adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Sprawdź nowy numer konta

Wesprzyj

Leon X – bierny świadek początków reformacji

magazine cover

Leon X

Liber pontificalis ab ovo na novo, czyli o historii papiestwa wzmianka niecodzienna

Leon X. Reformator, człowiek swojego czasu, wybitny polityk, opiekun ubogich. A może ktoś kto zignorował kryzys Kościoła i bardziej zainteresował się świeckimi rozrywkami? Na to pytanie próbuje odpowiedzieć historia. Jedno jest pewne – to jedna z najbarwniejszych postaci tamtego okresu.

Rzym, 31 grudnia A.D. 1517. Zamek Świętego Anioła.

– Ten rok naprawdę nie należał do najlepszych – pomyślał przeglądając się w lustrze. – Najpierw zmarł Adriano, z którym przeżyłem wiele cudownych chwil, a dwa miesiące później odeszła słodka Sofia. Nigdy nie zapomnę jej śniadej cery, dużych, piwnych oczu i kształtnych piersi. Ech… Na domiar złego przeklęci Turcy powiększyli swe imperium o Mekkę, Medynę i Kair! A teraz jeszcze sprawa z tym augustianinem… I ten spisek Petrucciego! Co oni sobie myśleli?! Zabić mnie?! Papieża Świętego Kościoła Rzymskiego! Na szczęście, ci łajdacy zapłacili za wszystko swoimi głowami. Dobrze, że chociaż sobór udało się zakończyć!

Poirytowany Leon X spojrzał na wielkie łoże stojące w kącie sali Zamku Świętego Anioła. Zamek, choć obskurny i duszny, stanowił idealne miejsce dla spotkań z kochankami. To właśnie z powodu częstych igraszek cztery lata temu rozkazał wybudować windę, która zanosi każdego prosto do wytwornych papieskich apartamentów.

Tego wieczoru papież Leon czeka na Marcella – jednego z tych chłopaków błąkających się po porcie w Ostii, których za mieszek florenów można kupić na własność. Umówił się z nim o 20:00, by rozkosznie rozpocząć świętowanie Nowego Roku. Zaś około północy, na pobliskim wzgórzu watykańskim obejrzą pokaz fajerwerków.

– Oby w tym roku Giulio postarał się bardziej i załatwił te wielkie zielone sztuczne ognie, wybuchające wysoko ponad głowami – westchnął.

Giulio kardynał de’ Medici jest papieskim kuzynem, niedawno objął urząd wicekanclerza i to właśnie jemu powierzona została misja zbadania sprawy zakonnika z Wittenbergii.

– Gdyby Bóg naprawdę istniał, nie posadziłby na Tronie Piotrowym takiej kreatury – roześmiał się głośno, zerkając po raz kolejny w lustro.

Zaiste, Leon X był wyjątkowo brzydki. Wielka głowa osadzona na krótkiej szyi wraz z masywną klatką piersiową, podtrzymywana przez krótkie i cienkie nogi, pasowała bardziej do cyrkowego dziwadła niż następcy Księcia Apostołów. Jedyną część ciała, z której był naprawdę dumny stanowiły śnieżnobiałe ręce, które przyozdabiał drogocennymi pierścieniami.

– A może by tak urządzić karnawał, jakiego Rzym jeszcze nie widział? Tylko ile przeznaczyć? Sto tysięcy florenów? Dwieście? – w tym momencie do komnaty wszedł Marcello. – Zdecydowanie, kolejny rok będzie lepszy – zakończył swe rozważania i oddał się miłosnym uniesieniom.

Ten krótki wycinek z życia papieża Leona, choć wiąże w sobie fakty z „licentia poetica” autora, mógł wydarzyć się naprawdę, bowiem jego pontyfikat nie należał do tych, z których katolicy powinni być dumni. Jednak kim w rzeczywistości był Leon X? Czy racje mają twierdzący, iż stan ówczesnego Kościoła, a ściślej – Urzędu Nauczycielskiego Kościoła, był tak tragiczny, że prędzej czy później musiało dojść do wystąpień pokroju tych Marcina Lutra? Czy w tym papieżu tlił się choć niewielki płomyk wiary? Na te i inne pytania postaram się Drogi Czytelniku odpowiedzieć w tym artykule. Jednak już teraz trzeba zwrócić uwagę na pojawiające się problemy.

