W wieku 12 lat przyjął chrzest, a w swojej twórczości odnosi się do chrześcijańskiej symboliki. Jednocześnie jest homoseksualistą, który opowiedział się za Emanuelem Macronem. Kim naprawdę jest Woodkid?
Ciemna sala koncertowa, na scenie białe stroje członków orkiestry. Przed nią stoi nieruchoma ciemna sylwetka. Zapala się światło: biała, niebotycznie długa koszula, kapelusz z szerokim rondem i idealnie przystrzyżona broda mogą przywodzić na myśl hipstera. Pierwsze skojarzenie może być także odmienne. Na przedramionach artysty można dostrzec wytatuowane klucze. Skrzyżowane ze sobą ilustrują okładkę jego jedynej płyty: „Zdecydowałem się użyć kluczy, ponieważ symbolizują religię – papieskie klucze i Watykan. Religa jest bardzo ważna dla mojej muzyki” – mówi Woodkid, muzyk pełen sprzeczności, dobrze oddający charakter naszej zagubionej współczesności.
Woodkid, czyli Yoann Lemoine, to Francuz o polsko-żydowskich korzeniach. Choć w wieku 12 lat przyjął chrzest i w swojej twórczości odwołuje się do symboliki chrześcijańskiej, jest jednocześnie homoseksualistą, który nie wahał się zabrać głosu przy wyborach prezydenckich we Francji, jasno opowiadając się za Emanuelem Macronem.
To człowiek o wielu twarzach także ze względu na swoje zainteresowania. Studiował animację i rysunek, pracował przy Arturze i Minimkach Bessona, a także Marii Antoninie Sophii Coppoli, tworząc do nich grafiki i animacje. Pracował także w reklamie (na co wpływ miał zapewne fakt, że jego oboje rodzice pracowali w agencjach reklamowych). Pracował m.in. dla Diora oraz francuskiej telewizji dziecięcej tworząc animowaną reklamę, za która dostał nagrodę na festiwalu filmów reklamowych w Cannes.
Woodkid nie czuł się jednak dobrze w świecie reklamy, w jednym z wywiadów przyznał: „Jako dziecko nie miałem w sobie takiej nienawiści do reklamy jak teraz”. Być może to był jeden z powodów, dla których Lemoine głównie poświecił się muzyce. Zanim wydał płytę był przede wszystkim znany z reżyserowania teledysków dla innych muzyków: Moby’ego, Lany Del Rey, Katy Perry czy Rihanny.
Jego własny, debiutancki album był tworzony przez cztery lata, co dobrze oddaje to, w jak dokładny sposób muzyk realizuje swoje wizje (wystarczy zobaczyć jak widowiskowe i przemyślane pod względem wizualnym są jego koncerty). Dwa słowa mają tu znacznie i odwołują się do tego, co stanowi temat przewodni nie tylko płyty, ale i całej twórczości muzyka. Jego sceniczny pseudonim „Woodkid” odwołuje się do czasów dzieciństwa, zbitka dwóch słów: „drewno” i „dziecko”. To zobrazowanie jego własnego doświadczenia. Lemoine dorastał na francuskiej prowincji i to właśnie naturę utożsamia z dzieciństwem. Nazwa płyty The Golden age odwołuje się do tego okresu, złotego czasu, który przeminął, który został bezpowrotnie utracony. Bohaterem płyty staje się dziecko, które „dorasta i przekształca się w kamień i marmur, które reprezentuje miasto”. Te symbole przewijają się przez całą płytę. The Golden Age jest metaforyczną opowieścią o przemianie naznaczonej niezgodą i buntem. Wyczuwalny dramatyzm jest jednocześnie niezwykle wzniosły. Nazwać płytę Woodkida popową byłoby przekłamujące, dlatego sam muzyk nazywa swoją twórczość epickim popem. W wielu utworach obecne są chóry, bębny, organy, trąby, marszowe tempo. Walka to jeden z motywów jego utworów, a świat w jego teledyskach zdaje się rozpadać.
