Gdzie tak naprawdę jest sedno konfliktu w nauce? To złożony problem. Kością niezgody jest właśnie pytanie o początek oraz religijne przekonania (a raczej stereotypy nt. przekonań) samych zainteresowanych. To konflikt dosłownego traktowania Biblii, jako podręcznika do historii Ziemi oraz świata nauki, który starym zwyczajem dostarcza z każdym postawionym dowodem kolejnych zagadek. Dotyczy to absolutnie każdej teorii naukowej. Samo pytanie o początek ludzkiego życia sprawia problem każdemu: czy to kreacjoniście, czy ewolucjoniście, wierzącemu czy ateiście. Nikt tak naprawdę nie wie, jaki był początek wszechrzeczy. Do tego dochodzi smutny fakt nadużywania słowa ewolucja, chociażby do opisu darwinizmu społecznego, który z samym Karolem Darwinem nie miał nic wspólnego, lecz ogrom zła, który idzie za tą koncepcją jak również brak zagłębienia się w temat przeraża część wierzących. Tak jak wspominałem w pierwszych częściach artykułu, Pismo Święte jest pełne alegorii, a jego sens poznajemy w pełni dopiero kiedy postawimy na teologię. Również wspomniany stosunek Kościoła do teorii naukowych może nam pomóc w wyborze tego, co jesteśmy w stanie uznać za fakt naukowy. W tym temacie jesteśmy ograniczeni tylko naszą umiejętnością szukania właściwych źródeł, a tę przecież można zawsze rozwijać. O roli Boga w stworzeniu mówi nam samo Credo w taki sposób, iż nieważne, co nowego nie pojawiłoby się w nauce światowej, nie zaprzeczy to istnieniu Boga ani jego wkładowi w stworzenie. Można również przytoczyć fragment Księgi Syracha: „Jakże godne ukochania są wszystkie Jego dzieła, i zaledwie iskierką są te, które poznajemy” (Syr 42, 22). Jednak, jako katolicy, jesteśmy zobowiązani swoje własne odkrywanie i badanie Słowa Bożego oraz poszukiwania sensu prowadzić, powtarzam, w Kościele i z Kościołem, dla naszego własnego dobra.
1 P. Bartosik, O błędnym zrozumieniu i zastosowaniu zasady Sola Scriptura, www.gdansk.reformacja.pl/2012-04-13-08-46-32/apologetyka-obrona-wiary/280-bledne-zrozumienie-sola-scriptura.html