Pierwszy to mnogość relacji z omawianego okresu – mniej lub bardziej wiarygodnych i częstokroć sprzecznych. Kolejny polega na koloryzowaniu życiorysów papieży, zwłaszcza przez pryzmat pontyfikatu Aleksandra VI. Ostatnim zmartwieniem, wynikającym z poprzednich, jest częsta niespójność opracowań historycznych, która nie pozwala na jednoznaczne stwierdzenia, a daje nam jedynie przypuszczenia. Z tych to powodów ocenę postaci pozostawiam Tobie. Oczywiście musisz również zdać sobie sprawę, że w krótkiej notce nie jest możliwa prezentacja szczegółowych monografii i badań na temat tego pontifexa, dlatego swe rozważania będę opierał głównie na opus vitae niemieckiego historyka Ludwiga von Pastora – „Historia papieży od końca średniowiecza”.

Burzliwe życie w burzliwych czasach

Leon X urodził się we Florencji jako Giovanni di Lorenzo de’ Medici, syn władcy Florencji Wawrzyńca Wspaniałego. To dzięki staraniom ojca w wieku 11 lat został opatem na Monte Cassino, a mając lat 13 otrzymał nominację kardynalską od papieża Innocentego VIII. Obawiając się sprzeciwu kolegium kardynalskiego, papież uczynił to w sekrecie, a młodemu Medyceuszowi zakazał noszenia szat kardynalskich i insygniów, dopóki nie zgłębi prawa kanonicznego na Uniwersytecie w Pizie. Dopiero po 3 latach kreację kardynalską Giovanniego oficjalnie potwierdzono. Niestety następca Innocentego – słynny Aleksander VI – nie pałał sympatią do nowego purpurata i skazał go na wygnanie z rodzinnego miasta. Powrócił z niego w 1503 roku, gdy na Tronie Piotrowym zasiadł Juliusz II, a dokładnie dziesięć lat później – 11 marca 1513 roku został wybrany Głową Kościoła Rzymskiego. Tyle encyklopedii.

Rzym po pontyfikacie Juliusza II – pontyfikacie nieustannej wojny, zastraszania, tyranii i gróźb, potrzebował chwili wytchnienia. Zarówno jego mieszkańcy, jak i Kuria Rzymska byli zmęczeni ekscesami poprzednich papieży. Kogo więc wybrać? Najlepiej idealne przeciwieństwo Juliusza II. Osobnika, który odwoła finansowe ograniczenia unieważniające wybór papieża za pomocą symonii, odda purpuratom zaległości finansowe, a jego rządy będą cywilizowane. Takiego, który zejdzie z tego świata na tyle szybko, by pozostali również nacieszyli się przywilejem noszenia tiary. Nikt we Włoszech nie był na tyle głupi, by iść w ślady mnicha Savanaroli i atakować prawdziwe ideały renesansowej Italii – życie w spokoju i dobrobycie.

W szrankach stanęło dwóch kardynałów – Medici oraz Rafaello kardynał Riario. W Wiecznym Mieście stawiano 25 do 15 dla tego pierwszego. Po raz kolejny lud rzymski nie pomylił się – po kilkunastodniowym konklawe wybrano Mediciego. Jak się później okazało, w wyborze pomógł fortel zastosowany przez jego młodych popleczników. Zaczęli przekonywać starszą grupę purpuratów, że bardzo słabe zdrowie ich kandydata stanowi gwarancję krótkiego pontyfikatu, a ci połknęli przynętę. Gdy Medici został wniesiony na konklawe na noszach, nabrali odwagi i zagłosowali „za”. Podobno o wyniku głosowania obwieścił kardynał Farnese, wpadając na plac Świętego Piotra, krzycząc „Palle! Palle!” (pol. kule, które znajdują się w herbie Medicich).

Giovanni miał wtedy 37 lat i 3 miesiące. Przybrał imię Leona X i jako że w momencie wyboru nie był nawet księdzem – ostatni taki przypadek w historii papiestwa – już 15 marca przyjął święcenia prezbiteratu, a dwa dni później sakrę biskupią.

