adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Sprawdź nowy numer konta

Wesprzyj
magazine cover

unsplash

„Wiara i Rozum są jak dwa skrzydła, na których duch ludzki unosi się ku kontemplacji prawdy” – tym niezwykłym zdaniem św. Jan Paweł II rozpoczął w 1998 r. encyklikę Fides et Ratio o relacjach pomiędzy wiarą a rozumem. Papież Polak przypomniał w niej szereg podstawowych faktów na temat prawdy, jej istotności w życiu człowieka oraz dróg do jej poznania. Czy jednak jego słowa znalazły odpowiedni oddźwięk we współczesnym świecie, przesiąkniętym kłamstwem oraz relatywizacją i coraz mniej wrażliwym na prawdę? Warto w okresie szczególnie poświęconym rozważaniu Bożego Objawienia pochylić się nad niemal dwudziestoletnią encykliką Fides et Ratio.

Objawienie jest – najprościej rzecz biorąc – wielkim darem od Boga, który w swojej miłości daje się poznać człowiekowi, stworzonemu na Boży obraz i podobieństwo. Stwórca w Objawieniu pozostawia nam prawdę o sobie w takim zakresie, w jakim nasz niedoskonały rozum jest w stanie ją przyswoić oraz jaki jest konieczny do świadomego życia według Jego przykazań. Niemożliwe jest zatem zrozumienie i przyjęcie Objawienia bez świadomości czym jest prawda. Można wręcz wysunąć wniosek, że współczesny kryzys Kościoła bierze się w dużej mierze z kryzysu prawdy – coraz powszechniejszego przekonania, że prawda nie jest człowiekowi potrzebna, a jej poszukiwanie i tak donikąd nie zaprowadzi, bo niby skąd wiadomo, co rzeczywiście jest prawdą? A jednak, w świecie pełnym półprawd i nieprawd wciąż warto szukać prawdy, aby znaleźć ją w Bożym Objawieniu. Na początek trzeba jednak przypomnieć sobie, czym jest prawda i jakie są drogi jej poznania.

Jak dwa skrzydła

Co to jest prawda? Według klasycznej definicji Arystotelesa tym słowem określa się zgodność sądu (opinii) z faktycznym stanem rzeczy. Definicję tę rozbudował św. Tomasz z Akwinu, który utożsamił prawdę z bytem, tzn. stwierdził, że prawdą jest samo istnienie rzeczy, które istnieją. Akwinata podkreślił w ten sposób podstawową cechę prawdy – jej niezależność od ludzkiego rozumu („bytowość rzeczy wyprzedza pojęcie prawdy, poznanie zaś jest jakimś prawdy skutkiem”). Mówiąc prościej – prawda nie powstaje wskutek naszych badań i rozmyślań, ale istnieje i jest odkrywana razem z rzeczami. Co więcej, istnieje tylko jedna prawda, ponieważ gdyby istniały dwie niezgodne ze sobą prawdy, to jedna z nich automatycznie stałaby się nieprawdą. Z tego względu katolicyzm w naturalny sposób łączy koncepcję odwiecznej i jedynej prawdy z odwiecznym jedynym Bogiem („Bóg jest samą Prawdą” – KKK 215), co znajduje potwierdzenie w słowach Jezusa: „Ja jestem drogą, prawdą i życiem” (J 14,6).

Bóg przekazuje człowiekowi prawdę poprzez objawienie. Doskonale wyraża to Katechizm Kościoła Katolickiego w słowach: „Prawda Boga to nie tylko Jego mądrość, przejawiająca się w stworzeniu i kierowaniu światem, lecz także to wszystko, co Bóg objawił człowiekowi o sobie samym. Jednocześnie uzdolnił On człowieka, by przy pomocy swego rozumu mógł poznać i zrozumieć to Objawienie”. Bóg objawił nam wystarczająco dużo, abyśmy byli w stanie, drogą uczciwego rozumowania, dojść do przekonania o Jego istnieniu – niedowiarków odsyłam do „Summy Teologicznej” św. Tomasza z Akwinu. Lektura ta pozwala dostrzec, że dogmaty katolickie są spójne i logicznie niesprzeczne – nawet jeśli nie da się ich udowodnić czysto rozumowo. Rozważania na temat natury Boga dotykają tematów metafizycznych, siłą rzeczy niedostępnych dla ludzkiego rozumu (w końcu ludzka logika również została stworzona przez Boga – nie jest więc doskonała, gdyż doskonały jest tylko sam Stwórca). Jest to oczywiste, że człowiek w dążeniu do prawdy nie może poprzestać jedynie na rozumie, ale potrzebuje wiary w Boże Objawienie.

