Tytuł tego artykułu to parafraza słynnych słów Kartezjusza, które wszyscy doskonale znamy, a przynajmniej mam taką nadzieję. Większość z nas powie, że są one nadal aktualne, w końcu odnoszą się do ducha humanizmu, a co za tym idzie za rozwojem ludzkości, myśli filozoficznej, moralności itp. Do tego hasła odwoływali się oświeceniowi myśliciele, dla nich oznaczało ono potęgę ludzkiego umysłu, tryumf rozumu nad zwierzęcymi zapędami. A jednak coś jest z ludźmi nie tak, tylko co?
W latach 80. XX wieku w literaturze science-fiction często poruszano temat człowieczeństwa. Zestawiano go z wszechobecnym postępem technologicznym, globalizacją oraz oczywiście napięciem, jakie wywoływała zimna wojna. Philip K. Dick, Stanisław Lem to tylko niektórzy z pisarzy zajmujących się tą tematyką. To bardzo obszerny dział literatury i filmu, obejmuje zarówno lekkie i rozrywkowe dzieła takie jak Gwiezdne Wojny, jak i utwory bardziej skłaniające do refleksji, będące jednocześnie odzwierciedleniem teraźniejszości i „gdybające”, pełne filozoficznych podtekstów. Dobry utwór s.f. charakteryzuje się tym, że nie podaje odbiorcy swojej interpretacji na tacy. Sam ich przekaz jest nieraz niejasny, stąd można je analizować na wielu płaszczyznach. Powieścią, którą zajmę się głębiej jest Gra Endera autorstwa Orsona Scotta Carda. Choć bardzo tego nie chcę, będę musiała zamieścić tutaj kilka spoilerów, abyście, drodzy Czytelnicy, lepiej zrozumieli to, co pragnę Wam przekazać. To w końcu nie jest recenzja.
Mały żołnierz
Jest rok 2070, na Ziemi panuje ciągły strach, że obcy zwani Formidami (lub mniej pochlebnie – robalami) za niedługo powrócą, by ponowić swoją inwazję. Prawdę mówiąc, Ziemia ciągle jest z obcymi w stanie wojny, czytelnik dowiaduje się o tym z marszu. Już na pierwszych stronach poznajemy chłopca o imieniu Andrew, którego narrator powieści woli nazywać Ender. Ma sześć lat i właśnie wyjęto mu z ciała czujnik zakładany każdemu dziecku. Chłopiec ma nadzieję, że teraz jego życie wróci do normalności i przestanie być gnębiony przez starszego brata. A skoro już mowa o rodzeństwie Endera, warto wspomnieć, że odgrywa ono w jego życiu bardzo ważną rolę, przynajmniej jest tak w pierwszej części cyklu.
Tutaj muszę wspomnieć o jeszcze jednej kwestii. Jak dowiadujemy się potem, Ziemia jest przeludniona, w związku z tym rodzice mogą posiadać maksymalnie dwójkę dzieci. Później te dzieci są regularnie inwigilowane za pomocą czujników na karku, oceniane są ich predyspozycje do hipotetycznej walki z wrogiem z kosmosu, także te psychiczne. Dwójka rodzeństwa Endera nie przeszła wstępnych testów, brat Peter został odrzucony z powodu zbyt agresywnego charakteru, siostra Valentine – bo była zbyt łagodna. W tej sytuacji władze pozwoliły państwu Wiggin na jeszcze jedno dziecko, które miałoby mieć charakter pośredni między Peterem a Valentine. Dlatego życie nie jest dla głównego bohatera zbyt łaskawe, jest gnębiony przez starszych chłopców, pogardliwie nazywany Trzecim, dodatkowo okazuje się, że pomyślnie przeszedł test (i nosił czujnik dłużej niż reszta jego rodzeństwa), co wywołuje u jego brata frustrację.
Postanowiono jednak jeszcze sprawdzić jego reakcję na porażkę, stąd wyjęcie czujnika, aby pomyślał, że oblał test. Ostatecznie w domu Wigginów pojawia się pułkownik Graff i obwieszcza, że Ender został przyjęty do Szkoły Bojowej. Moją uwagę zwróciła selekcja dzieci, a także przymus posiadania tylko określonej liczby potomstwa. Zrozumiały jest powód przeludnienia, co jednak, gdy rodzicom „nieumyślnie” urodzi się jeszcze jedno dziecko? Może nie ma tutaj orwellowskiej permanentnej inwigilacji, a jednak fakt monitorowania dzieci wywołuje pewien niepokój. Ender trafia do krążącej po orbicie Ziemi Szkoły Bojowej jako przyszły dowódca floty na miarę legendarnego Mazera Rackhama, który 80 lat wcześniej cudem powstrzymał Drugą Inwazję robali.
