adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Sprawdź nowy numer konta

Wesprzyj

Pismo Święte, nauka, sola scriptura

magazine cover

Rola Pisma Świętego i jak go nie czytać

Czym dla protestantów jest sola scripura i jak to wpływa na naukę? Dlaczego katolickie spojrzenie na wiele spraw związanych z etyką i medycyną różni się od punktu widzenia wspólnot protestanckich?

Kościół Katolicki uważa Biblię za zbiór ksiąg natchnionych mających dwóch autorów – Boga i człowieka, przedstawiający historię kolejnych przymierzy między Bogiem, a ludźmi. Stary Testament został stworzony we wspólnocie pierwszego narodu wybranego, a Nowy wyrósł z wiary Kościoła i jest związany z jego życiem. Syntezę nauki katolickiej o natchnieniu Pisma Świętego podaje nam Sobór Watykański II w Konstytucji o Objawieniu Bożym: „Prawdy przez Boga objawione, które są zawarte i wyrażone w Piśmie Świętym, spisane zostały pod natchnieniem Ducha Świętego. Albowiem święta Matka Kościół uważa na podstawie wiary apostolskiej księgi tak Starego, jak Nowego Testamentu w całości, ze wszystkimi ich częściami za święte i kanoniczne dlatego, że spisane pod natchnieniem Ducha Świętego (…) Boga mają za autora i jako takie zostały Kościołowi przekazane. Do sporządzenia Ksiąg świętych wybrał Bóg ludzi, którymi jako używającymi własnych zdolności i sił posłużył się, aby przy Jego działaniu w nich i przez nich, jako prawdziwi autorowie przekazali na piśmie to wszystko i tylko to, co On chciał” (KO 11). „Ewangelia jest w Kościele źródłem wszelkiej zbawczej prawdy i zasad postępowania” (Sobór Trydencki, DS. 1501; NR 87; BF III 10). Spisanie dziejów relacji Boga i człowieka oraz słów natchnionych w formie niezmienionej i ponadczasowej było niezbędne, aby Pismo mogło być rozprzestrzenione po świecie, badane przez uczonych oraz towarzyszyło nam w codziennym życiu. Jednak ludzka natura została skażona naszą wrodzoną pychą i często Słowo Boże jest traktowane nie tak, jak być powinno. W tym artykule zostanie poruszone podejście przyjmowania słowa Bożego bez żadnej rozwagi, z wyłączeniem autorytetu Kościoła oraz (o zgrozo) dosłownie.

„Przeto, bracia, trwajcie niewzruszenie i trzymajcie się przekazanej nauki, której nauczyliście się czy to przez mowę, czy przez list nasz” (2 Tes 2,15). Przytoczony fragment Nowego Testamentu jest jednym z podstawowych argumentów wiążących dla ludzi Kościoła, traktujących o wadze jego nauki oraz jej roli w rozumieniu słów Pisma Świętego. Katolik czytając objawienie, modląc się słowem lub odprawiając medytacje biblijne zawsze powinien dzielić się swoimi przemyśleniami ze swoim kierownikiem duchowym, aby to, co wywnioskował, pozostało w jedności z nauką kościoła.

Czym jest, a czym nie jest „tylko Pismo”?

