Kiedy Krzysztof Kolumb po odkryciu Nowego Świata wrócił do Europy i opowiadał o bogactwach, jakie zobaczył w nowych krainach, zauważył, że żadne z nich nie może się równać ze skarbem, jakim jest dusza Indian. Z kolei papież Aleksander VI w bulli Inter Caetera z 1493 r. (pół roku po odkryciu Ameryki) stwierdził, że Indianie „wydają się wystarczająco zdolni, żeby przyjąć wiarę katolicką”. Nie trzeba było dużo czasu, aby misjonarze europejscy udali się za ocean w celu głoszenia Dobrej Nowiny tubylcom amerykańskim.
Czy Indianie są ludźmi?
Niemniej jednak stosunek do ludów zamieszkujących Amerykę nie był zawsze jednoznaczny. Oprócz piękna „indiańskiej duszy”, europejscy podróżnicy spotykali się nieraz z prawdziwymi dzikusami i odrażającymi praktykami, jak np. ofiary składane z ludzi. Takie zjawiska, połączone z chęcią zysku za wszelką cenę, skłoniły niektórych Europejczyków do głoszenia opinii, iż tubylcy nie są przeznaczeni do przyjęcia wiary chrześcijańskiej, gdyż ich natura bardziej przypomina naturę zwierzęcą niż ludzką. Zdawało się też, że Biblia o tych ludach milczała, więc głoszono opinię, że Indianie nie są potomkami Adama. Kwestionowano ich człowieczeństwo, a tym samym i wszystkie prawa i przywileje, jakimi Bóg obdarzył człowieka – koronę swojego dzieła stworzenia. Z tego wynikała konkluzja, że przedstawiciele tych ludów stworzeni są po to, aby służyć „człowiekowi”. Takie rozumowanie stało się pretekstem do zniewolenia Indian, zabierania im ziemi, mordowania oraz całego szeregu niesprawiedliwości, które trwały kilka stuleci, często również w imię chrześcijańskiego Boga.
Jak do tego ustosunkował się Kościół w osobie zastępcy Jezusa Chrystusa na ziemi, papieża rzymskiego? Po wspomnianej już bulli Aleksandra VI zachęcającej do chrystianizacji Indian (co jest równoznaczne ze stwierdzeniem, że są ludźmi), w 1537 r. ukazała się encyklika Sublimus Dei papieża Pawła III, rozprawiająca się wprost z tendencją „odczłowieczania” Indian. Papież stanowczo potępił wspomniane opinie, wskazując na samego diabła jako ich źródło i uroczyście potwierdził, że „Indianie są rzeczywiście ludźmi”. Co więcej, rozkazał, że niezależnie od jakichkolwiek innych opinii, „nie mogą być w żadnym wypadku pozbawieni swojej wolności ani posiadania swojej własności, nawet wtedy, gdy pozostają poza wiarą w Jezusa Chrystusa. I mogą, i powinni, i legalnie, i w sposób nieskrępowany, cieszyć się swoją wolnością i tym, co posiadają. W żaden sposób nie mogą być więzieni, a jeżeli coś takiego miałoby się zdarzyć, to będzie to nieważne i w związku z tym nie może zostać wykonane”.
O ile dzisiaj człowieczeństwo Indian (a tak samo i czarnoskórych) może wydawać się rzeczą oczywistą, o tyle to tam, gdzie rozkazy papieskie nie obowiązywały, czyli w świecie protestanckim, świadomość o tym kształtowała się w długim procesie dziejowym. Na terytoriach pod panowaniem Wielkiej Brytanii oraz w Stanach Zjednoczonych po ich powstaniu, oprócz ludobójstwa północnoamerykańskich Indian, aż do późnego XIX w. kwitło niewolnictwo, a głęboko w XX wiek zaszły takie praktyki jak „apartheidˮ lub eksponowanie Pigmejów w ogrodach zoologicznych razem z małpami. Tymczasem katolicka Hiszpania od XVI w. zakładała w Nowym Świecie uniwersytety otwarte dla wszystkich ras, wspierała konserwację języków tubylczych oraz wydawanie książek w tych językach, a nawet zachęcała do zawierania małżeństw z Indianami. Niecałe pięć lat po encyklice Sublimus Dei król Hiszpanii Karol V wprowadził ustawy zakazujące zniewalania Indian.
