Drogi Krzysztofie
Nadszedł piękny czas Bożego Narodzenia. Skłoniło mnie to do rozważań o tym, czy Bóg faktycznie jest w tym świecie obecny. Obchodzimy Boże Narodzenie nadzwyczaj hucznie. Sprzątamy, robimy zakupy, gotujemy, dekorujemy itd. W końcu w Wigilię jemy. I co dalej? Co z tego święta zostaje?
Od jakiegoś już czasu zauważam, że Boga jest jakby mniej w życiu codziennym. I to wcale nie u tych, którzy nie chodzą do kościoła albo chodzą okazjonalnie. Także u tych, którzy deklarują się jako praktykujący katolicy. Bo gdzie można zauważyć Boga lepiej jak nie w życiu Jego wyznawców? A co można zobaczyć u katolików?
Toczą żarliwe dyskusje o tym, czy Msza powinna być przodem do ludu czy nie, ale nie mają problemu z odwracaniem twarzy od potrzebującego.
Warczą na siebie w sprawie gitar na Mszy, ale nie mają problemu ze ściąganiem muzyki czy filmów i nie płaceniem za to.
Ustalają kim jest uchodźca i czy należy go przyjąć, ale nie mają problemu z kupowaniem nadmiernej ilości jedzenia i wyrzucaniem go.
Kłócą się w sprawie nadzwyczajnych darów Ducha Świętego, ale nie mają problemu z tym, żeby kraść, bo „to niczyje”, bo „nikt się nie zorientuje”, że wziąłem tych kilka kartek, a akurat mi zabrakło, bo…
Debatują czy homoseksualizm jest chorobą, ale nie mają problemu z zaniedbywaniem swojego ciała i narażania zdrowia.
Kwestionują stan posiadania duchownych, ale nie mają problemu z tym żeby „podkładać świnie” kolegom z pracy, bo on taki a taki i go nie lubię, a ja potrzebuję pieniędzy.
Bronią życia nienarodzonego, ale nie mają problemu z narażaniem własnego (i nie tylko), łamiąc przepisy ruchu drogowego.
Najlepiej wiedzą jak powinno się rządzić krajem, ale nie mają problemu z opuszczaniem wyborów.
Walczą o krzyże w szkole, ale nie mają problemu z akceptacją tego, że sąsiad pije i bije żonę, bo to prywatne sprawy.
Mogłabym tak wymieniać i wymieniać. Jaki jest Bóg tych katolików? Czy w ogóle jest? Jaki Bóg chciałby mieć takich wyznawców?
„Przeniknięci nowym blaskiem Wcielonego Słowa, prosimy Cię, wszechmogący Boże spraw, niech w naszych czynach odbija się światło, które przez wiarę jaśnieje w naszych duszach. Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg przez wszystkie wieki wieków”.
To kolekta Mszy Świętej sprawowanej o świcie w Uroczystość Bożego Narodzenia. Tyle teorii. A praktyka?
Zrobiła się z tego lista pytań. Mam nadzieję, że istnieją na nie odpowiedzi.
Z serdecznym pozdrowieniem,
Ania

Droga Anno,
Święta, święta i po świętach. Było, minęło. Prezenty rozpakowane, kolędy odśpiewane, choinka smętnie stoi w kącie. Wokół niej opadłe igliwie. Chyba, że choinka sztuczna. Krajobraz po uczcie. Niemal wprost cytując pewnego znanego polskiego barda: „Nie ogryźli (k)ości, nie dopili wina, resztek jedzenia szuka pies pod stołem”.
I tak możemy brnąć w narzekanie, kompletnie ignorując wszystkie dobre rzeczy, które przez ten czas się wokół nas wydarzyły – i wydarzają nadal. Watro tu wspomnieć chociażby o wolontariacie Szlachetnej Paczki, dzięki której wielu ludzi nareszcie mogło godnie przeżyć nie tylko Święta.
Tak, wielu katolików zajmuje się bardziej cudzą drzazgą, a nie swoją belką. Taka już nasza ułomna ludzka natura. Zamiast zacząć od siebie, ciągle chcemy zmieniać innych. Mnożymy problemy, zamiast skupić się na sobie.
Ale z drugiej strony… Wyobrażasz sobie taki świat, w którym będziemy obojętni na zło dziejące się w szerszej perspektywie tylko dlatego, że nie uporaliśmy się jeszcze z własnymi ułomnościami? Pozwól, że odniosę się do niektórych z Twoich pytań. Nikt nie broni życia nienarodzonego, bo każdemu zdarzy się przejść na czerwonym świetle. Nikt nie broni krzyży w szkole, bo każdy czuje się za słabym autorytetem moralnym, żeby wpływać na sąsiada. Wyobrażasz to sobie? Wymarła debata publiczna na jakikolwiek temat, bo nikt nie jest doskonały.
Oczywiście daleki jestem od wspierania czy bronienia tych naszych „belek”, nawet jeśli są nieduże. Po prostu takie już są minusy wolnej woli. Tylko dzięki Bogu możemy stawać się lepsi. Dzięki temu Bogu, który pomimo beznadziejności swoich wyznawców dalej ich chce, dalej ich kocha.
Jaki jest ten Bóg? Cierpliwy. Pomimo że człowiek nieraz zachowuje się jakby nie chciał z Nim mieć nic wspólnego, nie grzmi, tylko czeka. Aż człowiek zrozumie swój błąd i wróci. A póki życie trwa, zawsze jest taka możliwość.
Zacytowałaś kolektę z Mszy o świcie, ja zacytuję Ewangelię z Mszy w dzień:
„Na świecie było Słowo, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili. A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas”.
Obyśmy wszyscy w porę zrozumieli, gdzie jeszcze niedomagamy.
Krzysiek