U naszych braci odłączonych jest jednak nieco inaczej. Istnieje bowiem zasada sola scriptura (łac. tylko Pismo), jedna z pięciu zasad protestantyzmu, zaraz obok sola fide (łac. tylko wiara), sola gratia (łac. tylko łaska), solus Christus (łac. tylko Chrystus), soli Deo gloria (łac. tylko Bogu chwała), która stała się jednym z naczelnych haseł reformacji. Kojarzymy ją na ogół z działalnością Marcina Lutra. Zasada tylko Pismo, mimo iż leży u podstaw ruchu reformatorskiego, przenika cały świat chrześcijański niezależnie od wyznania. Paradoksalnie fakt znajdowania przez „solę” zwolenników we wszystkich odłamach chrześcijaństwa powoduje, że jej odczytanie i znaczenie ulega wykrzywieniu. Dla lepszego zrozumienia tej zasady, w jej maksymalnie zbliżonej do pierwotnej formie, powołam się na artykuł pastora wspólnoty ewangelicko – reformowanej w Gdańsku, Pawła Bartosika1, który wylicza podstawowe błędy w jej pojmowaniu, gdyż tak jak katolicy często nie rozumieją twierdzeń własnej wiary, tak nasi bracia odłączeni muszą być napominani w swojej. Uznałem więc, że przytoczenie najczęstszych nieścisłości oraz obrona tej zasady według wspomnianego wyżej pastora będzie dobrym wstępem do dalszych rozważań i pozwoli części katolików zauważyć, gdzie popełniają błąd i mityzują znaczenie tego filaru reformacji.

Pierwszym z nich jest twierdzenie, iż „pierwotny Kościół nie stosował zasady sola scriptura, więc jest ona niewłaściwą metodą”. Autor artykułu podaje tutaj: „zasada »Tylko Pismo« dotyczy standardu wiary w erze Nowego Przymierza od czasu skompletowania wszystkich kanonicznych ksiąg”.

Drugim przytoczonym problemem jest „Wierzę w sola scriptura, więc czytam tylko Biblię”. Pastor w swojej wypowiedzi przestrzega swoich wiernych: „Jest to zarówno naiwny, jak i niebezpieczny przejaw odejścia od… treści Pisma. Samo to stwierdzenie jest dopowiedzeniem do Biblii treści, której ona nie zawiera. To nic innego jak ludzka interpretacja, próba odczytania jej nauczania. Ponadto jest całkowicie błędna, ponieważ sama Biblia zachęca nas do uczenia się, korzystania z mądrości, dorobku innych. Psalm 119, 130 naucza: >>Wykład słów twoich oświeca, daje rozum prostaczkom<<”. Jak widzimy są protestanci, którzy słusznie uważają, iż czytanie tylko i wyłącznie Pisma Świętego oraz odrzucenie każdej innej książki to zubożenie człowieka.

Kolejnym wymienionym problemem i ostatnim, który przytoczę, jest „Wierzę w sola scriptura, więc po co mi Kościół?”. Przyznam szczerze, iż odpowiedź pastora Bartosika jest zaskakująca: „Powyższa postawa całkowicie przeczy zasadzie sola scriptura. Jest nie tylko przejawem pychy, niezależności i indywidualizmu, ale także nie rozpoznaje kontekstu, w jakim Pismo zostało dane oraz w jakim powinno być odczytywane. […] Pismo powinno być wyjaśniane, interpretowane w kontekście Ludu Bożego. Biblia jest objawieniem woli Oblubieńca przekazanym Oblubienicy. Będąc poza Kościołem (widzialnym, nie zaś tym w atmosferze lub w obłokach) wyłączamy się z grona jej adresatów. Oczywiście osobista lektura Pisma, wnioski badaczy, antropologów biblijnych, komentatorów są cennym źródłem poznania, lecz powinny być osadzone w kontekście Kościoła i konfrontowane, porównywane, badane z jego nauczaniem”.

Czym w takim razie powinna być zasada „tylko Pismo”? Według pastora Pawła Bartosika jest to zasada polegająca na tym, że:

– „Pismo Święte, całe Pismo Święte i tylko Pismo Święte jest najwyższym autorytetem, ostatecznym standardem treści wiary i praktyki wiary chrześcijanina”;

– „nauczanie Kościoła, orzeczenia Soborów, Tradycja, katechizmy itp. jakkolwiek mogą być cenne i służyć zachęcie chrześcijan, lepszemu zrozumieniu Biblii, to ich wartość, użyteczność powinna być oceniona i przyjęta lub odrzucona w odniesieniu do zgodności z Pismem Świętym” (czyli zakładamy, że zwłaszcza pierwsze sobory oraz pierwsi papieże byli omylni i nie było w tym czasie prowadzenia Ducha Świętego);

