Niedawno zakończony rok fatimski, poświęcony stuleciu objawień Matki Bożej, poruszał wiele tematów w Kościele, o których wielu wolałoby zapomnieć lub uznać za niepotrzebne relikty minionej epoki. Wezwanie Anioła Fatimskiego: „Pokuta, pokuta, pokuta” w uszach wielu oświeconych laików i teologów zabrzmiało jak wezwanie do wyimaginowanej średniowiecznej bijatyki samego siebie w poczuciu ogromu swoich win i nędzy. Boża logika, będąc z zasady dla ludzkiego myślenia niekonwencjonalna, pokazywała świętość i pokutę, radość i umartwienie nieodłącznie i razem.
Podejrzewam, że każdy z nas pamięta lekcje historii o czarnej śmierci pustoszącej Europę oraz smętnych procesjach biczowników, którzy pragnęli przebłagać surowego Boga za grzechy i zniewagi, głęboko wierząc, że to przyczyni się do zakończenia tragicznej zarazy. Dzisiaj w wielu umysłach dojrzewa pokusa, która chce odrzucenia umartwienia i pokuty, bowiem Bóg, który przecież kocha i pragnie dobra, nie chce, żebyśmy cierpieli. Co jeśli cierpienie staje się amoris victima – ofiarą miłości?
Losy wielu świętych, do dzisiaj podziwianych i słynnych, a także codzienna szarzyzna ich dalekiego od słodkich hagiografii i uroczych obrazków życia pokazuje, że miłość, która woła o ofiarę, czasem wzywa do niezwykłych form umartwienia, które dzisiaj budzą bardziej zdziwienie i politowanie, a we współtowarzyszach życia budziły pokorny podziw. Trudno w starożytnej i średniowiecznej hagiografii oddzielić fakty od pobożnej przesady, jednak współczesna hagiografia bardziej lubuje się w faktach. XIX i XX w. daje nam wiele przykładów świątobliwych żywotów, które nie stroniły od surowych pokut i umartwień, nie dla cierpiętnictwa, ale dla miłości.
Bł. Maria Karłowska (1865-1935), założycielka sióstr pasterek, umartwiała się często i boleśnie – zakazywała jednak tego samego swoim siostrom. Rozumiała, że musi stać się całkowitą ofiarą miłości dla Chrystusa, by wypełnić bez reszty charyzmat swojego zgromadzenia: szukać i zbawić to, co zaginęło. Siostry pasterki zajmowały się ratowaniem upadłych dziewcząt, a dzisiaj pracują z trudną młodzieżą. W tej intencji Matka Maria wiele pokutowała, używała bicza, cilicium (inaczej włosiennica, jednak z reguły składająca się z metalowych kółek zakończonych małymi kolcami) i desek z gwoźdźmi. Nigdy jednak nie była ponura czy pochmurna, zawsze podchodziła do drugiego człowieka z czułością i miłością, a swoje praktyki pokutne pełniła tylko za wiedzą spowiednika i skrzętnie je ukrywała.
Bł. Maria Bolognesi (1924-1980) to włoska mistyczka i świecka osoba. Pochodziła z rozbitej rodziny, w której ojciec nie chciał wziąć odpowiedzialności za dziecko i uciekł od matki. Przez większość życia żyła razem z matką w nędzy, jednak jej serce było zanurzone w duchowym bogactwie. Doznawała objawień Jezusa Chrystusa, z którym miała pełne czułości i miłości dialogi. Jako jedna z niewielu świętych przeżyła opętanie, które miało całkowicie ją oczyścić. Jako narzędzia do umartwienia używała cilicium składającego się z kawałków drewna powiązanego sznurkiem. Po prostu na metalowe nie było jej stać.
Św. Faustyna Kowalska (1905 – 1938) to jedna z najpopularniejszych polskich świętych na świecie, zaraz obok św. Jana Pawła II. Jej apostolstwo Bożego Miłosierdzia jest znane praktycznie w każdym kraju, w którym występuje religia katolicka. Jej „Dzienniczek” został przetłumaczony na kilkadziesiąt języków. Choć znamy Faustynę jako czułą i oddaną służebnicę Bożego Miłosierdzia, i ona nie szczędziła sobie ciężkich pokut i umartwień, biczowania, metalowego cilicium na udo i w kształcie krzyża. W „Dzienniczku” zanotowała: „Dziś nosiłam siedem godzin pas łańcuszkowy, aby uprosić danej duszy łaskę skruchy, w siódmej godzinie doznałam odpocznienia, gdyż dusza ta już we własnym wnętrzu doznawała odpuszczenia, choć jeszcze się nie spowiadała”.