Zastanawiające, co spowodowało tak kiepski stan zdrowia kardynała z Florencji? Otóż, jak donosi Varillasa, cierpiał on na bardzo uciążliwe dolegliwości „w takiej części ciała, że przyzwoitość wzbrania ją wymienić”. Według plotek ich powodem była nieokiełznana sodomia, lecz z badań brytyjskiego historyka Gerarda Noela wynika, że dolegliwość ta była skutkiem owrzodzenia, a kontakty homoseksualne jedynie ją wzmagały.

Bogactwo po watykańsku

Koronacja potrójnymi koronami odbyła się 19 marca. Na świętowanie swojego zwycięstwa papież przeznaczył 100 000 z 700 000 dukatów zaoszczędzonych przez poprzednika. Roztrwonił je w jeden dzień. W Bazylice Świętego Piotra kardynał Farnese umieścił na głowie Leona tiarę. Następnie Ojciec Święty, ubrany w szaty przeszywane złotymi nićmi i pokryte klejnotami, udał się na białym koniu w kilkutysięcznym orszaku do Pałacu Laterańskiego na okazałą ucztę. Na Via del Blanco di Santo Spirito bankier Agostino Chigi wzniósł łuk z wyrzeźbionymi sylwetkami Apolla, Merkurego i Pallasa, nimf oraz centaurów. To właśnie na nim pojawił się napis wyryty złotymi literami: „Najpierw przeminęła Wenus. Potem odszedł bóg wojny. Teraz nastały czasy wielkiej Minerwy”. Znamienite, że na trasie przejazdu rzymscy bogacze ustawiali posągi pogańskich bogów – Diany, Bachusa, Herkulesa, Wenus, natomiast próżno byłoby szukać postaci świętych.

We wspomnieniach Marino Giorgiego znajduje się słynne zdanie, które papież miał wyrzec niedługo po wyborze do swojego brata Giuliano – „Bóg dał nam papiestwo. Zabawmy się!”. Zwrot ten, powtarzany przez wielu autorów, dziś wydaje się pozbawiony autentyczności. Przede wszystkim, dlatego, że Giorgi przybył do Rzymu dwa lata po elekcji Leona i nie mógłby być ich świadkiem. Co więcej, jako Wenecjanin, zapewne nie pałał serdecznością do Florentczyków. Najprawdopodobniej w swych notatkach zawarł jedną z anegdot krążących po Wiecznym Mieście, bowiem pojawia się ona w różnych wersjach także u innych pisarzy. Jednakże zdanie to uznane zostało przez potomnych za doskonałe podsumowanie rządów Leona.

Giovanni Medici „traktował papieski dwór jako centrum rozrywki” („The Catholic Encyclopedia”) – urządzał bale maskowe, serwował wystawne dania, wśród których pojawiały się mózgi małp, języczki papug czy przepiórki, a jak relacjonuje hrabia Chigi, srebrne tace wyrzucał do Tybru, bo chciał zaoszczędzić na zmywaniu. Opisy poszczególnych papieskich uciech, z pewnością podkoloryzowane, nie mogą być w całości fałszywe, bo jak inaczej wytłumaczyć pusty skarbiec watykański i ogromne długi po jego śmierci? Wszak czasy Celestyna V, preferującego modlitwę w pustelni bardziej niż pławienie się w luksusie, dawno minęły. Leon kochał polowania, publiczną grę w karty z kardynałami – gdy wygrał rzucał złote monety w tłum; uwielbiał teatr, muzykę, sztukę i literaturę, zwłaszcza tę lubieżną. Stał się prawdziwym mecenasem. Po Juliuszu II odziedziczył m.in. Michała Anioła i Rafaela. Ten drugi stał się propagandystą Medicich, chociażby uwieczniając czyny wielkich imienników papieża – Leona I, który powstrzymał Attylę, Leona III, który koronował Karola Wielkiego i Leona IV, który wybudował Urbs Leoniana – każdy miał rysy Leona X. Leoniański Rzym, jak nazywa go Pastor, stał się prawdziwą europejską stolicą kultury, o której z podziwem oraz nostalgią wspomina w swych dziennikach Erazm z Rotterdamu.