– „zachęca do korzystania z pozabiblijnych źródeł”;

– „dotyczy sposobu, w jaki Bóg przemawia w autorytatywny, natchniony sposób »po czasach apostolskich« (po powstaniu ksiąg kanonicznych)…”;

– „nie prowadzi do lekceważącego podejścia do Kościoła. Wręcz przeciwnie. Mówi, że Biblia jest dokumentem przymierza danym »Kościołowi powszechnemu«, nie zaś jednej z jego gałęzi, nurtów. Filarem i podwaliną prawdy jest ten właśnie Kościół – 1 Tm 3,15 (nie zaś jego część). To Kościół posiada kompetencje, autorytet, by Słowo wyjaśniać, interpretować (nie zaś pozakościelne organizacje, badacze archeologii biblijnej, mesjańscy Żydzi itp.). Nie jest on bowiem wytworem kultury, ludzkiego pragmatyzmu, lecz Oblubienicą Chrystusa. To Pan powołał Kościół, odżywia go, zarządza nim i prowadzi ku dojrzałości. Słowo powinno być publicznie głoszone w kościele poprzez powołanych do tego biskupów, księży, pastorów” (osobiście uważam ten za najciekawszy punkt całego artykułu, który swoja drogą bardzo polecam – odnośnik w przypisie 1 – lecz wgłębiając się w znaczenie tego podpunktu można zaobserwować, że poruszana jest tylko kwestia autorytetu organizacji kościelnej, lecz nie ma wspomnianej roli wiodącej w odczytywaniu znaczenia Pisma Świętego);

– dotyczy całego Pisma (Starego i Nowego Testamentu).

Skoro zostały już poruszone kwestie traktujące o tym, czym sola scriptura nie powinna być, można wrócić do człowieka, od którego wszystko się zaczęło, mianowicie augustianina z Wittenbergi, który jest uważany za ojca wszystkich protestantów. „Prosty chrześcijanin zbrojny jedynie Pismem Świętym jest tym, który winien stać ponad papieżem i soborem bez Pisma” (M. Luter).

Jest jeszcze jeden cytat, który pozwala dobrze zobrazować istotę tego jednego z pięciu filarów protestantyzmu. Jego autorem jest angielski teolog, duchowny, współtwórca ruchu metodystycznego John Wesley: „We wszystkich przypadkach, to Kościół ma być osądzany przez Biblię, a nie Biblia przez kościół”.

