Jeszcze niedawno otaczała nas gorączka świątecznych zakupów, duchowe i materialne przygotowania do Bożego Narodzenia. Później zajmowało nas planowanie tego, jak spędzimy sylwestra i witanie nowego, 2019 roku. Teraz być może skupiamy się na noworocznych postanowieniach. Zaduszkowe znicze na cmentarzach już dawno zgasły – ale może trochę na przekór chciałbym, abyśmy jeszcze przez chwilę zastanowili się nad prawdą wiary, która w minione dni zadumy nad śmiercią i życiem wiecznym była odmieniana chyba przez wszystkie przypadki.
Czyściec, bo o nim mowa, to prawda wiary wbrew pozorom wciąż żywa, aktualna i budząca jednocześnie wiele pytań, z których część wciąż pozostaje bez odpowiedzi. Czym jest czyściec, gdzie można znaleźć źródła, z których wypływa nauka o nim, czy jest miejscem, czy raczej stanem, co mówi na jego temat oficjalne nauczanie Kościoła? Spróbujmy odpowiedzieć na te pytania.
Biblijne podstawy
W tym właśnie miejscu należy jasno stwierdzić, że nie ma w Piśmie Świętym fragmentów, które bezpośrednio i wyraźnie mówią o czyśćcu, o tym, że istnieje i czym tak naprawdę jest. Co nie znaczy, że nie znajdziemy tam treści mówiących o nim pośrednio. Owszem, są takie, lecz jest ich bardzo niewiele. Tak naprawdę oprzeć się można na dwóch lub trzech fragmentach, z których Kościół pouczony przez Ducha Świętego odczytał prawdę o istnieniu czyśćca.
Pierwsze korzenie nauczania o czyśćcu znaleźć możemy jeszcze w pierwszym wieku przed Chrystusem. W Drugiej Księdze Machabejskiej (12, 32–46) czytamy relację o tym, jak u zabitych Żydów znaleziono pogańskie amulety, przez co ich śmierć tłumaczono jako karę za przekroczenie zakazu bałwochwalstwa. Podjęto wtedy błagalną modlitwę oraz posłano do Jerozolimy, aby złożyć za ich grzech ofiarę przebłagalną, aby został on całkowicie wymazany w dniu zmartwychwstania. Autor natchniony pochwala to zachowanie, widząc w nim silną wiarę w zmartwychwstanie. Wywnioskować stąd można, o czym jednak sam fragment nic nie mówi, że wyobrażano sobie i wierzono w jakiś „międzystan”, gdzie dusze ludzi, których życie było dobre, lecz nie wolne od grzechów i którzy zginęli w obronie ojczyzny, wyczekiwały chwały nieba. Jednocześnie pozwalał on, aby żyjący na ziemi mogli pomóc oczekującym duszom w osiągnięciu szczęścia wiecznego.
Drugi tekst pochodzi z Nowego Testamentu, z Pierwszego Listu do Koryntian: „[…] tak też jawne się stanie dzieło każdego: odsłoni je dzień [Pański]; okaże się bowiem w ogniu, który je wypróbuje, jakie jest. Ten, którego budowla wzniesiona na fundamencie przetrwa, otrzyma zapłatę; ten zaś, którego dzieło spłonie, poniesie szkodę: sam wprawdzie ocaleje, lecz tak jakby przez ogień” (1 Kor 3,13–15).
Choć w historii egzegezy pojawiało się wiele interpretacji tego fragmentu, to jednak za najwłaściwsza uznano tą, według której Nowy Testament podaje tutaj jakąś początkową doktrynę stwierdzającą, że dla tych, których życie na ziemi nie pozwala na całkowite i wieczne oddzielenie od Boga, jest dostępne oczyszczenie po śmierci. Często w argumentacji za istnieniem czyśćca przywoływany jest również fragment z piątego rozdziału Ewangelii według św. Mateusza, gdzie Chrystus mówi znane chyba wszystkim słowa: „Pogódź się ze swoim przeciwnikiem szybko, dopóki jesteś z nim w drodze, by cię przeciwnik nie wydał sędziemu, a sędzia dozorcy, i aby nie wtrącono cię do więzienia. Zaprawdę powiadam ci: Nie wyjdziesz stamtąd, dopóki nie zwrócisz ostatniego grosza” (Mt 5, 25-26).
Ojcowie Kościoła (m.in. Tertulian) również w tym fragmencie widzieli wyraźne wskazanie na oczyszczającą rzeczywistość czyśćca. Poza tymi wymienionymi powyżej fragmentami są jeszcze takie, które w jakiś sposób próbuje się łączyć z dogmatem o czyśćcu. Jak można jednak zauważyć, kwestia ta nie jest jasno sprecyzowana zarówno przez Stary, jak i Nowy Testament. Wręcz przeciwnie, przez użyty do jej opisania język symboli i niejednoznaczność pozostaje ona kwestią otwartą, nierozstrzygniętą. Yves Congar w książce Chrystus i zbawienie świata napisał, że Pismo Święte przypuszcza oraz podsuwa istnienie czyśćca, a także mówi o tym, że możemy być realną pomocą dla zmarłych w drodze do pełni zbawienia.
