Papież 11 lipca 2017 roku wydał motu proprio, które wprowadza trzeci typ spraw beatyfikacyjnych i kanonizacyjnych. Od tego momentu, oprócz heroiczności cnót (wyznawcy) i męczeństwa za wiarę (męczennicy) Kościół otworzył trzecią drogę: ofiara z życia. Dlaczego Franciszek podjął taką decyzję? I czy Kościołowi potrzebny jest rzeczywiście ,,nowy typ’’ błogosławionych i świętych?
W opublikowanym w lipcu ubiegłego roku liście apostolskim w formie motu proprio „Maiorem hac dilectionem” (Nikt nie ma większej miłości) papież Franciszek zdecydował się na odważny krok. W Kościele otworzyła się nowa droga na ołtarze: „dobrowolne oddanie życia z miłości”. Aby proces był poprowadzony tym trybem musi zachodzić wyraźny związek pomiędzy oddaniem życia, a przedwczesną śmiercią. Ważne jest także wykazywanie się „cnotami chrześcijańskimi zanim odda się życie” oraz śmierć w opinii świętości. Oznacza to, że kandydat na ołtarze w wyniku ofiarnego czynu, uratowania kogoś, sam utraci życie.
Rewolucja czy ewolucja?
Motu proprio podaje 5 warunków, które muszą zostać spełnione, by sprawa została prowadzona wg kryteriów ,,ofiarowania życia’’:
1 – dobrowolne i szczere ofiarowanie życia oraz heroiczna zgoda – motywowana miłością chrześcijańską – na pewną i mającą niebawem nastąpić śmierć;
2 – powiązanie między ofiarowaniem życia i nagłą śmiercią;
3 – praktykowanie, przynajmniej w stopniu zwyczajnym, cnót chrześcijańskich przed ofiarowaniem życia i później aż do śmierci;
4 – istnienie opinii świętości i znaków, przynajmniej po śmierci;
5 – konieczność cudu do beatyfikacji, który nastąpił po śmierci sługi Bożego i za jego wstawiennictwem.
Jak widzimy 3 z 5 warunków są znane jeśli chodzi o procesy wyznawców – a mianowicie: praktykowanie cnót, opinia świętości oraz konieczność cudu (którego nie ma w wypadku męczenników). Motu proprio jest także pod względem prawnym dokumentem zmieniającym konstytucję apostolską Divinus perfectionis Magister z 1983 roku oraz normy uszczegóławiające. Franciszek zwrócił uwagę na podział większe zaangażowanie lokalnych episkopatów w procesy oraz przypomniał, że zabronione jest organizowanie mów pochwalnych czy nabożeństw ku czci sług Bożych, tym bardziej, gdy sugeruje swoistą ,,pewność’’ pozytywnego zakończenia procesu. Dokument stworzył więc szansę do wyklarowania się sytuacji i nie ryzykowania naginania, szczególnie definicji męczeństwa, kiedy okoliczności śmierci i motywacje sprawców nie były jasne.
Można więc zauważyć, że stworzenie trzeciej drogi spraw beatyfikacyjnych i kanonizacyjnych połączyło warunki, stawiające wyznawcom z pewną motywacją, której podobne cechy występowały u męczenników. Cały dokument, powiązaniem z konstytucją apostolską Jana Pawła II i odniesieniami do obowiązującego prawa zdaje się bardziej ewolucją niż rewolucją. Jednak warto zadać pytanie, dlaczego papież Franciszek zdecydował się na tak odważny krok, który zmienia spojrzenie na wiele przyszłych procesów?