Drugą z dróg poznania jest rozum. Ludzki rozum – podobnie, jak wszystkie inne elementy naszego człowieczeństwa – jest dziełem Boga i Jego darem, którego dobre wykorzystanie prowadzi nas do zbawienia. Rozum pozwala nam pojąć objawione prawdy, a także poznawać otaczający świat i dostrzegać w nim odbicie Bożej potęgi. Jest również powiązany z innym wielkim darem Bożej miłości – wolną wolą. Rozumu używamy bowiem podejmując różnorakie decyzje, w tym tę najważniejszą – o wyborze dobra lub zła. Przede wszystkim jednak chcemy zwrócić uwagę na rolę rozumu w dążeniu do prawdy. Sam w sobie rozum jest oczywiście niezwykle potężnym narzędziem, zdolnym do obmyślania koncepcji i tworzenia systemów myślowych – jest to domena filozofii. Ludzkość czyni z rozumu jeszcze większy użytek wyciągając wnioski na podstawie obserwacji i badań, czyli tworząc naukę. W ten sposób wielotorowo wykorzystujemy Boży dar rozumu do poznawania stworzonego przez Niego świata, co pozwala nam zachwycić się pięknem i złożonością stworzenia, a przez to mądrością Stwórcy. Nie zapominajmy jednak, że ludzki rozum, prawa logiki i przyrody są stworzone przez Boga, w związku z czym nie są w stanie ogarnąć Stwórcy – bez względu na poziom rozwoju umysłowego ludzkości.

Poznać Tego, który Jest

Kluczową kwestią w poszukiwaniu prawdy jest odpowiednia relacja pomiędzy wiarą a rozumem. Każdy z tych filarów poznania samodzielnie prowadzi na manowce. Przykład stanowią liczni „intelektualiści” deklarujący się jako ateiści bądź agnostycy. Taka postawa ma być wyrazem postępowości i trzeźwego spojrzenia na świat – w rzeczywistości jest jednak zamknięciem się na całą rzeczywistość metafizyczną. Ateizm, twierdząc, że Boga nie ma, wcale nie jest racjonalny – niemożliwe jest udowodnienie nieistnienia Boga za pomocą rozumu. Co więcej, nie jest to system w żaden sposób spójny, ponieważ nie udziela odpowiedzi na podstawowe pytanie o sens istnienia człowieka. A skoro życie ludzkie nie ma sensu, tym bardziej nie ma sensu poszukiwanie prawdy – i tu wszelka ateistyczna filozofia zapada się. Bardziej wyważone wydaje się być stanowisko agnostyczne, mówiące, że nie da się określić, czy Bóg istnieje, czy też nie. Tu jednak znów powraca pytanie o sens – jaki bowiem byłby sens stworzenia, gdyby Bóg istniał, ale nie dał się w żaden sposób poznać człowiekowi? Człowiek zamknięty całkowicie na wiarę opiera swoje przekonania na niesłusznym założeniu, że rozum jest w stanie ogarnąć wszystko bez wyjątku.

