adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Sprawdź nowy numer konta

Wesprzyj

Rozbite oblicze Boga

magazine cover

pixabay

„Ojcze Nasz, któryś jest w niebie…” – pierwsza modlitwa, której uczy się każdy mały chrześcijanin. Zdawałoby się, że taka prosta, taka znana, tak wyświechtana podczas różnych kazań, konferencji czy rekolekcji, a jednak wciąż niezgłębiona. Niesie w sobie nie tylko potężny ładunek ufności, wiary i norm życia chrześcijańskiego, ale również cały bagaż historii objawiania się Boga swoim dzieciom we wszystkich religiach pod słońcem.

Bóg jest hojny w swojej miłości. Rozrzutny wręcz. Nie, nie chodzi mi tu tylko o Jego miłosierdzie, o akt stworzenia lub o wielkie dzieło odkupienia. Wszystkie te aspekty miłości Boga są ważne, ale dziś nie o tym. Popatrzmy za to na Boga, który się objawia. Nie chowa się po krzakach, nie zamyka w Edenie, ale wychodzi do ludzkości, by przyprowadzić ją do siebie. Nie robi tego – jak można by się spodziewać – dopiero od Abrahama, ale już od samego początku. Gdy tylko człowiek stał się człowiekiem (historycznie, acz bez wnikania kiedy ani jak to się stało), Bóg przy nim był i opowiadał mu o sobie. Jak? No cóż…

Wyobraź sobie pierwszego człowieka. Nazwijmy go – jakże oryginalnie – Adam. Siedział sobie na gałęzi i nagle postanowił zejść. Odszedł kawałek od drzewa, popatrzył w niebo. Adam zachwycił się tym, co zobaczył. I już. Ot, cała filozofia. Tylko tyle i aż tyle. Najbardziej podstawową formą objawiania się Boga jest świat, jego piękno. „To bowiem, co o Bogu można poznać, jawne jest wśród nich, gdyż Bóg im to ujawnił. Albowiem od stworzenia świata niewidzialne Jego przymioty – wiekuista Jego potęga oraz bóstwo – stają się widzialne dla umysłu przez Jego dzieła” (Rz 1,19-20). Jaśniejące słońce, błyszczące gwiazdy, brunatna ziemia, zmienny księżyc, dorodne rośliny, majestatyczne góry, wartkie strumienie i leniwie sączące się potężne rzeki – wszystko to objawia Stwórcę. I nie chodzi tu o jakiś ciąg logiczny na zasadzie „świat istnieje, więc ktoś go musiał stworzyć” i dalej „góry są wielkie, więc ich twórca jeszcze większy”. Nie! To wszystko jest wtórne wobec zachwytu. Pierwsze jest odczucie, doświadczenie religijne, przeżycie sacrum.

Misteria

Rudolf Otto, badając religijność człowieka, zwrócił uwagę na pewne dwa stany doświadczane w obliczu tego, co święte. Wyróżnił Misterium Tremendum i Misterium Fascinans. Pierwsze to misterium grozy doświadczane w obliczu potęgi Przedwiecznego. Wzbudzać je może sztorm, huragan, grzmot, głęboka przepaść lub sama świadomość obecności Boga. Drugie z kolei to zafascynowanie i zachwyt właśnie. Przypomnij sobie zachód słońca nad morzem, kłębiące się białe chmury, leśny strumień wijący się wśród drobnych kamieni, ośnieżone szczyty Tatr, rześki powiew wiatru na Kasprowym. Czujesz? To właśnie jest Misterium Fascinans w swojej najprostszej formie.

Nie doświadczamy jednak tych misteriów tylko ze względu na to, że góry są ładne, a piorun może trafić w pobliski słup. Towarzyszą nam dlatego, że powyższe zjawiska odnoszą nas do czegoś – czy może kogoś – większego, przekraczającego ten świat. Prowadzą do tego, co Otto nazywa „numinosum”, czyli do świętości. „Numinosum” jest „ganz andere”, to znaczy „całkiem inne” niż nasz świat. Jest wielkie, piękne, doskonałe, budzi zachwyt.

Któryś jest w niebie

Nie bez powodu nasz Adam po zejściu z drzewa doświadczył Misterium Fascinans akurat na widok nieba. Niebiańska rozciągłość, powszechność, wysokość i życiodajność stały się przymiotami głównych bóstw poszczególnych systemów religijnych od początku ludzkości. Najważniejsze bóstwo Maorysów miało na imię Iho, czyli „ten, który jest wysoko”, bóstwo szczepu Akposo – Uwoluwu, to znaczy „ten, który jest w górze”. Sumerowie czcili boga Anu, którego imię oznaczało tyle co „niebo”. Podobnie zresztą imię mongolskiego bóstwa Tengri. Przykłady można mnożyć. Bóg objawił równie szeroko to, że jest ojcem. Afrykański szczep Ewe nazywa swojego boga „Ojciec wszystkich”, nordyckiego boga Odyna zwykło się określać mianem Allfather. Naczelny bóg panteonu praindoeuropejczyków nazywał się prawdopodobnie Diewus Phtar (od pierwszego słowa pochodzi łacińskie „deus”, a od drugiego „pater”; przypadek?). Jak możemy przeczytać w deklaracji „Nostra Aetate”: „Od pradawnych czasów aż do naszej epoki znajdujemy u różnych narodów jakieś rozpoznanie owej tajemniczej mocy, która obecna jest w biegu spraw świata i wydarzeniach ludzkiego życia; nieraz nawet uznanie Najwyższego Bóstwa lub też Ojca. Rozpoznanie to i uznanie przenika ich życie głębokim zmysłem religijnym. Religie zaś związane z rozwojem kultury starają się odpowiedzieć na te same pytania za pomocą coraz subtelniejszych pojęć i bardziej wykształconego języka (…) Kościół katolicki nic nie odrzuca tego, co w owych religiach prawdziwe jest i święte. Ze szczerym szacunkiem odnosi się do tych sposobów działania i życia, do nakazów i doktryn, które chociaż w wielu wypadkach różnią się od zasad przez niego wyznawanych i głoszonych, nierzadko jednak odbijają promień Prawdy, która »oświeca wszystkich ludzi«”.

