adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Sprawdź nowy numer konta

Wesprzyj

Otwarte koperty

magazine cover

Źródło: Pexels

Droga Anno,

NARESZCIE! Nareszcie rozpoczął się ten radosny czas oczekiwania. Już tak niewiele, prawie na wyciągnięcie ręki. Och, jaki ja jestem podekscytowany. Już trzeci rok z nowym entuzjazmem myślę o tym cudownym grudniowym święcie, do którego zimową porą przygotowuję się z innymi wyznawcami, odziany w płaszcz, wysokie skórzane buty i z rozpraszającym mrok światłem w dłoni. Całe to oczekiwanie skończy się, kiedy przy zgaszonych światłach i po hucznym wprowadzeniu pojawi się to wyczekiwane przez tak wielu słowo. To bardzo ważne, bo przecież tylko raz do roku zdarza się takie święto, że do kin wchodzi Star Wars Episode VIII – The Last Jedi…

Coś się… Coś się popsuło. Co to ma niby być za religia?! Co ze mnie za katolik, jak ja z większą ekscytacją czekam na kolejny epizod ulubionej sagi aniżeli na narodzenie Pana naszego Jezusa Chrystusa? Jak bardzo w coroczną rutynę musiałem popaść, że do Świąt przygotowuję się tyle o ile, a przestępuję z nogi na nogę, myśląc o premierze? Strasznie mnie to irytuje i… tak na dobrą sprawę nie mam pojęcia, co z tym zrobić. Nawet zwykłego postanowienia adwentowego nie jestem sobie w stanie wykombinować. Zresztą wiem doskonale, że wśród katolickiego fandomu „Gwiezdnych Wojen” nie jestem w tym osamotniony.

Pochodziłbym częściej na roraty… Ale tu z kolei już dostaję drgawek na myśl, co pewna korporacja, która wywęszyła w roratach biznes, stworzy. I jak to zostanie wykorzystane przez księży. Nadal słyszę echo gitar, kastanietów, marakasów i infantylnie radosnego „dziewczyna z hiszpańskiego miasta – solo Dios basta, solo Dios basta”… Nie zrozum mnie źle – nie przeszkadza mi to w przeżywaniu Mszy świętej jako takiej. Jestem daleki od krzyczenia „profanacja!”, „tylko Msza trydencka!!”, „tylko na klęcząco!!!”. To są tylko takie dysonanse estetyczne, które mimo wszystko odczuwam. Trzeba to i owo zmienić, żeby…

STOP! Co ja chcę niby zmieniać w różnych dziedzinach, jak według pierwszego akapitu sam kwalifikuję się do generalnych zmian w kwestiach hierarchii wartości i ogólnego bycia katolikiem? Może jeszcze nie jest za późno, żeby z tym coś zrobić. Może zamiast odkładać to do greckich kalend, skoncentruję się na tegorocznym adwencie, żebym z czystym sumieniem na wspomnienie rzymskich „ósmych kalend stycznia i dwudziestego trzeciego dnia księżycowego” mógł wraz z chórami anielskimi zaśpiewać „GLORIA IN EXCELSIS DEO ET IN TERRA PAX HOMINIBUS BONÆ VOLUNTATIS”, a później trwać w tej ogłoszonej nam radości wielkiej, która jest udziałem nas wszystkich, że narodził się nam Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan.

Drogi Krzysztofie

Nieco mnie zdziwił Twój list. Jak możesz czekać na coś, co jest co rok. A Gwiezdne Wojny są co rok. Można by według nich kalendarz napisać! I ja zupełnie nie wiem czemu. I czemu Ostatni Jedi wcale nie będzie ostatni? Tytuł powinien zobowiązać. Historia uczy nas, że dokręcanie nowych części nie służy sadze. Nie, nie przekonasz mnie, że powstanie I, II i III części miało sens.

No, ale my chyba nie o tym… 

Oczekiwanie na cokolwiek jest takie… Trudne. I nudne. No bo nic w tym czasie nie można zrobić. Siedzisz i czekasz. I nie masz wpływu. O to, to! Najgorsze, że nie masz wpływu. Nie możesz zrobić nic, żeby przyspieszyć, bo jakbyś mógł to byś zrobił. Więc czekasz… Czekasz… I czekasz… No zemrzeć można. Ja tam wolę coś robić. Oglądam film – robię coś dodatkowego. Słucham muzyki – robię coś dodatkowego. Nawet jak naczynia zmywam, to staram się ćwiczyć szare komórki. Bo nuda…

Z mojej obserwacji świata wynika, że świat (ja też?) lubi mieć wszystko tu i teraz. Nie lubi czekać. Bo to stawia w pozycji bezradności i poczucia, że nie ma wpływu się na wszystko. I jest się zależnym od innych. A to najgorsze. Być zależnym…

Być zależnym to zmierzyć się z myślą, że nie wszystko zależy ode mnie, nie mam nad wszystkim kontroli. Co więcej, oddaję tę kontrolę. Świadomie i dobrowolnie.

Można pomyśleć, że – komu jak komu – ale jako katolicy Bogu oddamy kontrolę. Przecież wiemy, że On chce dla nas najlepiej. Wiemy, prawda?

Oczekiwanie na narodziny Boga jest frustrujące. Czekamy na przyjście na świat Tego, który włada czasem i materią, a który zdecydował się być zależnym od ludzi. Jaki Bóg tak robi? Kto by chciał tak bardzo oddać kontrolę? A może ten Bóg nie jest silny, tylko słaby? Jak czekać na słabego Boga?

Mogłabym napisać o komercjalizacji świąt, o tym, że od listopada słychać kolędy, że Mikołaj wychodzi mi z lodówki itd. Ale to oczywistości. I wymówki, żeby się nie spotkać, z tym, że nie wiemy, na jakiego Boga czekamy.

Bycie w relacji oznacza, że jesteś zależny. Czasem Ty czekasz na kogoś, a czasem ktoś na Ciebie. I w relacji z Bogiem też tak jest. Tylko że Bóg czeka na Ciebie zawsze. A Ty na Niego?

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

O autorze

Zapisz się na newsletter i bądź na bieżąco

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.

The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.