Słowo „artysta” wywołuje w nas raczej pozytywne skojarzenia. Niewypowiadane z ironią, przywodzi na myśl obraz twórczej, wrażliwiej osoby, ciekawej świata i drugiego człowieka. Zdaje się, że twórcy horroru Layers of Fear mają jednak zupełnie inne skojarzenia…
Gdy w listopadzie Salvador Mundi stał się najdroższym obrazem w historii, można było poczuć miłe zaskoczenie. W końcu zdanie: „obraz Zbawiciela Świata jest najdroższym obrazem na świecie” – brzmi jakby doceniono w tym akcie bohatera samego obrazu. To jednak złudne wrażenie. Salvador Mundi był ostatnim obrazem Leonarda da Vinci należącym do osoby prywatnej, dlatego okazał się tak cennym nabytkiem w oczach kolekcjonerów. Niemniej pozostaje faktem – najdroższym obrazem świata stał się obraz renesansowego malarza, który jest nie tylko reprezentantem sztuki tego okresu, ale stanowi dla wielu wyobrażenie wielkiego artysty w ogóle. Człowieka wykształconego, biegłego w wielu dziedzinach, którego malarstwo jest odwzorowaniem harmonii i piękna. Mamy przed oczami artystę spełnionego, a długa broda ze szkicu autoportretu przywodzi na myśl mędrca, niemal antycznego filozofa.
Z drugiej strony warto zauważyć, że jeszcze 4 lata temu rekord najwyższej sprzedaży na aukcji osiągnął obraz Trzy studia do portretu Luciana Freuda XX–wiecznego malarza Francisa Bacona (nie mylić z angielskim filozofem), który zdaje się być zupełnym przeciwieństwem twórczości dla Leonarda da Vinci. Ten potrójny portret to obraz zdeformowanego człowieka, czy raczej zdeformowana wizja człowieka, mogący budzić uczucie niepokoju i wrażenie rozpadu.
„Zawsze mocno odczuwałem to, że artysta musi karmić się swoimi namiętnościami i rozpaczą. Uczucia rozpaczy i nieszczęścia są bardziej przydatne dla artysty, niż uczucie zadowolenia, ponieważ rozpacz i nieszczęście naginają całą twoją wrażliwość” – ta wypowiedź Bacona mogłaby doskonale ilustrować Layers of Fear – grę komputerową polskiego studia Bloomber Team, które zdecydowało się opowiedzieć specyficzną historię malarza. Jak można się domyślić, bliżej jej do koncepcji i twórczości Bacona niż Leonarda.
Tłumacząc dosłownie tytuł, oznacza on warstwę, podkład strachu. Tak jak malarz kładzie kolejne warstwy farby na płótno, tak gra przedstawia kolejne poziomy strachu, a może raczej pogłębiającego się rozpadu, w który zagłębia się malarz, a wraz z nim my, jako gracze. Czy, odnosząc się do słów Bacona, ten stan napędza twórczo głównego bohatera?
Jeśli ktoś nie czytał opisów i recenzji, może całkiem dobrze wczuć się w początkową sytuację bohatera. Stoimy w przedsionku domu, który wita nas ciszą i właściwie nie wiemy, co się stało. Oprócz uczucia dezorientacji, z czasem zaczynamy odczuwać niepokój, gdy odkrywamy kolejne tajemnicze zjawiska. Stylowe wnętrza przypominają XIX wiek. Jednak tutaj patefon nie przygrywa miłej melodii, a za kolejnymi drzwiami czekają nas rzeczy, od których najchętniej odwrócilibyśmy wzrok.
Jeśli ktoś nadal zachował chęć odbycia tej podróży samemu, niech nie czyta dalej, bo zostanie tu nieco zdradzone z historii bohatera.
Gdy znajdujemy klucz do pracowni artysty i przekraczamy ponownie drzwi, zaczynamy rozumieć, że nie odbywamy już podróży przez wnętrza domu, ale przez umysł samego artysty, wypełniony wspomnieniami, koszmarami (choć czasem potrafią być one bardzo estetyczne i pomysłowe), a także obrazami, które niekiedy odsyłają nas w zaskakujący sposób do twórczości innych malarzy. Nasza podróż przez ten specyficzny świat może przywodzić na myśl drogę przez labirynt bez końca, bo za następnym pokojem czeka nas kolejny i kolejny pokój. Jednak zawsze wracamy do pracowni artysty. Nasza podróż służy bowiem jednemu: dokończeniu obrazu. Te ciągłe powroty do pracowni i zdania wypisane na ścianach, odnoszące się do problemu tworzenia, ukazują maniakalne pragnienie dokończenia dzieła. Ale wraz z tą podróżą poznajemy także przeszłość bohatera.
Za pomocą znalezionych skrawków gazet i listów domyślamy się, że w tym domu żyła kiedyś szczęśliwa rodzina. Główny bohater był malarzem docenianym przez krytyków, a żona była utalentowaną i piękną pianistką, która również doczekała się rozgłosu. Obraz szczęścia dopełniał fakt, że żona spodziewała się dziecka wbrew opiniom lekarzy, którzy orzekli, że nigdy nie będzie mogła urodzić. W jednym z listów wspominających o swoim szczęściu kobieta wypowiada także znamienne słowa: „Wydaję mi się, że tym, czym dla innych są przykazania, dla mnie zawsze było dążenie do perfekcji w tym, co robię”.