Ktoś mógłby teraz zarzucić, że to „hurraoptymistyczne” podejście jest owocem „złego i cieplutkiego posoborowia, które po »Nostra Aetate« głaszcze wszystkie religie”. Nie jest to prawdą. Już Ojcowie Kościoła przyznawali pogańskim treściom pewną wartość. Justyn w filozofii dostrzegał działanie Logosu. Grzegorz z Nazjanzu uważał, że niektórzy filozofowie (jak Platon czy Arystoteles) doświadczali działania Ducha Świętego. Nawet – surowy przecież – Tertulian uznawał, że greckie systemy wydały kilku sprawiedliwych. Euzebiusz natomiast uparcie twierdził, że w dziełach Platona można dostrzec naukę o Opatrzności, zmartwychwstaniu a nawet o Trójcy Świętej.

Poprzez fragmenty Prawdy rozsiane w różnych religiach przedchrześcijańskich (które nauczanie Kościoła od czasów Justyna nazywa „semina Verbi” – ziarna Słowa) Bóg przygotowywał narody pogańskie na przyjęcie najpełniejszego objawienia w Jezusie Chrystusie. W związku z tym nasuwa się jedno, bardzo ważne pytanie – czy religie pozachrześcijańskie współcześnie mają jakąkolwiek moc zbawczą?

Extra Ecclesiam salus nulla?

Nad tym pytaniem głowiło się w ostatnich latach wielu teologów. Bez zagłębiania się w ich poglądy wymienić warto choćby Karla Bartha (będącego akurat extra Ecclesiam Catholicam), Jeana Danielou, Henriego de Lubaca, Yves Congara czy Karla Rahnera. Jak wygląda więc nauczanie Kościoła w tej kwestii?

Wszystko zaczęło się od Piusa XII, ulubionego papieża „transów”. W 1943 powstała encyklika Mystici Corporis Christi, która wprowadziła do oficjalnego nauczania coś, co zwie się paradygmatem inkluzywistycznym. Według tego (przypominam, że obowiązującego katolików) punktu widzenia chrześcijaństwo jest jedyną religią objawioną, jedyną pewną drogą do zbawienia. Pozostałe są tzw. „religiami naturalnymi”. Wobec chrześcijaństwa pełnią rolę służebną, mają przygotować na przyjęcie Słowa, a wszystko, co w nich prawdziwe, pochodzi od Ducha Świętego. Osoby będące poza widzialnym Kościołem mogą jednak należeć do niego poprzez nieświadome pragnienie. W związku z tym ludzie, którzy nie przyjęli chrztu i nie znają osoby Jezusa Chrystusa, a żyją w zgodzie ze swoim sumieniem, mają możliwość osiągnięcia życia wiecznego. Religie nie mogą jednak same z siebie zapewnić swoim wyznawcom zbawienia. Jakakolwiek ich moc – jeśli już jakąś się da zaobserwować – pochodzi de facto od Chrystusa i Jego mistycznego ciała, czyli Kościoła. I nie jest to w żadnym wypadku zachęta do przechodzenia na buddyzm czy rodzimowierstwo. Po co błądzić po zaroślach, skoro można iść drogą pewną, prowadzącą do Chrystusa?

Tako rzecze Zaratustra

Ilustracją tego wszystkiego, o czym mówiliśmy, może być przypadek mędrców ze wschodu. Byli to prawdopodobnie perscy kapłani, uczeni wierzący w boga o imieniu Ahura Mazda – Pana Mądrości. Wyznawana przez nich religia zawierała elementy, które ostatecznie doprowadziły ich do Mesjasza. Nie spotkali jednak Jezusa przez to, co w ich religii było „naturalne”, ale dzięki działającemu w niej Duchowi Świętemu zapowiadającemu saoszjanta zrodzonego z dziewicy.

Bóg jest dobry – objawia się ludzkości po to, by doprowadzić ją do zbawienia. W pozornie szarym, codziennym życiu objawia się również nam: niekoniecznie spektakularnie, w wielkich znakach i objawieniach. Możesz Go odkryć dzięki płatkom śniegu, pięknemu niebu, harmonii świata, uśmiechowi najbliższych. Przychodzi do Ciebie w swoim słowie, liturgii, Najświętszym Sakramencie. Przyjmij Go. Przyjmij zbawienie.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

O autorze

Zapisz się na newsletter i bądź na bieżąco

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.

The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.