Watykan spółka z o.o.

Za Leona X Stolica Apostolska żyła z dnia na dzień dzięki pożyczkom bankierów florentyńskich i rzymskich. Papież zasłynął z prostych metod zarabiania pieniędzy. Na początku XVI wieku Rzym zamieszkiwało około 50 tysięcy mieszkańców, w tym aż 7000 stanowiły zarejestrowane prostytutki. Leon uznał, że papieskie domy publiczne przynoszą niewystarczające dochody, więc podniósł opłaty. Podobnie zwiększył ceny kapeluszy kardynalskich, od tej pory wahały się od 25 do 70 tysięcy florenów. Według jednej z wersji, to właśnie zbyt mała kwota zaproponowana przez Alfonso kardynała Petrucciego (prawdopodobnie kochanka papieża) za objęcie władzy w Sienie, a co za tym idzie powierzenie jej kuzynowi purpurata oferującemu więcej, doprowadziła do zamachu na życie Ojca Świętego. Choć próba przyłożenia jadu do odbytu papieża podczas doglądania jego hemoroidów spaliła na panewce, to stała się idealnym pretekstem do zarobienia kolejnych sum. Petrucci, jako kozioł ofiarny, został co prawda uduszony przez Maura za pomocą jedwabnego sznura w kolorze kardynalskiej purpury, ale już pozostali spiskowcy zapłacili grzywny od 5 do 50 tysięcy dukatów. Dodatkowo papież mianował 31 nowych kardynałów. Nie pomna nie dokonać konstatacji, że Leon X choć był rozrzutnikiem, wiedział też, jak uzdrawiać skarbiec.

Nie tylko papieskie zachcianki były kosztowne. Sporo pochłaniały również wojny

i zagrywki polityczne. Wprawdzie Leonowi daleko było do walecznych poprzedników, ale także na tym polu nie szczędził sił i środków dla realizacji swych celów. Przede wszystkim ochraniał przed wrogami swą rodzinną Florencję, miał zakusy na trony Neapolu i Mediolanu oraz dbał

o dobre stosunki z potężną Francją, by Hiszpania nie stała się jeszcze silniejsza na Półwyspie Apenińskim. Tymczasem prawdziwy problem czaił się w innej części Europy…

Bolesny rok przełomu

Rok 1517, który został zapamiętany jako początek luterańskiej reformacji, dla Italii nie miał wielkiego znaczenia. Rozdźwięk pomiędzy Włochami, a Niemcami był ogromny. Zarówno mentalny, obyczajowy, jak i kulturalny. Gdy na italskiej ziemi powstawały najwspanialsze dzieła renesansu, w północnej Europie wciąż pierwsze miejsce zajmowała sztuka późnego gotyku. Dodatkowo papieska administracja była scentralizowana i przesiąknięta urzędnikami włoskimi, którzy nie rozumieli problemów innych nacji. Brakowało więc jedynie katalizatora. Ten nadszedł niedługo po zakończeniu Soboru Laterańskiego V, który nie spełnił pokładanych w nim oczekiwań, szczególnie w zakresie dyscypliny duchowieństwa. Wzniosłe hasła okazały się li tylko słowami na papierze. Rozdźwięk pomiędzy duchowością, a sekularyzmem i niemoralne zachowania części kleru miały trwać nadal. Co więcej, papież ogłosił zbiórkę podatków na krucjatę przeciwko Turcji, choć nawet to nie pchnęło Lutra do wystąpienia, wszak kolejni papieże przychodzili, obiecywali krucjaty, pobierali daniny, ale żaden nie miał ochoty do walki na następnym froncie.

Dla Lutra kroplą, która przepełniła czarę była sprzedaż listów odpustowych w celu sfinansowania przebudowy Bazyliki Świętego Piotra, a przynajmniej tak ćwierkają źródła historyczne. W Niemczech proceder ten był wyjątkowo plugawy. Jego twarzą stał się Johann Tetzel OP, który wędrował po krajach związkowych i zachęcał do kupna Bożej łaski. Proceder ten, usprawniony przez prasy drukarskie, pozwalające na stworzenie tysięcy listów, stał się gigantycznym przedsięwzięciem. Sam Marcin Luter OSA opuścił bezpieczną Saksonię by usłyszeć, jak zachęca się plebs do zapłaty w gotówce, w zamian za świstek papieru zwalniający z czyśćca. Przeciwko tym praktykom 31 października 1517 roku Luter przybił swoje słynne 95 tez do drzwi Schloßkirche w Wittenberdze. 33-letni augustianin nie myślał wtedy o odłączeniu od Kościoła, jedyne czego pragnął to obrony swych postulatów w publicznej debacie.