Geniusz w ciele dziecka
Potem czytelnik może się dowiedzieć, że Ender jak na małego chłopczyka jest bardzo inteligentny, np. śmieje się z rówieśników próbujących pozostać w pozycji pionowej w stanie nieważkości. On sam nie rusza się, ponieważ skoro nie ma grawitacji, to nie ważne w jakiej pozycji będziemy, i tak będziemy „latać”, bo nie ma tutaj pojęć takich jak góra i dół. W szkole uczniowie nabywają takie zdolności jak musztra i wiedza o kosmosie (astrofizyka), odbywają też ćwiczebne walki w drużynach mające za zadanie wykształcić zdolności taktyczne. Adepci podzieleni są na armie klasyfikowane pod względem umiejętności i wyników w bitwach. Ender odnajduje się w towarzystwie, jednak przełożeni znowu zaczynają nim manipulować.
Chłopczyk dostaje też do zabawy tajemniczą grę, ujawnia się znaczenie jego relacji z rodzeństwem. Jest to gra myślowa, w której gracz tworzy swoją historię razem z komputerem. Myśli dziecka przeplatają się tam z komputerowymi danymi. Fabuła powieści jest rozciągnięta na kilka lat, w tym czasie Ender dorasta z dala od rodziny, uczy się i szkoli w nieprzyjaznych warunkach. Z czasem zostaje nawet dowódcą swojej własnej armii złożonej z młodzików. Odnosi kolejne sukcesy i pnie się w klasyfikacji. W międzyczasie dowiaduje się, że dowództwo blokuje jego korespondencję z siostrą, zaczyna myśleć, że własna rodzina o nim zapomniała. W ten sposób próbują złamać Endera, zrobić z niego bezlitosnego wroga robali. Myślę też, że autor, bardziej niż dramat głównego bohatera, chciał tutaj przedstawić absurdalność myślenia dowódców i stopień manipulacji, do jakiego są w stanie się posunąć, by osiągnąć swój cel.
Kto z kim gra?
Motyw gry przewija się w powieści na wiele sposobów. Na przykład gra, w którą gra Ender, jest niemożliwa do wygrania. W ten sposób dowództwo chce też sprawdzić, jak radzi sobie z porażką, wykorzystując jego zmysł taktyczny. Gra myślowa ma być metaforą bitwy, w której sytuacja jest patowa, a każda możliwość prowadzi do porażki. Olbrzym z gry stawia przed Enderem dwie opcje, każda z nich jest błędna, brak wyboru także skutkuje porażką. Jednak po wielu próbach chłopiec decyduje się na zupełnie inne rozwiązanie i zabija Olbrzyma. Nikt do tej pory nie przeszedł tego etapu. Drugim rodzajem gry może być ta, którą prowadzą dowódcy w Szkole Bojowej z Enderem. Przewidywana inwazja robali się zbliża, muszą szybko podjąć decyzję, co robić. Chcą złamać chłopca, by wiedział, że gdy nie można przestrzegać zasad, trzeba użyć siły i niekonwencjonalnych rozwiązań. Ender wydaje się być w tym mistrzem. Pułkownik Graff nie myli się co do niego – inteligencja i umiejętności czynią z Endera drugiego Mazera Rackhama. Nie ma przyjaciół, nie ma mistrza i ucznia, są tylko wrogowie, których trzeba pokonać. Kim według Graffa, majora Andersona, Strategusa, Hegemona, czy nawet Rackhama jest nasz wróg? Poznając naturę Endera, możemy dowiedzieć się, że traktuje relacje z innymi ludźmi jak bitwę. Stara się poznać wroga, a gdy wie, jak to zrobić, zaczyna go kochać.