Ta równowaga ma jednak dwie szale. Postawa odwrotna, czyli wiara pozbawiona światła rozumu może prowadzić w dwie strony: przez powierzchowność do utraty wiary lub przez zaślepienie do fanatyzmu. Z pierwszą sytuacją spotykamy się w obecnych czasach wyjątkowo często. Zaczyna się od oddzielenia wiary od rozumu, skutkiem tego człowiek nie zadaje sobie trudu pogłębiania znajomości Boga czy głębszej refleksji na Jego temat. Wiara staje się kwestią emocji, które oczywiście mogą być bardzo silne – ale kiedy zgasną, nie pozostawiają po sobie żadnej podstawy intelektualnej i wiara nie ma na czym przetrwać. To dlatego często spotykamy się z sytuacją kryzysu wiary u osób, które wcześniej uchodziły za bardzo pobożne – winę ponosi zazwyczaj brak troski o pogłębienie rozumienia nauki Kościoła. Z drugiej strony, bardzo silna wiara bez zastanowienia nad jej treścią może doprowadzić do zamknięcia się na głos rozsądku, a stąd blisko do fanatyzmu. Ten problem jest przede wszystkim problemem wyznań i religii niekatolickich – członkowie Kościoła są z kolei jego najczęstszymi ofiarami (m.in. męczennicy reformacji, ofiary islamskiego ekstremizmu czy misjonarze polegli na misjach). Paradoksalnie, problem wiary pozbawionej rozumu dotyka również osób deklarujących się jako „niewierzące”. Jak bowiem inaczej wytłumaczyć fakt ślepego, a jakże powszechnego zawierzenia różnorakim mitom (chociażby tym o „pladze pedofilii w Kościele” czy „zamordowaniu przez Kościół miliarda ludzi w średniowieczu” – choć dotyczy to również innych obszarów, np. polityki)? Budowanie światopoglądu w oparciu o emocje i niesprawdzone źródła wiedzy nie jest niczym innym, jak właśnie „wiarą” bez rozumu.

Jaka zatem winna być relacja pomiędzy wiarą i rozumem? Uczy o tym Kościół katolicki, a naukę tę doskonale streszcza zacytowane na początku zdanie z encykliki papieża Polaka. Wiara i rozum to dwa skrzydła – dwa filary poznania. Nie ma tu miejsca na żadne przeciwstawienie, na stawianie tych dwóch skrzydeł w opozycji. Wiara i rozum mają się wzajemnie rozwijać, jedno drugiemu ma pomagać w dochodzeniu do prawdy. Wiara nie zwalcza rozumu, a rozum nie wyklucza wiary – to potężna siła teologii katolickiej, a zarazem istotny argument za jej prawdziwością. To Kościół katolicki od zawsze promował rozwój nauki – nie widział w niej bowiem zagrożenia dla swojej doktryny, tylko możliwość lepszego poznania Boga poprzez Jego stworzenie. Wspierając budowę i funkcjonowanie średniowiecznych uniwersytetów, wznosząc szkoły i otaczając opieką naukowców Kościół wypełniał przesłanie z Księgi Mądrości: „Głupi [już] z natury są wszyscy ludzie, którzy nie poznali Boga: z dóbr widzialnych nie zdołali poznać Tego, który jest, patrząc na dzieła nie poznali Twórcy, lecz ogień, wiatr, powietrze chyże, gwiazdy dokoła, wodę burzliwą, lub światła niebieskie uznali za bóstwa, które rządzą światem” (Mdr 13,1–2). Rozwój nauki był więc w interesie Kościoła katolickiego, gdyż wykazując złożoność praw rządzących światem, coraz bardziej potwierdzał racjonalność wiary w jego Stwórcę – osobowego, wszechmogącego Boga.

Jedna, niezmienna, nieodwołalna

Jak już wspomniałem, jednym z największych problemów współczesnego świata jest problem z prawdą. I nie chodzi tu nawet o rozpowszechnienie kłamstwa – nie byłoby ono bowiem możliwe (a przynajmniej w takiej skali), gdyby nie powszechne niezrozumienie, czym jest prawda. Jednym z aspektów tego groźnego zjawiska jest kwestionowanie jedyności prawdy. Każdemu głośnemu kłamstwu drogę torują rozmaite półprawdy, niedopowiedzenia czy przesunięcia akcentów. Prawda jest w ten sposób podmywana, a następnie rozpuszczana w falach kłamstwa – aż w końcu coraz trudniej jest wskazać, co jeszcze jest prawdą, a co już nie. Towarzyszy temu uczucie zagubienia, prowadzące do relatywizacji prawdy. Wewnętrznie sprzeczne stwierdzenie, że „każdy ma swoją prawdę” jest olbrzymim intelektualnym krokiem wstecz.