Nieuznana zasada i jej zagrożenia

Sola scriptura nie występuje w Biblii, co czyni tę zasadę samobójczą. Według ruchów reformatorskich jej podstawą biblijną są następujące fragmenty: „Wszelkie Pismo od Boga natchnione [jest] i pożyteczne do nauczania, do przekonywania, do poprawiania, do kształcenia w sprawiedliwości – aby człowiek Boży był doskonały, przysposobiony do każdego dobrego czynu” (2 Tm 3,16-17); „Ja świadczę każdemu, kto słucha słów proroctwa tej księgi: jeśliby ktoś do nich cokolwiek dołożył, Bóg mu dołoży plag zapisanych w tej księdze. A jeśliby ktoś odjął co ze słów księgi tego proroctwa, to Bóg odejmie jego udział w drzewie życia i w Mieście Świętym – które są opisane w tej księdze” (Ap. 22,18-19); „Mówiąc to, miałem na myśli, bracia, mnie samego i Apollosa, ze względu na was, abyście mogli zrozumieć, że nie wolno wykraczać ponad to, co zostało napisane, i niech nikt w swej pysze nie wynosi się nad drugiego” (1 Kor 4,6). Zgodnie z duchem artykułu pozostawiam je do wolnej interpretacji. W tym samym Piśmie Świętym pojawia się jednak fragment: „Mamy jednak mocniejszą, prorocką mowę, a dobrze zrobicie, jeżeli będziecie przy niej trwali jak przy lampie, która świeci w ciemnym miejscu, aż dzień zaświta, a gwiazda poranna wzejdzie w waszych sercach. To przede wszystkim miejcie na uwadze, że żadne proroctwo Pisma nie jest dla prywatnego wyjaśnienia” (2 P 1, 19-21), który wyraźnie zaprzecza wspomnianej wyżej zasadzie. Zostaje w nim zawarte napomnienie, aby Słowo Boże było interpretowane w Kościele oraz z Kościołem. Na pytanie, dlaczego wspólnota Kościoła stawia taki nacisk dotyczący zachowania jedności indywidualnych przemyśleń z tradycją i naukami Kościoła odpowiedź możemy znaleźć w kolejnym fragmencie: „Jak również we wszystkich listach, w których mówi o tym. Są w nich trudne do zrozumienia pewne sprawy, które ludzie niedouczeni i mało utwierdzeni opacznie tłumaczą, tak samo jak i inne Pisma, na własną swoją zgubę. Wy zatem, umiłowani, wiedząc o tym wcześniej, strzeżcie się, abyście dając się uwieść błędom tych, którzy nie szanują praw Bożych, własnej stałości nie doprowadzili do upadku” (2 P 3,16a-17). Wykraczanie osobistej interpretacji poza ramy doktryny Kościoła powoduje odejście osoby od nawet najbardziej podstawowych prawd wiary. Dobrze można to prześledzić na przykładzie postępującej na przestrzeni pięciu wieków denominacjonizacji, czyli podziału, co do zasad, wykładni obowiązującej w danej wspólnocie wierzących. Powstały niezliczone odłamy protestantyzmu, różniące się od siebie zarówno w sprawach sprawowania obrzędów jak i w sprawach doktrynalnych, takich jak wymienione dla przykładu największe zbory protestanckie w USA:

  • Południowa Konwencja Baptystów
  • Zjednoczony Kościół Metodystyczny
  • Kościół Boży w Chrystusie
  • Narodowa Konwencja Baptystyczna USA
  • Kościół Ewangelicko-Luterański w Ameryce
  • Narodowa Konwencja Baptystyczna Ameryki
  • Zbory Boże, Kościół Prezbiteriański USA
  • Afrykański Kościół Metodystyczno-Episkopalny
  • Narodowa Misyjna Konwencja Baptystyczna Ameryki.

Sola scriptura a pseudonauka

Jeżeli odrzucone zostaną wszelkie alegorie, metafory oraz sens teologiczny, Pismo Święte zaczyna być kroniką historyczno-naukową. Z Księgi Rodzaju możemy dowiedzieć się o istnieniu ludzi, którzy żyli ponad 900 lat, wywnioskować, że świat powstał w 6 dni, a jedzenie mięsa to skutek grzechu pierworodnego. Jest to oczywiste uproszczenie, zaś osoby uczone w Piśmie, bibliści i teolodzy, zajmujący się zawodowo w imieniu wspólnoty Kościoła interpretacją Pisma Świętego, tłumaczą nam każdą z tych zawiłości biologicznych dwoma podstawowymi twierdzeniami. Pierwszym z nich jest fakt, iż pierwsze księgi Starego Testamentu były pisane przez ludzi natchnionych, ale jednak dla żyjących kilka tysięcy lat temu. Musiały zawierać uproszczenia, aby zawarte w Biblii fakty naukowe nie utrudniały i nie odwodziły współczesnego im czytelnika od prawdziwego sensu przymierza z Bogiem. Zauważmy, że w dzisiejszym świecie, gdzie nauka stoi na wysokim poziomie, istnieje coraz mniej ludzi, którzy są w stanie się tego wszystkiego nauczyć i zrozumieć, stąd powstają specjalizacje naukowe. 4000 lat temu nie byłoby najmniejszej szansy na inne przedstawienie historii powstania świata. Drugim powodem stosowania alegorii przez pierwszych autorów Słowa była chęć przekazania przede wszystkim prawdy teologicznej. Dobrym przykładem jest wyjaśnienie, dlaczego przez Księgę Rodzaju przewija się wątek ludzi żyjących prawie 1000 lat i ograniczenia czasu życia człowieka do stu dwudziestu lat. Przekaz jest prosty: mówi nam, że grzech zabija, a świętość pozwala przeżyć więcej. Na przestrzeni tysiącleci alegorie stają się coraz mniej czytelne, co jest normalnym zjawiskiem. Żyjemy jednak w dziwnym świecie, który dopuszcza istnienie idei opartej na dosłownym traktowaniu słów Księgi Rodzaju i powstaniu pseudonauki zwanej kreacjonizmem. Jest to jednak koncepcja dużo starsza niż to, co mamy dzisiaj i to, co jest propagowane przez ruchy reformatorskie, szczególnie w USA. Przez wieki koncepcja biblijnego opisu stworzenia świata była wiodąca w nauce chrześcijańskiej części świata.