Bł. Bp Jan Chrzciciel Scalabrini (1839-1905) był Biskupem Piacenzy i założycielem dwóch zgromadzeń misyjnych. Na biskupa wyświęcił go bł. Pius IX. Kiedy wybuchła epidemia cholery, jako jeden z pierwszych poszedł pielęgnować chorych, ratować ubogich i pocieszać rodziny. Zajmował się włoskimi emigrantami i czuwał nad ich łącznością z Kościołem, katechizacją oraz pomagał w kontaktach z rodzinami. Rozumiał ogromną potrzebę dobrej katechezy i edukacji wśród ludu. Zakładał szkoły i towarzystwa katechetyczne. Także on korzystał w swoich codziennych umartwieniach z metalowego cilicium. Jak powiadał: „jest dobrym instrumentem w drodze do świętości”. Beatyfikował go św. Jan Paweł II.
Bł. Franciszek Ksawery Seelos CSsR (1819 -1867) był niemieckim kapłanem zgromadzenia redemptorystów. Posługiwał wśród niemieckich emigrantów w Ameryce. Wiecznie uśmiechnięty i radosny, okazywał serce każdemu, kogo spotkał. Jego pasją była katechizacja dzieci i głoszenie kazań prostych i obrazowych. Przez kilka lat pracował jako wikariusz u boku św. Jana Nepomucena Neumanna. Pewnego dnia został wezwany do umierającej. Dopiero po namaszczeniu zorientował się, że jest w domu publicznym. Niezrażony tym faktem dalej kontynuował modlitwy. Sprawa nabrała rozgłosu, a gazety w sposób obelżywy rozpisywały się na temat o. Franciszka i jego obecności w domu publicznym. Kiedy ktoś go o to pytał, odpowiadał prosto: „Cóż, uratowałem jedną duszę”. Przeniknięty pragnieniem pokutowania za powierzone sobie owce, zaczął używać cilicium i dyscypliny (bicz ze sznurków). Umartwienia cielesne powierzał w intencji swoich parafian i potrzebujących, którym niósł pomoc.
Bł. Michał Augustyn Pro SJ (1891 – 1927) był raczej materiałem na niezłego nicponia, niż na świętego pokutnika, jednak Bóg ma swoje zaskakujące ścieżki i nie kieruje się ludzką oceną. W ukryciu palił papierosy, podrywał chyba każdą napotkaną dziewczynę, uwielbiał imprezy, nie mówiąc o alkoholu, kochał towarzystwo i bycie zauważanym. Dla żartów nawet udawał duchownego. Wbrew woli rodziców postanowił zostać zakonnikiem. Z powodu rosnących antykatolickich nastrojów zakon wysłał go początkowo za granicę, do USA, potem do Europy. Jednak serce ciągle kazało mu wrócić do Meksyku. Pod rządami prezydenta Callesa Meksyk pogrążał się a antykatolickim amoku, który przerodził się w otwartą wojnę. A o. Michał trafił wprost na rozpętaną burzę. Młodzieńcza brawura okazałą się jednak doskonała do igrania z władzami. Michał był wszędzie i jednocześnie nigdzie. Był najbardziej poszukiwaną osobą w mieście Meksyk. Ciągle śledzony i poszukiwany, codziennie odprawiał Mszę Świętą, rozdawał po całym mieście od kilkudziesięciu do kilkuset Komunii Świętych dziennie. Kiedyś uciekając przed policją schwytał nieznajomą dziewczynę, której powiedział „Ratuj mnie, jestem księdzem!”. Policja ledwo spojrzała na stojącą parę „zakochanych”. W 1927 roku wpadł w zasadzkę i po pokazowym procesie został publicznie rozstrzelany wraz ze swoim bratem. Ostatnim jego okrzykiem było „Niech żyje Chrystus Król!”. Duchowe siły do ciągłej walki z prześladowcą i do posługi duszpasterskiej czerpał z Eucharystii i umartwienia. W podziemiu udało mu się przeprowadzać nawet rekolekcje dla kilkuset osób, pod nosem masońskiej władzy! Jako narzędzia pokutnego używał cilicium i dyscypliny.
Św. Matka Teresa z Kalkuty (1910-1997) to jedna z największych współczesnych ikon miłosierdzia. Kobieta, która poświęciła życie na przywracanie godności chorym, biednym, umierającym na ulicach Indii, a potem całego świata. Stała się też przez to obiektem wściekłych ataków za życia i po śmierci. Ona jednak nie brała nigdy do siebie tych słów. A jeszcze gorliwiej oddawała się posłudze wśród opuszczonych, chorych i umierających. Choć nie jest kojarzona z pokutą i umartwieniem, codziennie używała cilicium i dyscypliny.