Jedna bitwa, by zapobiec kolejnym
Ender oficjalnie stoczył na kartach powieści dwie takie bitwy – pierwszą na początku, drugą w trakcie decydującego starcia z Formidami. Za pierwszym razem dotkliwie pobił większego od siebie chłopaka. Choć ten się już poddał, on zaczął go kopać. Zrobił to, by dryblas już się od niego odczepił i więcej go nie atakował, ten ruch został doceniony przez Graffa jako decyzja strategiczna. Sam Ender nie pochwalił tego, ponieważ stał się wtedy za bardzo podobny do swego brutalnego brata. Gdzie zatem leży granica między obroną konieczną a przemocą? Jak się okazuje, w tym jednym ruchu, jednej decyzji. Obrona konieczna to hasło klucz, jeśli chodzi o walkę ludzi z Formidami. Gdy dochodzi do ostatniej bitwy, nikt nie wie, że to nie będzie symulacja. Ender musi podjąć kilka dramatycznych decyzji, rezygnuje z ochrony m.in. transportowców na rzecz całkowitego osłonięcia swojej tajnej broni – narzędzia absolutnej zagłady. Poświęca tysiące żołnierzy, czekając na ruch wroga.
W międzyczasie dowiaduje się, że obcy także mają problem z przeludnieniem, stąd ich nieudane próby kolonizacji. Ja, jako czytelniczka, zaczęłam mieć wtedy wątpliwości co do robali, czy to na pewno takie złe i zimnokrwiste istoty, jak je nam dotychczas przedstawiano? Formidzi mają tzw. świadomość zbiorową, jak owady. Robią wszystko, o czym pomyśli królowa. Także za pomocą myśli porozumiewają się. Bitwa jest trudna, konieczne będzie zniszczenie wszystkich królowych za pomocą reakcji łańcuchowej wytworzonej z najlepszej broni floty Endera. Można pozwolić sobie tylko na jeden strzał, bo broń ładuje się bardzo długo. Ender postanawia zniszczyć całą planetę, na której stacjonują królowe, ponieważ nie widział innego rozwiązania, by wygrać bitwę. Jak pomyślał, tak zrobił. Chwilę później miał przed oczami obrazy spalonej planety, obecni przy poczynaniach chłopca przedstawiciele władz zaczęli mu gratulować. Okazało się, że nie była to kolejna ćwiczebna symulacja, lecz prawdziwa bitwa. Stoczona z prawdziwymi kosmitami. To oznaczało, że wybił całą rasę Formidów, wygrał wszystkie pozostałe bitwy w Trzeciej Inwazji. Stał się bohaterem, uratował ludzkość. Ale czy na pewno?
„To jego flota, my możemy się tylko przyglądać”
Po bitwie Ender zaczął czuć do siebie obrzydzenie, pamiętajmy, że nie miał wtedy 13 lat. Przyznano mu stopień admirała, ale co z tego? Czy bycie „kosmicznym Hitlerem” to powód do dumy? Wszystko to niepokoi tym bardziej, że Ender do końca nie dowiedział się o swoim przeznaczeniu. Manipulowano nim nawet wtedy, gdy myślał, że jest już w pełni wolny. Choć Graff zapewniał chłopca, że wróci do domu jako bohater, on się nim nie czuje. W tym momencie zostajemy wciągnięci w wir filozoficznych przemyśleń: która z tych postaw jest bardziej słuszna? Z jednej strony obrona ludzkości jest uzasadniona, jednak ratując około 8 miliardów ludzkich istnień, poświęcił życie wielu żołnierzy i całą pozaziemską cywilizację, z pewnością liczniejszą niż wszyscy ludzie na ziemi. Wszystkich tych rzeczy dokonał będąc jeszcze dzieckiem. Ale zwróćmy uwagę na pewne zjawisko. Współczujemy Enderowi i zastanawiamy się jak dowódcy mogli wpaść na pomysł werbowania dzieci (Graff sam powiedział, że będą się zastanawiać nad moralnością swoich działań dopiero po zakończeniu wojny, a poza tym dzieci potrafią zrobić wiele rzeczy dużo lepiej niż dorośli). Takie zjawiska zdarzają się również i w naszym świecie, konkretnie w Afryce. Tam dzieci są porywane i grozi się im zamordowaniem rodziny, jeśli nie zgodzą się wstąpić do armii. Potem są odurzane narkotykami, by ślepo służyły terrorystom. Wiem, że nie można porównywać tego, co się dzieje w Afryce do wydarzeń z powieści Carda. Jednak ranga tych problemów wydaje się podobna; ośmielę się twierdzić, że właśnie o tym pisał autor Gry Endera. Problemy są wśród nas, ale sztuką jest umieć je dostrzegać. Na koniec przytoczę kolejnego klasyka: „O tempora, o mores”.