W parze z relatywizacją prawdy idzie przekonanie o jej zmienności. Skoro mogą istnieć różne prawdy, to czemu nie miałyby się one zmieniać z czasem? Przekonanie, że stwierdzenie prawdziwe 500 lat temu nie jest prawdziwe obecnie – lub na odwrót – jest absurdalne. Zmieniają się świat, ludzie, krajobraz, styl życia, ale nie prawda. I jeżeli w czasie II wojny światowej Niemcy zbudowali obozy koncentracyjne, w których mordowali przede wszystkim Polaków i Żydów, to pozostaje to prawdą po dziś dzień – niezależnie od tego, czy ktoś nazwie tych Niemców nazistami, czy przypisze winę za holocaust Polakom. Ksiądz Jerzy Popiełuszko powiedział w jednym ze swoich kazań: „Prawdy nie da się zniszczyć taką czy inną decyzją, taką czy inną ustawą” i m.in. za takie przekonania został zamordowany. Przedstawiciele zbrodniczego i zakłamanego systemu komunistycznego chcieli w ten sposób zniszczyć prawdę, a podpisali wyrok na siebie samych – przecież wystarczyło posłuchać, co ma do powiedzenia ich ofiara…

Powyższe tendencje stają się jeszcze groźniejsze, gdy ich skutkiem jest erozja zainteresowania prawdą. Gdy prawda zostaje rozmyta i ogołocona ze swojego niezmiennego charakteru, traci swoją atrakcyjność. Człowiekowi niepewnemu istnienia jedynej prawdy, w ogóle nie zależy na jej poszukiwaniu. Coraz więcej osób nie przywiązuje zatem wagi do poszukiwania odpowiedzi na najważniejsze pytania. Nie zastanawiają się, po co tak właściwie żyją, co nastąpi po śmierci, skąd wziął się otaczający świat i rządzące nim reguły. Żyją z dnia na dzień, pochłonięci sprawami doczesnymi i zapatrzeni w osiągnięcia ludzkości w takim stopniu, w jakim nie dostrzegają niezwykłości Bożego Objawienia. Coraz trudniej jest im nawet zachwycić się czy zadziwić, nie mówiąc o trosce poznania prawdy, którą zastąpił dogmat własnego zdania. Współczesny człowiek musi mieć własne zdanie na każdy temat – nawet na temat rzeczy, na której kompletnie się nie zna, a próbę dyskusji utożsamia najczęściej z personalnym atakiem. Stąd szacunek (niewątpliwie należny każdemu człowiekowi) utożsamia się z uznaniem jego poglądów, nawet najbardziej absurdalnych, za dopuszczalne. Zabija to wymianę myśli, dyskusja nie ma już na celu wyjaśnienia tematu i dojścia do prawdy, ale „zaoranie” adwersarza, czyli zgniecenie nie tylko jego poglądów, ale i jego samego. Nie liczy się prawda, ale obrona wypowiedzianych przez siebie poglądów, bo przecież to wstyd przyznać się do błędu. Tymczasem tylko w prawdzie człowiek może być wolny, gdyż tylko wtedy widzi rzeczy takimi, jakie są. Sposób na dojście do takiego stanu przedstawił nam sam Jezus: „Jeżeli będziecie trwać w nauce mojej, będziecie prawdziwie moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” (J 8, 31–32).

„Jeżeli wierzysz w Boga – pamiętaj, że prawda jest jedna: niezmienna, nieodwołalna i do zbawienia potrzebna”. Pierwsze zdanie Homilii św. Jacka – pieśni Jacka Kowalskiego, znakomicie podsumowuje nasze rozważania o prawdzie, zachęcając jednocześnie do troski o nią. Jeśli można coś tu dodać, to nakłonienie do modlitwy do Maryi – Niepokalanej Matki Jezusa, a więc również Matki Prawdy. Nie zapomniał o tym św. Jan Paweł II, kończąc encyklikę Fides et Ratio następującym wezwaniem: „Niech Stolica Mądrości będzie bezpiecznym portem dla tych, którzy uczynili swoje życie poszukiwaniem mądrości. Oby dążenie do mądrości, ostatecznego i właściwego celu każdej prawdziwej wiedzy, nie napotykało już żadnych przeszkód dzięki wstawiennictwu Tej, która rodząc Prawdę i zachowując ją w swoim sercu, na zawsze obdarzyła nią całą ludzkość”.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

O autorze

Zapisz się na newsletter i bądź na bieżąco

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.

The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.