Św. Augustyn, Tomasz a Kempis, Jan od Krzyża i wszyscy inni święci- każdy z nich w czasie swojego życia doznawał nieustannego nawracania swojej duszy, decydował się na odwracanie się od swojej grzesznej natury w stronę życia nadprzyrodzonego, Bożej miłości. Co ich łączy? Wszystkie te osoby potrafiły stwierdzić, że nie stoją najwyżej w otaczającym je świecie. Co więcej, były w stanie powiedzieć, że są najniżej wobec wszystkich dookoła- ludzi, którzy ich otaczali i samego Boga. Każdy z nich odnalazł w sobie i praktykował cnotę pokory- przyjrzyjmy się jej bliżej.
W tym miesiącu, 14 lutego, w Kościele Katolickim rozpoczynamy okres Wielkiego Postu- czas niezwykły dla każdego wierzącego. Znowu pochylimy się nad pokutnym aspektem naszej wiary, a więc nad modlitwą, postem, jałmużną i metanoią, czyli nawróceniem. No właśnie- dlaczego, zapytają niektórzy, mam się nawracać? Przecież wierzę, chodzę do kościoła co niedzielę, modlę się rano i wieczorem. Po co mi nawrócenie?
Odpowiedź na to pytanie jest prosta – metanoia nie jest jednorazowym wydarzeniem, ale sposobem na życie. Każdy z nas powinien nawracać się codziennie od swoich grzechów, powstawać z brudu złych uczynków do czystości duszy. Jest jednak jeden warunek, bez którego cały proces nawrócenia, tak istotny w wierze i duchowości, nie może się ziścić – jest nim pokora. Niniejszy artykuł będzie
Peccavimus1…
Pierwszym i w zasadzie kluczowym dla samego procesu nawrócenia aspektem pokory jest stanięcie w prawdzie o swojej grzeszności i ułomności. Nieuznawanie faktu popełniania grzechów i niedoskonałości swoich uczynków wyklucza sam proces nawrócenia. Metanoia jest zawsze odwróceniem się od czegoś w inną stronę odejście z ciemności tego, co było i wyrażenie woli chodzenia w światłości. Ten pierwszy aspekt uniżenia to pokorne spojrzenie na samego siebie, które pozwoli na stanięcie w prawdzie i uznanie się za człowieka grzesznego. Prowadzi to do poznania siebie samego, a to z kolei przyniesie ze sobą możliwość słusznego osądu. Św. Tomasz a Kempis pisze:
“Kto dobrze zna samego siebie, ten czuje całą swoją nikczemność […] Poznać siebie i sobą pogardzać, to najwyższa i najpożyteczniejsza nauka.”2
Jakże moglibyśmy się nawrócić od naszych grzechów, jeśli nie będziemy dostrzegać ich zła? Tylko człowiek zadufany w sobie, zawsze pewny o słuszności swojego postępowania, odrzuci nawrócenie, bo w swojej świadomości nie będzie go potrzebował.
Dokąd pójść?
Gdyby powyższy aspekt pokory wprowadził do swojego życia człowiek niewierzący – uznał, że popełnia złe uczynki i potrzebuje wewnętrznej przemiany (nawet dla samej poprawy swoich relacji z innymi ludźmi) – to stałby przed nie lada wyzwaniem. Od razu praktycznie stanie przed następującą myślą – jak mogę własnymi siłami się zmienić, skoro jestem niedoskonały i popełniam złe uczynki? W jaki sposób mam odrzucić moje dotychczasowe życie, skoro kryją się we mnie złe skłonności? Pochylając się nad tą myślą, możemy przejść do kolejnego aspektu uniżenia – ukorzenia się wobec samego Boga. Jeśli nie mogę uczynić nic własnymi siłami, przytłacza mnie moja słabość, to powinienem zwrócić się z prośbą o pomoc do Kogoś większego ode mnie, do Osoby, która ma moc przemienić moje życie. Taką możliwość posiada jedynie Pan Zastępów, ten który “tak świat utwierdził, że się nie zachwieje” , Najwyższy Bóg. Warto w tym kontekście przytoczyć słowa św. Franciszka z Asyżu:
„Kim jesteś Ty Panie, a kim jestem ja? Jeśli to pojmę, zrozumiem wszystko.”