Bł. Maria Pierina De Micheli (1890 – 1945) to włoska mistyczka i zakonnica z ze zgromadzenia Niepokalanego Poczęcia z Buenos Aires. Jest jedną z apostołek kultu Najświętszego Oblicza i to ona otrzymała szkaplerz Najświętszego Oblicza, który zatwierdził Sługa Boży Pius XII, a który był powodem wielu ataków złego ducha na Matkę Pierinę. Wielką przyjaźnią darzyła swojego kierownika duchowego, benedyktyna sylwestryna Opata Dom Hildebranda Gregori. On to prowadził ją duchowo i rozumiał jej ideę wynagradzania Najświętszemu Obliczu za zniewagi i bluźnierstwa. Jako narzędzia umartwienia nieprzerwanie używała metalowej włosiennicy, a swoje cierpienie oddawała w intencji wynagradzania Boskiemu Obliczu Jezusa Chrystusa.
Św. Leopold Mandić OFM (1866-1942) był malutkim świętym. 1,35 m budziło jeśli nie politowanie, to śmiech. Był powszechnie uważany za głupiutkiego, nikt nie chciał powierzyć mu żadnej funkcji, często się jąkał, zamiast alby używał komży, którą i tak musiał podwiązywać. Jednak, jak wiemy z biblijnych przekazów, to nie w sile i wielkości męża leży wielkość, lecz w pokornym pełnieniu woli Bożej. I tutaj braciszek Leopold bił na głowę wszystkich. Okazało się, że jest wytrawnym spowiednikiem, co w efekcie skończyło się tym, że został niewolnikiem konfesjonału. Słynął też z delikatnych pokut. A co noc przeżywał katusze i męki, które miały być udziałem rozgrzeszonych. On jednak niestrudzenie, łagodnie i delikatnie prowadził dusze w spowiedzi. Potrafił skruszyć nawet najtwardszego grzesznika swoją maleńkością, bezradnością i dobrocią. Delikatne pokuty też miały swoją cenę. To o. Leopold brał pokuty za swoich penitentów często się umartwiając i biczując metalową dyscypliną. I na nowo ofiarnie spowiadając i jednając grzeszników z Bogiem. Umarł w swojej celi, do końca spowiadając.
Bł. Paweł VI (1897-1978) to papież burzliwych czasów. Z jednej strony rewolucja seksualna, z drugiej bezbożny komunizm. Początek pontyfikatu to trudna i mozolna praca soboru otworzonego przez jego poprzednika, św. Jana XXIII. Choć znamy go bardziej jako papieża trudnych czasów około soborowych, to zarówno on, jak również słynny teolog Hans Urs von Balthasar, korzystali z włosiennicy i dyscypliny. Papież Paweł VI wiele swoich pokut i umartwień oddawał za Kościół, który wtedy przeżywał szczególnie burzliwy okres.
Oczywiście to tylko wybrane i nieliczne postacie spośród całej grupy świętych, błogosławionych, czcigodnych i sług bożych, którzy umartwiali się przez biczowanie, dyscypliny czy używanie włosiennicy. Ta pobożna praktyka musi jednak, jak w każdym przypadku wyżej wymienionych świętych, odbywać się za wiedzą i zgodą kierownika duchowego, który pomoże rozeznać, czy nie będzie to powodem do duchowej pychy. Do dzisiaj używa się tych praktyk pokutnych w Opus Dei czy niektórych zakonach.
Jeśli pokuta i umartwienie są zjednoczone z jedyną Ofiarą Jezusa Chrystusa i ich celem jest chwałą Boża oraz pragnienie cierpienia i pracowania dla nawracania dusz, bez uszczerbku dla zdrowia, to jest ona źródłem wielu sił i duchowych łask, które pomagają wzrastać w świętości. Warto też rezygnować z małych i banalnych rzeczy. Małe umartwienia i pokuty są równie cenne dla duszy. Św. Josemaria Escriva nie opierał się o krzesło, św. Dominik Savio odmawiał sobie deseru, św. Hiacynta i św. Franciszek Marto odmawiali sobie zabawy na podwórku. Żeby pokutować i umartwiać się nie potrzeba wielkich i ciężkich pokut. Wystarczy dużo miłości, która przelewa się na potrzebującego grzesznika, a ma źródło w Sercu Pana Jezusa. To z Jego serca płynie pragnienie zbawienia grzeszników.
A czego ty, Drogi Czytelniku, sobie odmówisz, żeby ofiarować to z miłości za twojego brata lub siostrę?