To właśnie charakteryzuje głównego bohatera: pragnienie osiągnięcia ideału, tworzenie dzieł doskonałych. Gdy znajdujemy pierścionek zaręczynowy, możemy usłyszeć słowa ze wspomnienia wypowiedziane wobec przyszłej żony: „Ta myśl, że na najpiękniejszym dziele sztuki nie ma mojego podpisu, zabija mnie. Czy wyjdziesz za mnie?”. Dla jednych to wyznanie może zabrzmieć bardzo romantycznie, ale także może wzbudzić niepokój przez swoją dwuznaczność. To zdanie zresztą wraca do nas, gdy później zaczynamy rozumieć czym naprawdę może być opus magnum znajdujące się w pracowni. Do niego odnosi się także cytat z Portretu Doriana Graya Oscara Wilde’a, pojawiający się na początku gry: „Każdy obraz, który jest malowany z uczuciem, jest zobrazowaniem artysty, nie modela”.
Tutaj pojawia się pytanie: czy artysta jest twórcą, czy stwórcą? Tworzy piękno czy je odzwierciedla, a więc próbuje uchwycić coś realnego, co jest poza nim i w dużej mierze od niego niezależne, czy stwarza coś z niczego? Główny bohater jawi się jako artysta, który raczej w ten drugi sposób postrzega twórczość i zapewne niemożliwość uzyskania ideału jest dla niego jednym z powodów frustracji, który pociąga go coraz bardziej ku rozpaczy.
Historia z Layers of Fear staje się przy okazji zobrazowaniem sztuki, która nie inspiruje, a staje się powodem cierpienia. W wyniku różnych wydarzeń, zamykanie się bohatera w pracowni można odczytać również jako próbę ucieczki przed rzeczywistością,
Cierpienie doświadczane przez bohatera w wyniku różnych wydarzeń, które przekłada się na jego twórczość, wcale nie pozwala mu osiągnąć niebywałego poziom wyrazu. Jest dokładnie odwrotnie. Malarz jest coraz gorzej oceniany przez krytyków, nie potrafi wykorzystać sytuacji, także wtedy, gdy inni wyciągają ku niemu pomocną dłoń. Problemy rodzinne i sztuka nie napędzają się, ale wzmacniają tylko uczucie przepaści, jakie zaczyna dzielić bohatera od jego dawnego życia i jego własnej rodziny.
Odbywając tę specyficzną podróż przez umysł i wspomnienia malarza, trudno uwierzyć słowom Bacona o „rozpaczy”, która jest pokarmem dla artysty i „nagina wrażliwość”, stając się elementem niezbędnym w życiu każdego twórcy. Oczywiście ktoś może powiedzieć, że obserwujemy w życiu bohatera momenty krańcowe, a ciężkie doświadczenia lub osobiste dramaty czasem faktycznie sprawiają, że artyści tworzą sztukę przejmującą i prawdziwą. Ale co wtedy, gdy staje się to życiowym credo? Gdy sztuka rodzi się jedynie z cierpienia i jeszcze bardziej je napędza? Gdyby psychiatra oceniał obrazy Bacona, być może na ich podstawie mógłby powiedzieć, że malował je człowiek nieszczęśliwy, napełniony jakimś wewnętrznym bólem. Gdyby oceniał niektóre obrazy z koszmarnych wizji bohatera Layers of Fear, powiedziałby, że tworzy je człowiek chory. Dlatego horror dobrze oddaje i stan umysłu, i twórczość artysty, bo nie wzbudza on uczucia zachwytu, ale strach.
Odnosząc się do najdroższego obrazu na świecie: Salvador Mundi nie jest sam w sobie obrazem Boga, a jego niedoskonałym wyobrażeniem. Myśląc o nim, myślimy tak naprawdę o czymś niepojętym i zdajemy sobie sprawę, że nawet jeśli sami osobiście uznajemy Leonarda da Vinci za jednego z największych malarzy w historii, nie był on w stanie zgłębić tajemnicy. Pewne rzeczy pozostają niedostępne, nawet jeśli niektórzy wykazują szczególną wrażliwość i umiejętności oraz są w stanie lepiej uchwycić rzeczywistość.
Gdyby scharakteryzować bohatera Layers of Fear nie przez pryzmat jego tragedii i zewnętrznych przeszkód, ale przez jego reakcje na rzeczywistość i sposób tworzenia, jest kimś, kto chce stworzyć coś w pełni samodzielnie, w oderwaniu od realnego świata. Pojawia się pycha, poczucie, że jego praca jest ważniejsza od pracy i życia innych, ważniejsza nawet od własnej rodziny. Pojawia się w nim wiara, że oto sam tworzy piękno, może (choć nieświadomie) sam uznaje się za Boga. Paradoksem sytuacji bohatera jest to, że ideał piękna, który zdawał się dla niego jasny od początku, był tuż przy nim. Nie mógł jednak znieść faktu, że to nie on nadał temu pięknu kształt.
