adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Sprawdź nowy numer konta

Wesprzyj

Przepis na soloną skripturę

magazine cover

Marcin Luter pali bullę papieską w 1520 roku.

Wikipedia

czyli jak doszło do Reformacji

Szczypta sporu o uniwersalia, łyżka stołowa zatracenia poczucia christianitas, porcja interesów dynastycznych, porcja indywidualizmu, całość przyprawić humanizmem i dekadencją reprezentantów ważnych instytucji religijnych i państwowych. Włożyć do piekarnika rozgrzanego do 95ºC. Wyjąć po kilku dekadach.

Trzy kucharki: Niemcy, Francja, Italia

By zrozumieć, jak doszło do reformacji, musimy poznać tło, mechanizmy sprzyjające takiemu, a nie innemu sposobowi myślenia. Zasadniczą sceną procesów prowadzących do wielkiego kryzysu były trzy wielkie terytoria: „Najstarsza Córa Kościoła” – Francja, Święte Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego i rozdrobniona Italia. Aktorami spektaklu dziejów były przede wszystkim względy filozoficzne, gospodarcze, polityczne i teologiczne.

Francja XV i XVI wieku miała niezwykłe szczęście. Dość daleko posunięta pod względem unifikacji, nie miała większych problemów z wielkimi, wpływowymi feudałami. Nieco bardziej konfliktowo przedstawiała się sytuacja ekonomiczna. Powiązania handlowe ciągnęły Francję ku Italii, gdzie dochodziło do zderzenia z interesami niemieckimi. Córa Kościoła wciąż łapała powietrze, walcząc z zadyszką po wojnie z Anglią, w wyniku której doszło do zmniejszenia tendencji odśrodkowych wewnątrz kraju. Monarcha niewątpliwie zyskał na znaczeniu, czego nie można powiedzieć o stanach uprzywilejowanych. Zwiększyła się również kontrola państwa nad Kościołem, co miało później duże konsekwencje. W wyniku ustaleń Konkordatu Bolońskiego Król Francji miał między innymi prawo wyznaczać biskupów, co dla innych władców było niespełnionym marzeniem (i istnym ciosem w policzek).

Niemcy – w przeciwieństwie do Francji – cechowały się dużym rozdrobnieniem. Jedyną rzeczą łączącą Niemców z północy i południa był względnie „szeroki” organizm zwany Świętym Cesarstwem Rzymskim Narodu Niemieckiego. Wewnętrznie Niemcy były podzielone kulturowo, politycznie, a nawet językowo. W tym kontekście dość jasne staje się określenie „Reich” – Rzesza. Nie jest to bowiem monolit, a właśnie „rzesza” bogata w różnorodność. Zasady rządzenia Rzeszą zostały ustalone w 1356 roku w „Złotej Bulli”. Król obierany był przez siedmiu książąt-elektorów, którzy byli nadzwyczajnie jak na tamte czasy niezależni w swoich decyzjach. Zwyczajem jednak stała się praktyka wybierania Habsburgów na tron Rzeszy. Nie byli oni oczywiście cesarzami dziedzicznymi, ale za każdym razem tron otrzymywał ktoś z domu Habsburskiego. Wynikało to z habsburskiego prowadzenia polityki małżeństw, kontynuowanej później w Austrii („Bella gerant alii, tu, felix Austria, nube” – „Niech inni prowadzą wojny, ty, szczęśliwa Austrio, żeń się”), co doprowadziło w późniejszym czasie do przejęcia władzy w Czechach, Hiszpanii i Niderlandach. O ile król francuski – jak już to zostało powiedziane – sam wybierał sobie biskupów, o tyle biskupi niemieccy byli wybierani przez kapituły katedralne, choć Stolica Apostolska pozostawiła sobie pewne pole manewru w tej kwestii (zgodnie z Konkordatem Wiedeńskim z 1448 roku).

Rozdrobnienie Rzeszy to i tak „pikuś” w porównaniu do Italii podzielonej między niezliczonych książąt, królów i Państwo Kościelne. Te ziemie były łakomym kąskiem dla sąsiadów: Niemiec, Francji, a nawet Hiszpanii. Warto wiedzieć, że mimo obiektywnej słabości regionu jako całości, Włosi mieli o sobie bardzo dobrą opinię – uważali się za spadkobierców kultury starożytnej. Słynne stało się w owym czasie hasło „Fuori barbari” – „Precz z barbarzyńcami”. Kim byli „barbarzyńcy”? W rozumieniu Włochów to wszyscy obcokrajowcy ze szczególnym uwzględnieniem Niemców.