Nie oznacza to, że katolicy też nie zabrudzili swoich rąk, począwszy od odrażających zbrodni niektórych konkwistadorów, aż do czynnego udziału w handlu niewolnikami. Te niegodne praktyki były w takim stopniu rozpowszechnione, że papieże wielokrotnie zajmowali się nimi w swoich dokumentach. Warto się jednak cofnąć do czasów starożytnych i przyjrzeć stosunkowi Kościoła katolickiego do niewolnictwa jeszcze u samych jego początków.
Pierwsi chrześcijanie wobec niewolnictwa
Kiedy chrześcijaństwo dopiero rodziło się, niewolnictwo było jedną z podstawowych instytucji społecznych. Opierał się na nim cały starożytny ład społeczno-ekonomiczny. Chrześcijanie natomiast, choć wywodzili się z tego społeczeństwa, głosili, że „nie masz Żyda ani Greka, nie masz niewolnika ani wolnego (…); albowiem wszyscy jedno jesteście w Jezusie Chrystusie” (Ga 3, 28). Nie podejmowali się jednak żadnych rewolucji lub walk na rzecz zniesienia niewolnictwa, lecz niewolnictwo w obrębie swojej wspólnoty niejako ignorowali, tj. wolni obywatele chrześcijańscy w niewolnikach upatrywali swoich braci z pełnią ich ludzkiej godności, zacierając w ten sposób mury podziału klasowego pomiędzy nimi, czego przykładem są słowa św. Pawła w sprawie niewolnika Onezyma w liście do jego właściciela, Filemona: „Może bowiem po to oddalił się od ciebie na krótki czas, abyś go odebrał na zawsze, już nie jako niewolnika, lecz więcej niż niewolnika, jako brata umiłowanego” (Flm 1, 15–16). Co więcej, rozpowszechniła się praktyka uwalniania niewolników nawet poprzez sprzedawanie samych siebie w niewolnictwo w zamian za wolność drugiego człowieka. Niewolnicy mogli zostawać kapłanami tak samo jak i ludzie „wolni”, a dwóch niewolników nawet zostało papieżami. Byli to Pius I (140–155 r.) i Kalikst I (217–222 r.).
Chrześcijaństwo więc nie doprowadziło do zbrojnej rewolucji społecznej, lecz do stopniowej, powolnej, ale długotrwałej w skutki przemiany kulturowej. Z tego powodu wraz z upadkiem Imperium Rzymskiego pogrzebane zostało niewolnictwo. W średniowiecznej, chrześcijańskiej Europie, ład społeczny i ekonomiczny po raz pierwszy nie opierał się na niewolnictwie, które umarło śmiercią naturalną. Jednak jeszcze przed odkryciem Ameryki Kościół katolicki stanął po raz kolejny przed wyzwaniem niewolnictwa.
Odrodzenie niewolnictwa w świecie chrześcijańskim w XV w.
Stało się to kilkadziesiąt lat przed wyprawą Kolumba, kiedy Europejczycy odkryli Wyspy Kanaryjskie i zniewolili lokalną ludność. Wieść o tym dotarła do papieża Eugena IV, który wydał bullę Sicut Dudum nakazującą bezwarunkowe uwolnienie wszystkich pojmanych niewolników w ciągu 15 dni po jej opublikowaniu i to pod groźbą automatycznej ekskomuniki. Ten i późniejsze dokumenty (jak już wspomniany Sublimus Dei), nie położyły jednak kresu praktyce niewolnictwa, która zaczęła wdzierać się „tylnymi drzwiami”.
