Lipiec jako miesiąc poświęcony Krwi Chrystusa zadaje mi pytanie o moją wierność. Komu przysięgałem, co robię z moimi zobowiązaniami, ile jestem w stanie poświęcić dla wartości…
Ewangeliczna wierność zawiera dynamikę, ale nie tę naiwną, w której prawdy nigdy się nie znajduje i często trzeba jej szukać. Nie. Jest to dynamika ruchu, bo człowiek, który odnajduje sens w głębokim rozumieniu, zostanie przynaglony, by ogłosić to dalej – staje się misjonarzem tej prawdy.
Poszukiwanie wierności między głosem sumienia a głosem przełożonego rodzi czasem napięcie. Nie ma na taki dylemat łatwiej odpowiedzi. Między paradygmatem sumienia (każdy z nas będzie osądzony osobiście z wyborów sumienia) a Kościołem, który otrzymał od Jezusa władzę klucza, nieraz w historii istniało napięcie. Raz twórcze, a nieraz destrukcyjne.
Przed takimi wyzwaniami stało wielu wielkich ludzi Kościoła: od świętych uczestników soborów, którzy kłócili się między sobą, przez św. Katarzynę ze Sieny „wyrzucającą” papieżowi niekonsekwencję, po św. Marię MacKillop, która po sporze z biskupem i po ekskomunice wróciła do pełnej więzi z Kościołem i swoją diecezją.
Widzimy, że posłuszeństwo nie musi oznaczać ugrzecznionego czekania na to, co myślą inni, ale może być szukaniem własnej, szczerej tożsamości z poszanowaniem tego, czym jest wspólnota. Obok mnie w Kościele są inni, a moje decyzje wpływają na to, jak wierzy ktoś obok. Pytanie o wierność jest szczególnie ważne w kontekście sakry biskupiej w Bractwie Kapłańskim św. Piusa bez mandatu papieża.
Bądź wierny, idź – jak mawiał klasyk. Nie po to, by uciekać, ale by powiedzieć innym, że są wartości, dla których warto żyć. W świecie dopaminowych pętli i hype AI inni potrzebują tego jak powietrza.
Z życzeniami dobrej lektury
Bartłomiej Wojnarowski
redaktor naczelny „Adeste”