Jak podaje ks. dr Marceli Nowakowski: „Tezy w 14 dni wszędzie były znane, i z entuzjazmem, zwłaszcza przez humanistów przyjęte. Tetzel odpowiedział 122 antytezami albo 95 częścią przez siebie (50) napisanymi, częścią przez swego nauczyciela Wimpinę profesora Uniwersytetu we Frankfurcie nad Odrą”. Prócz tych przeciw Lutrowi wystąpiło wielu wybitnych profesorów teologii, zwłaszcza z zakonu dominikanów. Rozpoczęła się walka na pióra i roznamiętniła dwa przeciwne obozy. Studenci w Wittenberdze spalili antytezy Tetzela, a Luter odpowiedział na nie w 20 artykułach, na co znów adwersarz w replice dowodził Lutrowi wspólności poglądów z Wiclifem i Husem. W kwietniu 1518 r. Tetzel spisuje 50 nowych tez, pragnąc na drodze naukowej przywieść Lutra do równowagi. Niestety ten już 14 stycznia pisał do przyjaciela swego Spalatina, że lekceważy dekrety Kościoła i tylko „czystą ewangelię” myśli głosić, gdyż wszystko otrzymał od Boga.

Kościół poobijany przez reformację

Z perspektywy czasu dziwi postawa papieża, ograniczającego swoje działania jedynie do wysyłania instrukcji prowincjałowi czy dominikanom, nazywającego niemieckie dysputy „mnisim sporem”. Błędna była ocena wydarzeń przez Ojca Świętego, który powinien zdawać sobie sprawę z tego, że ciągłe odmawianie oczyszczenia własnego poletka doprowadzi do ogromnych szkód dla Kościoła. Kroki podejmowane przez papieża zadziwiają tym bardziej, że sam pochodził z Florencji pamiętającej niedawne przecież wystąpienia Savanaroli. W dodatku tym razem cała historia nie potoczyła się na ziemi zamieszkiwanej przez najbardziej niestały z najbardziej niestałych narodów, a dotknęła twardych, konsekwentnych Niemców. Leon prawdopodobnie do końca myślał, że wystąpienie szeregowego mnicha uda się załatwić najprostszymi sposobami – przez potępienie Tetzela czy wysyłanie kolejnych nuncjuszy. Płonne to były nadzieje.

Należy jednak dla obrony papieża dodać, że Luter z jednej strony demonstrował pragnienie publicznej debaty, a z drugiej strony unikał jej jak ognia. Podczas kapituły zakonnej w Heidelbergu bronił go współpracownik, do Rzymu posyłał jedynie wyjaśnienia i nie stawił się na rozprawę w sądzie. Na upragnioną publiczną dysputę z wybitnym teologiem Johannem Eckiem OP wysłał początkowo swego przyjaciela Andrzeja Karlstadta, jednakże w końcu przybył osobiście. Debata nie powiodła się, Eck logiką, rozumem i nauką Kościoła górował; zakonnik napisze o niej później „male disputatum est”. Luter podejmuje zatem ofensywę na froncie rycerskim. Stara się przeciągnąć nowego cesarza Karola V na swą stronę i zjednać ludzi atakując postanowienia sejmu w Wormacji z 1495 roku, co częściowo mu się udaje. W końcu 12 czerwca 1520 roku bullą „Exsurge Domine” zagrożono Lutrowi ekskomuniką, jeśli w ciągu 60 dni nie odwoła swych błędów. Luter odpowiedział pismem, a bullę papieską z egzemplarzem „Corpus Juris Canonici” i pismami Ecka spalił w towarzystwie studentów przed bramą w Wittenberdze 10 grudnia o godzinie 9 rano.