Przykładowo: kiedy Portugalczycy pod koniec XV w. przybyli na Wyspy św. Tomasza i Książęce u zachodnich wybrzeży Afryki, zwrócili się do przywódców rdzennych państewek środkowoafrykańskich w poszukiwaniu siły roboczej dla ich plantacji trzciny cukrowej. Zaoferowano im wtedy jeńców wojennych, którzy mieli pracować na tych plantacjach za darmo. Kościół nigdy nie sprzeciwiał się pracy przymusowej jako sposobowi odbycia kary tak długo, jak zachowana jest godność osobista skazańca wynikająca z jego człowieczeństwa. Taki układ okazał się jednak zbyt kuszący zarówno dla Portugalczyków, którzy prawie za darmo mogli pozyskać siłę roboczą, jak i dla przywódców afrykańskich państewek, dla których polowanie na niewolników w afrykańskiej dżungli stało się ważnym źródłem dochodu. W ten sposób rozpoczęło się przewożenie czarnoskórych niewolników do plantacji w Brazylii, a z podobnych praktyk zaczęły korzystać również inne państwa.
Werdykt Stolicy Apostolskiej
Z wątpliwościami co do moralności takiego postępowania zwracano się też do Stolicy Apostolskiej. Odpowiedź udzielona na jedno z takich pytań przez Kongregację Świętego Oficjum z 20 marca 1686 r. była jednoznaczna: zniewalać i handlować niewolnikami nie wolno, a właściciele niewolników winni są ich uwolnić i zrekompensować wyrządzoną im krzywdę. Nie była to jedyna interwencja Stolicy Apostolskiej. W sumie na przestrzeni XVI-XVIII w. niewolnictwo zostało potępione przez szereg papieży: Grzegorza XIV, Urbana VIII, Innocentego XI i Benedykta XIV.
Papież Pius VII w czasie kongresu wiedeńskiego w 1815 r., na którym zebrali się przedstawiciele wszystkich europejskich mocarstw, zabiegał o całkowite zaprzestanie handlu niewolnikami. Jego następca Grzegorz XVI w wydanej w 1839 r. encyklice In supremo apostolatus zniewalanie i korzystanie z pracy niewolniczej określił praktykami „absolutnie niegodnymi imienia chrześcijańskiego”. Zakazał również głoszenia przez chrześcijan poglądów, które pod jakimkolwiek pretekstem usprawiedliwiają handel czarnoskórymi. Papież Leon XIII w encyklice In plurimus (1888 r.) powtórzył potępienie niewolnictwa, wykładając w sposób wyczerpujący nauczanie katolickie w tej sprawie. Już w 1890 r. wydał encyklikę Catholicae Ecclesiae, w której przedstawił program wyzwalania niewolników za pieniądze Kościoła, wysłane w tym celu do misjonarzy w Afryce.
Zakończenie
W czasie wizyty w Stanach Zjednoczonych w 1979 r. Jan Paweł II powiedział do swoich słuchaczy: „papież jest waszym przyjacielem i sługą waszego człowieczeństwa”. W duchu takiej służby człowieczeństwu, Kościół już w dwóch różnych epokach historycznych, chociaż często w sposób, który mógł się wydawać i zbyt powolny, i nawet czasami niewystarczająco zdecydowany, przyczynił się do zniesienia niewolnictwa. Niezależnie od osób, które zasiadały na Stolicy Piotrowej, nauczanie w tej sprawie pozostawało niezmienne. Miało w sobie również siłę, aby przemienić kulturę. Kościół stał na straży godności człowieka niezależnie od pochodzenia lub koloru skóry – był antyrasistowski „before it was cool” (ang. zanim stało się to popularne). Duch katolicki zawsze cechował się pewną „ślepotą” na cechy etniczno-biologiczne, ponieważ zapatrzony jest w nieśmiertelną ludzką duszę. Cechował się też świadomością, iż „istnieje tylko jedna rasa – Boża rasa, a jej rodowód znajduje się w Księdze Rodzaju” (jak w 1942 r., kiedy obowiązywały ustawy rasowe, odważnie z ambony przypominał bł. Alojzy Stepinac). Ta Boża rasa zagrożona jest również dzisiaj nowymi formami zniewolenia. W tym kontekście nie wolno nigdy zapominać tego wielkiego dziedzictwa, które Kościół pozostawił dzisiejszym pokoleniom zarówno jako oparcie, jak i zadanie.