Również przez wieki w miarę rozwoju i postępu metody naukowej, nowych doświadczeń empirycznych, rozszerzania pojęć nauk wyzwolonych, koncepcja ta przestawała być podstawową wykładnią świata nauki. Obecnie Kościół katolicki nie zabiera głosu w sprawie uznania jakiejkolwiek teorii czy prawa naukowego za jedyną słuszną wykładnię, ograniczając się do wypowiedzi tylko w tematach wątpliwych moralnie, zwłaszcza z dziedzin medycyny. Głównym założeniem kreacjonizmu jest, że Bóg Stwórca jest praprzyczyną wszystkiego. Nie byłoby nic niepoprawnego w tym stwierdzeniu, gdyż jest ono wzięte żywcem z Credo, gdyby nie próba wyjaśnienia, jak praojciec to wszystko zrobił. Tutaj trzeba zająć się podziałem kreacjonizmu na dwa nurty główne, mianowicie kreacjonizm młodej Ziemi (ang. young Earth creationism) oraz kreacjonizm starej Ziemi (ang. old Earth creationism).

Pierwszy zakłada, że Ziemia według interpretacji Biblii ma od ok. sześciu do ok. dziesięciu tysięcy lat i wraz z nią powstało życie oraz człowiek. Wszechświat został stworzony przez Boga z niczego (creatio ex nihilo). Zwolennicy tej teorii całkowicie odrzucają koncepcje wspólnego przodka, czy to u roślin, czy to u zwierząt, wymieranie gatunków zaś tłumaczą spekulacjami katastrofizmu (który sam w sobie jest przydatny również w tłumaczeniu procesów ewolucyjnych). Należy tutaj wspomnieć o biblijnym potopie, który w tym rozumieniu miał charakter ogólnoświatowy, zaś tłumaczenie jak do niego doszło zakłada płaszcz wodny nad atmosferą, który spadł na ziemię i wypiętrzył góry („dr” Kent Hovind – specjalnie w cudzysłowie, gdyż świat naukowy nie uznał jego dyplomu i tytułu) oraz inne ciekawe figury logiczne (owszem, istnieją pozabiblijne źródła dowodzące słuszności potopu na Bliskim Wschodzie, lecz nie ma źródeł z tego okresu dotyczących potopu w innych piśmiennych miejscach na świecie w tamtym czasie).

Kreacjonizm starej ziemi zakłada w dużym skrócie poprawność kolejności stworzenia świata według pierwszego biblijnego opisu, z wyłączeniem dokonania się go w ciągu 6 dni, a zgadzając się na naukowe ustalenia w kwestii wieku wszechświata. Ważnym założeniem jest również wybór Ziemi na kolebkę życia.

Wartym zauważenia faktem jest to, że obie wyżej wymienione teorie nie negują istnienia mutacji w obrębie genomu, lecz nakładają tej mutacji ograniczenia, które nie pozwalają na ewolucję w czasie, którego ona wymaga. Powyższa koncepcja gromadzi wokół siebie dość dużo zwolenników, zwłaszcza w USA, będących najczęściej „ortodoksyjnymi” protestantami.