Kolejnym krokiem na drodze pokory będzie uniżenie się przed Tym, dla którego całe nawrócenie będzie miało sens i przez którego się ono dokona. Do czego, do kogo miałbym się nawracać, jeśli nie uznawałbym prymatu Boga nade mną, grzesznikiem, tego, że żyję tylko dzięki Jego łaskawości? Jeśli będziemy w stanie upaść na kolana i wyznać Panu swoje grzechy, to proces nawrócenia będzie mógł w nas zaistnieć. Zostaniemy umocnieni Jego łaską, a nasze dusze wybieleją jak śnieg.
Miłujcie się wzajemnie
Kolejną kwestią, niezwykle istotną, którą należy poruszyć, jest uniżenie wobec drugiego człowieka. Jako ludzie, miewamy ogromny problem z tym, że mamy stanąć niżej niż ktoś, kto de facto jest na równi z nami. Kiedy uniżenie wobec Boga jest w pełni logiczne i zrozumiałe, pokora okazywana drugiemu człowiekowi, na pierwszy rzut oka, już nie. Dlaczego mam uważać się za kogoś mniej ważnego? To pytanie dosyć często pojawia się w dzisiejszych czasach, gdy wiele rozmawia się o godności człowieka. Rzecz w tym, że taka postawa wcale nie zagraża godności osoby ludzkiej, wręcz przeciwnie. Jezus powiedział przecież w wieczerniku: “Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Sługa nie jest większy od swego pana ani wysłannik od tego, który go posłał. 17 Wiedząc to będziecie błogosławieni, gdy według tego będziecie postępować”
Zachęcenie do wzajemnej służby to właśnie prośba o uniżenie się wobec każdego bliźniego, którą Zbawiciel kieruje do każdego z nas. Ta bezinteresowna miłość, wyrażona w uniżeniu przed braćmi jest niejako zwieńczeniem procesu nawrócenia. O naszej wewnętrznej przemianie będzie świadczył Boży Pokój, z którym będziemy szli do innych ludzi i służyli im, napełniając ich miłością Bożą.
“Dobrze to dla mnie, że mnie poniżyłeś”
Własne uniżenie, początkowo bardzo niezrozumiałe i trudne dla człowieka, wydaje wielkie owoce. Z pewnością słyszeliśmy słowa Maryi z hymnu “Magnificat”: “Strącił władców z tronu, a wywyższył pokornych”. Na pierwszy rzut oka, godząca w naszą godność pokora czyni nas wyższymi w oczach Boga – bardziej wsławionymi zasługami na życie wieczne i oczyszczonymi z grzechów.
Pozostaje jednak pytanie, jak osiągnąć tak miłe w oczach Boga uniżenie, skąd czerpać potrzebny wzorzec. Z odpowiedzią przychodzi nam, między innymi, Sługa Boży Fulton J. Sheen: “Człowiek musi obumrzeć w swojej grzesznej naturze, w dawnym Adamie, w swoim dziedzictwie Upadku. Może to zrobić wyłącznie poprzez ofiarę, poprzez wzięcie swojego krzyża każdego dnia i podążanie za Chrystusem.”1
Jezus w swoim zupełnym uniżeniu, aż do śmierci krzyżowej, uczy nas swojej Boskiej Pokory. Ukazuje nam, w swojej Ofierze, wzór naszej ofiarności w miłości i służbie bliźnim.
Prośmy Pana, abyśmy zawsze byli skłonni do praktykowania pokory w tych trzech aspektach – stawali w prawdzie o swoich grzechach, w uniżeniu wyznawali je Najwyższemu, a następnie służyli w miłości naszym braciom.
- Fulton J. Sheen, “Wstęp do religii”, Kraków 2015, s. 87 ↩︎