Pierwszy utwór, który bierze swą nazwę z tytułu płyty to właściwe 10-minutowy krótki metraż. Woodkid ukazuje miejsce przypominające tereny Missisipi, a jednym z nieodłącznych elementów jest błoto, ziemia i brud widoczny na bohaterach i na dziecku, które staje się bohaterem teledysku. Ten brud zdaje się ukazywać namacalność dzieciństwa, bliskość z naturą. Ona sama jest tu bohaterem i w tonacjach czerni i bieli może nabierać nawet nieco groźnego charakteru, ale słowa z piosenki „golden age is over” zdają się sugerować, że to zmierzch nad doliną jest groźny. Utwór kończą niepokojące organy, a chłopiec być może ostatni raz spogląda na dłoń zaciśniętą przez dłoń śpiącego rodzica z poczuciem, że czas spokoju i bezpieczeństwa właśnie się kończy.
Pomimo tego mrocznego klimatu, na początku teledysku towarzyszy nam pełne słońce wypełniające taflę wody, przez którą płyną mężczyźni i chłopcy. „Walking on the fields of gold” – ta pierwsza fraza jest być może odwołaniem do utworu Stinga Fields of gold:
„Many years have passed since those summer days
Among the fields of barley
See the children run as the sun goes down
Among the fields of gold”
The Golden Age niewątpliwie naznaczone jest tym samym odczuciem, wykraczającym poza sentyment, bo będącym pragnieniem odzyskania tego świata. Teledysk ukazuje jednocześnie wielopokoleniową i wielodzietną rodzinę, a słowa: „Boy, we’re family. No matter what they say” brzmią niemal jak deklaracja, jak opowiedzenie się za światem, który dla współczesnego zachodniego społeczeństwa jest czymś obcym, a nawet uznawanym za niebezpieczne.
W pierwszym utworze płyty jest też już podkreślone pouczcie nie tylko straty, ale i upadku jaki wiązać może się z okresem dorastania, czy z samym dorosłym życiem: „Did you ever feel, we’re falling as we grow?”
W teledysku do utworu Iron obraz pozostaje nadal czarno biały, ale tym razem jest on bardziej wystylizowany. Na muzyczną scenę mocniej wkraczają bębny. To muzyka wojenna i taki także jest tekst utworu. W teledysku jeden z bohaterów unosi czarny sztandar ze skrzyżowanymi białymi kluczami, które pojawią się w teledysku kilkukrotnie pod różnymi postaciami. Czy są czymś więcej niż estetycznym zapożyczeniem z kościelnej symboliki?
„A soldier on my own, I don’t know the way
I’m riding up the heights of shame
I’m waiting for the call, the hand on the chest
I’m ready for the fight and fate”
Ta jedna zwrotka ukazuje potrzebę określenia kierunku, otrzymania wezwania: „Z dłonią na piersi, jestem gotowy na walkę i przeznaczenie”. Może to wyrażenie potrzeby jednoznaczności i działania ukierunkowanego ku rzeczom wzniosłym, które zatracają się we współczesnym świecie? Jednak różne postaci wojowników wyrwanych jakby z odmiennych światów, mogą odsyłać także do dziecięcej wyobraźni. Kolorystyka teledysków Woodkida jest taka, jak świat widziany oczami dziecka: dzieli się na biały i czarny, droga jest jasna i prosta, a walka stanowi przygodę. Nie otrzymujemy tu jednoznacznej odpowiedzi, choć jednego jesteśmy pewni: rozpadu. Zapowiedziana ciemna noc z The Golden Age zamienia się tu w czarny grad meteorytów, który przetrzebia uciekającą armię wojowników. Książeczka z dwoma kluczami przypominająca książeczkę do nabożeństwa rozpada się, zaczerniała od ognia.
Motyw ucieczki i rozpadu pojawia się także w teledysku do Run, boy Run, który zaczyna się obrazem modernistycznego budynku rodem z lat 20., który kończy również teledysk do Iron. Ten sam chłopiec ucieka, choć nie wiadomo przed kim: „You’ll be a Man, Boy!But for now it’s time to Run, it’s time to Run!”
Ucieczka chłopca zdaje się ucieczką przed dorastaniem, być może przedwczesnym. W tekście padają słowa o ucieczce przed światem, który spróbuje złapać chłopca, o społeczeństwie, które próbuje zatrzymać jego bieg. Na końcu biegu wśród fantazyjnych potworów, statku i kolejnych symboli dziecięcej, a właściwe chłopięcej przygody – miecza i hełmu – zarysowuje się jednak wielkie miasto na wzór modernistycznego, miasta z wizji radzieckich i niemieckich architektów.
