bieżąco

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.

The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.