Tabela z wynikami sondażu Gallupa z 2014 r. o pochodzeniu człowieka
Źródło: Gallup, sondaż z 8–11 maja 2014 r.

Poza dwiema podstawowymi szkołami kreacjonizmu mamy jeszcze teorię inteligentnego projektu. Jest to olbrzymia koncepcja z mnóstwem założeń, którą można skrócić do jednego zdania. Procesy biologiczne idą w parze z nieustannym działaniem siły wyższej. Takie stwierdzenie zaprzecza dużo częstszej myśli o roli Boga, jaką jest właśnie wykluczanie ciągłego wpływu stwórcy na proces tworzenia oraz traktowanie dzieła jako skończonego (co prawdę mówiąc jest bliższe słowom „siódmego dnia odpoczął”).

Jakie jest zdanie świata nauki na temat kreacjonizmu?

„Kwestionowanie teorii ewolucji – czymkolwiek motywowane – to zaprzeczanie faktom. To ustępstwo rozumu na rzecz ignorancji” (Tim D. White, paleontolog).

„Nic w biologii nie ma sensu, jeśli nie rozpatruje się tego w świetle teorii ewolucji” (Theodosius Dobzhansky, genetyk).

„Biologia ewolucyjna z pewnością nie wyjaśniła jeszcze wszystkich problemów, z jakimi borykają się biologowie, lecz teoria inteligentnego projektu nie podjęła, jak na razie przynajmniej, próby wyjaśnienia czegokolwiek” (Daniel C. Dennett, filozof).

„Każdy pogląd w obszarze nauk przyrodniczych, który nie uwzględnia Chrystusa, należy uznać za dogłębnie ubogi […] Nie da się zachować pojęciowej trafności jakiejkolwiek teorii naukowej, gdy ktoś pomija Jezusa” (William A. Dembski, filozof, matematyk).

Próby obalenia tego pseudonaukowego poglądu były podejmowane wielokrotnie. Przytoczmy tutaj eksperyment Stanleya Millera, który został przeprowadzony w 1953 r., w laboratorium Harolda C. Ureya na Uniwersytecie Chicagowskim. Polegał on na symulowaniu hipotetycznych warunków środowiska wczesnej ziemi i testował możliwość zaistnienia ewolucji chemicznej. Substancjami wyjściowymi były: woda, metan, amoniak i wodór. W sterylnym układzie dwóch kolb szklanych jedna została wypełniona częściowo wodą, druga zawierała elektrody, pomiędzy którymi przepuszczano wyładowania elektryczne symulujące wyładowania elektryczne w atmosferze. Była to symulacja mająca na celu pokazać możliwą drogę powstania związków organicznych w pierwotnej ziemskiej atmosferze. Po tygodniu trwania eksperymentu 10-15% węgla doprowadzonego do systemu znajdowało się w związkach organicznych. 2% węgla utworzyło trzynaście z dwudziestu dwóch aminokwasów budujących białka. Najczęstszym znajdowanym aminokwasem była glicyna (najprostszy aminokwas). W październiku 2008 r. ponownie przeanalizowano wyniki oryginalnych eksperymentów Millera stosując współczesne metody badawcze. Nowe wyniki wykazały, że w jednym z eksperymentów Millera powstały aż 22 różne aminokwasy.

Innymi tezami przytaczanymi przez kreacjonistów są między innymi: brak skamieniałości pośrednich, który można bez problemu wytłumaczyć małą szansą na ich znalezienie, oraz brak dowodów na makroewolucję (pozwolę sobie polecić stronę http://www.talkorigins.org/faqs/comdesc/, na której bardzo przystępnie opisany jest błąd w tym założeniu w 29 punktach).

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

Zapisz się na newsletter i bądź na bieżąco

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.

The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.