Tymczasem legat papieski Aleksander, po upływie przepisanego czasu, w imieniu papieża rzucił ekskomunikę 3 stycznia 1521 roku na Lutra, a Karol V zażądał przywiedzenia Lutra na zjazd do Wormacji. Luter stawił się 18 kwietnia 1521 r. przed obliczem Karola V i miękkim głosem począł odwoływać się do soboru, ale nie wyrzekł się błędów. Prawdopodobnie tylko legendą są słowa, które miał wtedy wyrzec: „Oto stoję tu. Inaczej nie mogę. Tak mi dopomóż Bóg”. Po potępieniu przez Sejm uciekł po raz wtóry pod skrzydła elektora saskiego, by zająć się tłumaczeniem Nowego Testamentu na język niemiecki.

Leon X po krótkiej chorobie zmarł 1 grudnia 1521 roku. Nie wiadomo, co było powodem jego nagłej śmierci. Część historyków uważa, że został otruty, lecz nie ma na to bezpośrednich dowodów. Zdaniem większości – w tym Pastora – przyczyny papieskiego zejścia śmiertelnego należy upatrywać w malarii. Pogrzeb Leona odbył się w Bazylice Świętego Piotra i, jak na pochówek Papieża Renesansu, był bardzo skromny, a trumna prosta, bez ozdób. Dopiero Paweł III każe przenieść zwłoki do bazyliki Santa Maria Sopra Minerva i wybudować mu nagrobek z białego marmuru. Co ciekawe, nie ma na nim żadnej inskrypcji. Chichot losu, dla człowieka przed i po którym, nie było papieża, który pozostawiłby po sobie większą ilości złotych epigramów na rzymskich budowlach.

Próba oceny

Postać Leona na trwale wpisała się w niechlubną część historii Kościoła. Kiepski polityk, bez odpowiedniego zmysłu, prowadzący nieustannie podwójną grę nie zyskał szacunku wśród pozostałych władców. Jeszcze bardziej nierzetelny w sprawach religii, całkowicie zlekceważył sygnały ostrzegające, że autorytet duchowy Kościoła upada. Nie skorzystał też z setek wybitnych teologów w walce z Marcinem Lutrem, a przecież tęgie umysły dominikańskie czy franciszkańskie mogłyby zmiażdżyć tuziny Lutrów. Powszechnie papieżowi zarzuca się ateizm, choć jego słowa o „bajce o Chrystusie” są zapewne nieprawdziwe. Pastor twierdzi, że świeckość Leona była groźniejsza niż rozwiązłość Aleksandra VI. Spośród niewielu plusów tego pontyfikatu można wymienić szeroki mecenat artystyczny, bez którego z pewnością Wieczne Miasto nie wyglądałoby teraz tak pięknie.

Leon X był też miłosierny dla biednych i opuszczonych, przeznaczając co roku spore sumy dla potrzebujących. Założył nawet przytułek dla ubogich w Rzymie, który dotował z własnej skarbony. Wszystko to niestety sporo kosztowało i wkrótce papieski skarb był już pusty. Szacuje się, że w ciągu całego swojego pontyfikatu Leon X wydał sumę, jaka mogła utrzymać trzech papieży i jeszcze zadłużył się na poczet przyszłego. Jednak trzeba zaznaczyć, iż jego pontyfikat wolny był od obyczajowych skandali: Leon pobożnie odprawiał modlitwy, słuchał mszy i wypełniał inne religijne praktyki, a swe grzeszne zachcianki spełniał raczej z dala od tłumów.

Giovanni Medici na początku panowania korzystając z gry słów, rzekł, że będzie medykiem leczącym rany Kościoła i chrześcijaństwa, a w rzeczywistości sprowadził na Italię niepokoje polityczne, a na północną Europę serię konfliktów religijnych. Na szczęście dla Kościoła, pewien szlachcic baskijski, zraniony w nogę podczas obrony Pampeluny, właśnie przebywa na rekonwalescencji i dostaje do ręki książkę „Vita Christi” autorstwa Ludolfa OCart, ale ta historia potoczy się według nieco odmiennego, bożego scenariusza…

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

O autorze

Zapisz się na newsletter i bądź na bieżąco

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.

The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.