Nieszablonowe biografie
Żeby zrozumieć decyzję papieża, musimy wykonać pewien semantyczny krok w tył i wyjaśnić sobie czym jest męczeństwo. Jest to kwalifikacja typu spraw beatyfikacyjnych i kanonizacyjnych, według której kandydat na ołtarze traci swoje życie z rąk napastnika/napastników nienawidzących wiary. W związku z tym, od wielu lat specyfika życiorysów wielu świętych kazała się zastanowić, do której z grup przypisać daną sprawę. Przychodzą mi na myśl przypadki spraw bł. Karola de Foucauld i św. Maksymiliana Marii Kolbego. Pierwszy z nich został zastrzelony przypadkowo przez 16 letniego chłopca 2 grudnia podczas oblężenia fortu. Nie ma tutaj mowy o męczeństwie, chociaż ludność chrześcijańska w Algierii była prześladowana, to sprawca spowodował śmierć nieświadomie, ponadto nie uczynił tego z nienawiści do wiary. W przypadku św. Maksymiliana sytuacja jest nieco bardziej skomplikowana. Franciszkanin został beatyfikowany jako wyznawca, ponieważ Kongregacja przyjęłą ‘’sztywną’’ definicję męczeństwa, uznając, że zakonnik wydał się na śmierć dobrowolnie, a nie był to bezpośredni atak ze strony oprawców. Sprawa, już za pontyfikatu papieża Jana Pawła II została prowadzona wg drogi męczeństwa. Tym razem uznano, że niemiecki nazizm jest bezbożnym systemem, który uderza w porządek moralny. W toku sprawy przyjęto znacznie szerszą definicję męczeństwa, postrzeganą jako krwawa ofiara z życia, pomimo, że o. Maksymilian znalazł się w bunkrze głodowym na własną prośbę, zgłaszając się za Franciszka Gajowniczka.
Dlatego jedną z motywacji papieża mogła być troska o to, by definicja męczeństwa była właściwa i nie trzeba byłoby jej dopasowywać do życiorysu świętego. Jednym słowem papieża mogły przekonać dziesiątki nieszablonowych biografii sług Bożych, które nie wpisują się w prosty schemat życia wyznawcy, ale jednocześnie nie są klasycznym męczeństwem. Dziś takie postaci jak bł. Karol czy św. Maksymilian, mogłyby być czczone jako osoby, które ofiarowały życie. Po drugie, co jest wyraźnym rysem pontyfikatu Franciszka, papież prawdopodobnie chciał zwrócić uwagę na ofiarniczość i rolę poświęcenia w życiu chrześcijańskim.
Ziarno pszenicy
Kto zatem w przyszłości mógłby dołączyć do grona sług Bożych, których procesy prowadzi się ścieżką ,,ofiarowania życia’’? Według agencji Ansa jednym z takich przykładów może być ciężarna kobieta, która oczekując narodzin dziecka, rezygnuje z kuracji, która mogłaby go zabić, poświęcając za to swoje życie. Jednak możemy przyjąć inne przykłady: może być to misjonarz, który zachoruje na dżumę i umrze, troszcząc się o chorych lub ratownik górski, który świadomy ryzyka, ratuje poszkodowanych, jednak sam ginie. Wreszcie, to może być katolik, który pełniąc dzieła miłosierdzia traci życie, by chronić innych i nieść im Ewangelię. Co jasne, heroiczna śmierć powinna być poprzedzona przykładnym, chrześcijańskim życiem, ponieważ nie chodzi o promowanie brawury czy odwagi na pokaz, ale dojrzałego życia, którego zwieńczeniem może być heroiczna decyzja o złożeniu ofiary dla bliźnich.
Chociaż wprowadzenie nowej drogi procesów beatyfikacyjnych i kanonizacyjnych nie wprowadzi rewolucji w liturgii, jak nowy kolor szat czy zmiana formuł modlitewnych, to administracyjna ewolucja prawa wzywa nas do jednego. Byśmy patrzyli na swoje życie jako na dar, który otrzymujemy z rąk Boga i umieli dzielić się nim z innymi. Bo tak, jak w życiu heroicznych uczniów Chrystusa, tak i w naszym ciągle aktualne, chociaż niełatwe, jest wezwanie Ewangelii: ,,Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeśli obumrze, przynosi plon obfity’ (J 12, 24). Oto logika chrześcijańska, która stoi w kontrze do logiki świata – oddać coś po ludzku najcenniejszego dla siebie, by móc wydać jeszcze większy plon.