„Bimber ludowy” – fermentowanie społeczeństwa

Warto pamiętać, że społeczeństwo tamtego czasu było stanowe – każdy stan miał inne prawa. Do okresu wypraw krzyżowych niezwykle ważna była ziemia, która należała zazwyczaj do szlachty i Kościoła. W późniejszym czasie rozpowszechnił się pieniądz, mający wartość realną (znaczenie wagowo-obrachunkowe). Mniejsze znaczenie ma już ziemia i towary. W związku z tym, że ziemia traci na wartości, tracą również i ci, którzy ją posiadają. O ile szlachta mogła sobie z tym jakoś poradzić, o tyle chłopstwo popadało w coraz bardziej beznadziejną sytuację. Pojawiały się u nich oczekiwania zmian w duchu Ewangelii, tworzył się ferment społeczny. Książęta z kolei potrzebowali ziemi, żeby utrzymać status ekonomiczny. Pieniądze da się mnożyć, ziemię już nie. Jedynym sposobem na zdobycie ziemi była wojna lub odebranie jej Kościołowi.

Z ogólnego oglądu na państwa przejdźmy do przypatrzenia się sytuacji w miastach. W XIV i XV wieku to mieszczanie zaczęli budować kościoły. Wzięli oni w swoje ręce odpowiedzialność za religijne funkcjonowanie miast. Miasta – podobnie jak wsie – należały zawsze do kogoś (króla, biskupa, rycerza), jednak zaczęły się wyzwalać. Król nie doglądał miast osobiście, więc zarządzał nimi wójt (na podstawie Prawa Magdeburskiego). Funkcja ta wymagała wielkich nakładów finansowych od miasta. Mieszczanie doszli, więc do wniosku, że miasto może wykupić wójtostwo. Tak powstał samorząd miejski, tj. rajcy, burmistrz. Miasta wyzwalają się i rozwijają, także pod kątem życia religijnego mieszczan. Stanie się to pożywką dla reformacji.

Apetyt rośnie – oczekiwania religijne i sytuacja Kościoła

Sensus fidei wiecznie żywy: ludzie czuli, że w Kościele jest coś nie tak. Na zachodzie pojawili się heretycy, schizmatycy, ruchy heterodoksyjne, których twórcy twierdzili, że czerpią z Ewangelii. Wiara i religia były rzeczami podstawowymi, stanowiły część życia społecznego, ekonomicznego etc. Wiara była bardziej religią społeczeństwa niż jednostki, prawa niż sumienia, rytu niż nauczania, moralności niż dogmatu. Mocno rozwinął się kult relikwii i świętych. Nie brakowało w tym wszystkim elementów pogańskich.

Papiestwo znalazło się w specyficznym położeniu. Skończyła się schizma wschodnia, papież wrócił do Rzymu i musiał odbudować swoje rezydencje, kurię etc. Budowana była Bazylika św. Piotra. Potrzebne były pieniądze, kontynuowany był fiskalizm. Wzrastała niechęć do papiestwa. Wśród Niemców narodziło się poczucie, że ich pieniądze dawane Kościołowi są przeznaczane na papieża, jako kolejnego „włoskiego księcia”, tym bardziej, że pontifex jako książę sprzymierzył się z Francją, czyli przeciwko Niemcom. Papiestwo miało jeszcze prestiż kulturowo-polityczny, ale już nie moralny. Instytucja stała się mocno nieewangeliczna. Biskupi w tym czasie wchodzili w skład senatów, rad królewskich etc. Nie przebywali w diecezji, tylko przy królu (tzw. brak rezydowania). Ponadto praktykowali kumulowanie beneficjów, czyli dóbr związanych z piastowaniem urzędu.

Proboszczowie świeccy czasami przez cały rok nie wynajmowali księży, czynili to dopiero na święta. Powstał jakby stan „duchownych-wagabundów”. Byli niewykształceni, w związku z czym, trzeba było mieć specjalne pozwolenie, by móc głosić kazania. Nie głoszono Ewangelii. Chwała Panu, że już od jakiegoś czasu funkcjonował zakon dominikanów – Ordo Praedicatorum. Utrzymywali się oni systemem żebraczym, ale byli bardzo dobrze wykształceni i mogli przepowiadać Słowo Boże.