Miasto, choć jest groźne, jest jednocześnie czymś bardzo estetycznym, jak estetyczny jest mundurek szkolny chłopca, jak estetyczni są wojownicy i symbole kluczy. Można zadać pytanie o to, czy elementy, z których skleja swój świat Woodkid są zaledwie pewnym wizualnym zabiegiem, czy utrzymuje w sobie głębsze znaczenia?
Utwór The Great Escape, który jest bardziej optymistyczną wersją Run Boy Run, nie daje na to odwiedzi, choć staje się obrazem dającym nadzieję ukazując obraz światła, wyzwolenia i nieba (pada tu jednak słowo „sky” a nie „heaven”).
„Cos boy I feel that men are meant to be
More than the shadows of each other”
Utworem jeszcze mocniej zadającym pytanie o religijne motywacje twórcy jest Stabat Mater:
„Now the night is bathing in disgrace,
Hey, do you still braid some flowers in your hair,
Come the sound of boots and metal chains,
Hey, will the perfume of the daisies remain?”
Czy idąc za tytułem te słowa mogą odnosić się do Matki Bożej, czy znów jednak słowa o wojnie, która kiedyś była „jedynie grą” nie jest znów odniesieniem do dzieciństwa? A może jednak można to połączyć. Woodkid – tłumacząc swoje odniesienie do papieskich kluczy – mówił, że „reprezentują mnie jako dziecko pragnące stać się dorosłym, są powiązane z motywem religii i wojny”.
Religia jako wojna, jako zmaganie, w którym podejmuje się trud życia w świecie. O idei „Ecclesia Militans” – „kościele wojującym” przypominał chociażby Benedykt XVI. Zdaje się jednak, że w przypadku francuskiego muzyka to wojenne zmaganie, ten wewnętrzny konflikt osadzony jest bardziej na osobistym zmaganiu sprzężonym z końcem dzieciństwa i własną seksualnością. Ale czy w dzieciństwie nasza wiara nie jest jasna i prosta? Świat czarno-biały jak w opowieści muzyka, gdy Bóg jest dla nas pewną ostoją, gdy wystarczy nam zapewnienie własnych rodziców o sensie wiary. Wraz z dorastaniem nie tylko tracimy to uczucie, ale pojawiają się pytania, wątpliwości i nie znajdujemy na nie prostych odpowiedzi. Niektórzy oddalają się od Boga, a dorastanie staje się jednocześnie momentem utraty wiary.
Tego elementu można się dopatrywać w twórczości Woodkida, nawet jeśli tak silnie na pierwszy plan wysuwa się element estetyczny. Widać, że artystę intryguje religijna muzyka z jej podniosłością, estetyczny monumentalizm i pewna tajemniczość symboli i pojęć. Jednak trudno także zapomnieć o homoseksualizmie twórcy. Niektóre z utworów Woodkida są piosenkami miłosnymi i choć nie zawierają one w sobie jednoznacznych odniesień, naznaczone są bardziej cielesną niż duchowa miłością, tak jak w The Shore, choć teledysk do I love kieruje nas na początku do przestrzeni Kościoła. Chyba że to pewien rodzaj prowokacji, jakiej podjął się chociażby Hosier w utworze Take me to the church, odrzucając krytykę homoseksualizmu głoszoną przez Kościół. Przypadek Woodkida jest jednak odmienny: „Nie jestem religijny, nie w dogmatycznym sensie. Dorastałem w katolickich instytucjach i musiałem się modlić każdej nocy, ale to były bzdury. Jestem bardzo uduchowiony i modlę się po swojemu, ponieważ wierzę w coś większego. Nie lubię myśleć, że na te bardzo intymne i istotne metafizyczne pytanie o sens życia można odpowiedzieć w ten sam sposób dla każdego człowieka żyjącego na tej planecie”.
Z drugiej strony po ataku na redakcję Charlie Hebdo w 2015 r. Woodkid napisał na Twiterze: „Nie zapominajmy, że religia oznacza braterstwo, wybaczenie i wiarę dla większości wierzących. To jest piękne. Potępiajmy dogmatyzm, nie religię”. Odnosząc się do słów z Boat Song, czy „możemy płynąć prosto? Albo będziemy zdmuchnięci z kursu? Czy jesteśmy narzędziami przeznaczenia, czy naprawdę mamy wybór?”. Jakiego wyboru ostatecznie dokona Woodkid, jeśli uwierzy, że ma taką możliwość?
