adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Sprawdź nowy numer konta

Wesprzyj
Rok Świętego Franciszka

Prawdziwa noc Siostry Księżyc

Hanna Górska

Czasami nawet tak oczywista rzecz jak nocleg może szybko okazać się nieoczywista. A coś, co wydawałoby się niedogodnością i niejednego zdenerwowało, można przy odpowiednim towarzystwie zamienić w miniprzygodę i atrakcję.

Nocleg, który przydzielono mi na Franciszkańskim Spotkaniu GO, po czasie okazał się wręcz legendarny. Wszyscy, którzy dostali ten przydział, mogli jeszcze bardziej od pozostałych uczestników poczuć Franciszkowego ducha, choć wbrew pozorom nie było to planem organizatorów.

Upał dzień i noc

Na Franciszkańskim Spotkaniu Młodych GO w Asyżu można było wykupić pakiet zawierający nocleg. Przy zapisach oczywiście podana była informacja, że będzie to nocleg typu pielgrzymkowego: jakaś sala czy szkoła. Na pielgrzymce bywałam wiele razy i miałam wrażenie, że nic mnie nie zaskoczy, a jednak zaskoczyło. Należy bowiem wziąć pod uwagę, że chodziło tutaj nie tylko o nocleg typowo pielgrzymkowy, ale też trwające we Włoszech w tym czasie czterdziestostopniowe upały i temperaturę, która w nocy nie spadała poniżej dwudziestu pięciu stopni.

I te właśnie upały przyczyniły się do tego, że nocleg, na który trafiłam, stał się wręcz legendą, o której mówiło się z uśmiechem i radością. W końcu to franciszkańskie spotkanie i zamiast narzekania każdy przekuł niewygodę w radość i coś, o czym można opowiadać jako o miniprzygodzie.

Hala sportowa, a może sauna?

Mój nocleg znajdował się w hali sportowej. Pomimo tego, że wielkie drzwi były otwarte z obu stron, to niestety powietrze zdawało się obojętne na tę sytuację i uparcie stało w miejscu. Przy uporczywym włoskim upale pomieszczenie nagrzewało się niczym piekarnik przez metalowe poszycie dachu. Ciepłota to jedno, ale zaduch – to dopiero było coś.

Kiedy po wieczornym rozpoczęciu, które miało miejsce przed Bazyliką Świętego Franciszka, autokary odwiozły nas na nocleg, myśleliśmy o tym, by szybko się umyć i iść spać. Każdy miał już zajęty jakiś kąt sali, rozłożoną karimatę, bagaż.

Jednak po chwili przebywania w hali każdy szybko dostrzegał, że powietrze jest wręcz gęste od zaduchu i gorąca. Nawet stojąc kilka kroków od wielkich drzwi, nie odczuwało się ulgi. Powietrze zdawało się ciałem stałym, a nie gazem. Po chwili pierwsze osoby chwyciły za karimaty i zniknęły w ciemności za drzwiami. Chwila namysłu i kolejni poszli w ich ślady. Ostatecznie więcej ludzi wyszło niż zostało w środku.

Zobacz też:   Czy Kościół może być cool?

Ucieczka

W moim sercu pojawiła się niepewność. Stwierdziłam, że może za chwilę zdołam się przyzwyczaić. Zasnę, bo jestem zmęczona, i będzie dobrze. Jednak nie zasnęłam, czułam jedynie, jak robię się coraz bardziej mokra od potu. Zamiast błogiego snu przychodziło coraz bardziej nerwowe przekręcanie się i próby zapewnienia sobie choć odrobiny chłodu i rześkości.

Wszystko to było na nic, więc po chwili i ja dołączyłam do noclegu pod gołym niebem. Nie zapaliłam latarki w telefonie, żeby nie obudzić tych, co już pół godziny temu podjęli tę decyzję i których, w niejednym przypadku, ciała głośnym chrapaniem przytakiwały, że to był dobry wybór.

Kiedy wychodziłam z hali, światło było zgaszone, więc moje oczy zdążyły już przywyknąć do ciemności. Zaczęłam rozglądać się za wolnym miejscem. Rzuciłam karimatę na trawnik kilkanaście kroków od hali i ułożyłam się do snu.

Spadająca gwiazda

Po chwili uśmiechnęłam się sama do siebie. Na mojej plakietce uczestnika, którą zostawiłam z resztą rzeczy w hali, znajdował się napis „Siostra Księżyc”. Taką nazwę miał mój pakiet uczestnika. W duchu zaśmiałam się: „Prawdziwy nocleg Siostry Księżyc”.

Na zewnątrz było na tyle ciepło, że i tu nie musiałam przykrywać się śpiworem. Jednocześnie nie panowały tu zaduch i gorąco, z jakimi trzeba było mierzyć się w hali. Po czasie spędzonym w pomieszczeniu nocne powietrze na zewnątrz okazało się naprawdę bardzo przyjemne i orzeźwiające.

Nawet zbyt orzeźwiające, bo w pewnym momencie rozbudziły mnie delikatne powiewy wiatru. Oczu nie pozwalał zamknąć także urok gwiazd, które wręcz wzywały, by nacieszyć się ich pięknem. A spadająca gwiazda była niczym potwierdzające echo tego wołania.

Dodatkowo w głowie i sercu kłębiła się masa myśli i emocji związanych z tym, że będę czytać na mszy z papieżem, o czym dowiedziałam się zaledwie kilka godzin wcześniej. Trochę się martwiłam, że powinnam spać, a nie rozmyślać i oglądać gwiazdy. Choć jeszcze wtedy nie wiedziałam, że to będzie moja najdłuższa noc na tym spotkaniu. A każda kolejna okaże się drastycznie krótsza.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

Zapisz się na newsletter i bądź na bieżąco

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.

The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.