Potrzebna była reforma.

Piekarnik podgrzewany przez humanizm

Dociekliwy czytelnik może zapytać – skąd wiedziano, że poczynania ludzi Kościoła są nieewangeliczne, skoro nie znano Ewangelii? Ano, już znano. Do jej rozpowszechnienia przyczyniło się wynalezienie druku. Ponadto ludzie coraz lepiej poznawali języki antyczne, więc niektórzy tłumaczyli sobie Pismo Święte na własną rękę. Wszystko zaczęło się od hobbystów, którzy szukali starych tekstów, kodeksów i kolekcjonowali je. Aby móc odczytać ich treść musieli się nauczyć greki i łaciny. Odkryli, że tamta łacina była piękniejsza niż ta, którą znają. Narodziła się filologia. „Wypływały” stare przekłady Biblii i pisma Ojców Kościoła. Zaczęło się krytyczne docieranie do źródeł wiary.

Od ludzi wyszedł postulat zmian w Kościele. Wspomniani wyżej humaniści mieli możliwość publikacji i rozpowszechniania swoich wniosków odnośnie Kościoła. Ponadto czytając antyczne teksty, humaniści odbierali pewne idee dotyczące człowieka. W umysłowości teocentryzm ustąpił antropocentryzmowi. W związku z tym patrzono na Kościół przez pryzmat człowieka w wymiarze jednostkowym. Ogólnie rzecz biorąc, człowiek renesansu był bardziej podatny na zmiany.

Ważną postacią był Erazm z Rotterdamu – naukowy autorytet epoki. Zasadniczo pisał on o Biblii i poddawał krytyce Kościół. Otwierał umysły na reformy, choć nie odszedł nigdy od Kościoła katolickiego. Swego czasu korespondował z Lutrem, ale w pewnym momencie doszedł do wniosku, że nie jest on osobą, z którą można konstruktywnie dyskutować.

W humanizmie możemy wyróżnić dwa zasadnicze nurty: południowy, skupiony na literaturze, stylu i formie oraz północny, opierający się na pismach religijnych, tekstach świętych. Rozwijał się w Niemczech i miał większe zacięcie reformatorskie. Humanizm był wspierany przez papieży – gdyby tak nie było, nie rozwinąłby się w takim stopniu.

Humaniści gardzili scholastyką, gdyż – ich zdaniem – nie przystawała do rzeczywistości. Rudolf Agricola Starszy mówił o sposobie wynajdywania argumentów w scholastyce (na podstawie dzieła „Topiki” Arystotelesa): „Argumentowanie winno pochodzić nie tyle z wywodu formalnego, ale siłę argumentom daje autorytet”. Erazm z Rotterdamu zauważył przydatność spostrzeżenia Agricoli dla teologii. Pierwszym autorytetem jest Pismo, dalej tradycja itd. Erazm dał pewien impuls, ale nie ukończył dzieła. Zadanie to podjął Melchior Cano. Napisał „De locis theologicis”. Idąc tropem Erazma uporządkował autorytety. Wprowadził metodę pozytywną, tzn. „in fundamenta posita” – „położona na fundamentach”, na autorytetach:

  • Pismo
  • Tradycja
  • Ojcowie Kościoła
  • nauczanie soborów i papieży
  • filozofowie
  • historia Kościoła
  • doświadczenie powszechne.

Stanowiło to osnowę dla życia Kościoła. Ważne było odwołanie do Pisma. Taka teologia mogła być spopularyzowana ze względu na swoją komunikatywność. Starą scholastyką nie dało się przeprowadzić żadnej reformy – widzimy teraz, dlaczego humaniści byli tacy ważni dla reformy.

Podać w świetle stosów i płonących miast

Wystarczyła iskra. Nie oszukujmy się – jak nie Marcin Luter, to pojawiłby się ktoś inny, kto sprowokowałby religijną rewolucję. Europa zapłonęła. Niemieccy możni w reformacji dostrzegli możliwość uniezależnienia się od papiestwa i zdobycia ziemi. Mieszczanie mogli sami zająć się swoją pobożnością. Lud był ukontentowany. Dalszą część historii raczej wszyscy doskonale znamy…

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

O autorze

Zapisz się na newsletter i bądź na bieżąco

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.

The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.