Czyściec w Tradycji
Ojcowie Kościoła dość chętnie podejmowali temat oczyszczenia duszy po śmierci. Co więcej, już w drugim wieku dostrzec można dwa nurty w rozumieniu i wyjaśnianiu natury czyśćca w teologii. Nikogo oczywiście tu nie zdziwi, że nurty te przebiegają zgodnie z podziałem ówczesnej myśli teologicznej na wschodnią i zachodnią. Chyba najważniejszymi reprezentantami tych nurtów są na Zachodzie Tertulian (zm. po 220 r.), a na Wschodzie Klemens Aleksandryjski (zm. przed 215 r.). Ten pierwszy zapamiętany został przede wszystkim dzięki spisanej najprawdopodobniej przez niego historii męczeństwa św. Perpetuy, która widzi we śnie swojego przedwcześnie zmarłego brata Dinokratesa. Blady, zabrudzony, z otwartą raną i spragniony tkwi w wielkim upale tuż przed ogromnym zbiornikiem z wodą, z którego nie jest w stanie się napić. Perpetua intensywnie modli się za zmarłego brata, po czym w kolejnej wizji widzi go już w pełni zdrowego, czystego, pięknie ubranego i szczęśliwego, czerpiącego wodę ze zbiornika. Tertulian, opierając się na fragmencie z Ewangelii Mateusza (o czym wyżej było już wspomniane), stwierdził, że czas pomiędzy śmiercią a zmartwychwstaniem jest czasem więzienia, kiedy dusza ma możliwość spłacić dług do ostatniego grosza i stać się gotową na zmartwychwstanie.
Zasadnicze podwaliny pod zachodnie i współczesne nam rozumienie czyśćca położył św. Cyprian z Kartaginy (zm. 258 r.). Oprócz tego, że świadom był istnienia wiecznego zbawienia oraz wiecznego potępienia, to również ogromny niepokój budzili w nim ludzie dobrej woli, przeciętni chrześcijanie, za słabi, by poddać się męczeństwu w czasie prześladowań, którzy po wyparciu się wiary chcieli powrócić na łono Kościoła, lecz np. nie było im to dane lub nie zdążyli tego w pełni uczynić. Choć w bezpośrednim ich złączeniu z Chrystusem przeszkadza ich małoduszność i zaparcie się wiary, to jednak są oni zdolni do oczyszczenia. Cyprian stwierdza, że kościelna pokuta istnieje nie tylko na tym, ale także na tamtym świecie, przez co mogą oni ją podjąć lub kontynuować także po śmierci.
Nieco inne spojrzenie na kwestię oczyszczenia po śmierci dostrzec możemy u Klemensa Aleksandryjskiego, który w swoim nauczaniu czerpał m.in. z filozofii greckiej oraz idei gnostyckich. Mówił o pośmiertnym ogniu oczyszczającym (nawiązując tym samym do cytowanego wyżej fragmentu Pierwszego Listu do Koryntian św. Pawła) i o oczyszczeniu, które tak naprawdę zaczyna się już w momencie naszego chrztu, a także dosięga wieczności. Tym sposobem obejmuje ono cały dramat życia chrześcijańskiego oraz towarzyszące mu napięcia.
Jednak podwaliny pod współczesne rozumienie czyśćca na Wschodzie położył Jan Chryzostom (zm. 407 r.). Mówiąc najprościej, wszystkich obowiązuje międzystan pomiędzy śmiercią i zmartwychwstaniem, który dla każdej duszy indywidualnie będzie zawierał różne stopnie zbawienia i niedoli, zależnie od stanu duszy w momencie przejścia przez śmierć (od jej ziemskiego uświęcenia i usprawiedliwienia). Jak opisze to Joseph Ratzinger w Śmierć i życie wieczne: „Święci wstawiają się za swoimi żyjącymi na ziemi braćmi i są upraszani o wstawiennictwo; żyjący na ziemi mogą przez Eucharystię, modlitwę i jałmużnę przynieść duszom przebywającym w Hadesie »odpocznienie i orzeźwienie«, nie dostrzega się natomiast w »utrapieniu« oczyszczającego czy ekspiacyjnego cierpienia, któremu w ten sposób miano by zaradzić”.
Jak Kościół dziś rozumie czyściec?
Katechizm Kościoła Katolickiego mówi:
Ci, którzy umierają w łasce i przyjaźni z Bogiem, ale nie są całkowicie oczyszczeni, chociaż są już pewni swego wiecznego zbawienia, przechodzą po śmierci oczyszczenie, by uzyskać świętość konieczną do wejścia do radości nieba
Jak jednak współczesna teologia próbuje wyjaśnić prawdę o czyśćcu? Przede wszystkim odrzucone zostało statyczne rozumienie czyśćca jako miejsca, w którym dusze smagane są ogniem oczyszczającym. Również sama koncepcja ognia oczyszczającego, podobnego w swoim działaniu do płomieni piekielnych, została odrzucona, a w zasadzie jest dziś zupełnie inaczej rozumiana. Na czyściec należy patrzeć przez osobę Chrystusa. Jest to stan, w którym dusza wchodzi w swój ostateczny los w wieczności, w Jego (Chrystusa) objawioną rzeczywistość i tym samym jest poddana oczyszczającemu działaniu obecności samego Chrystusa-Sędziego. Gdy chodzi o to, czy istnieje tam czas, odwołam się znów do Josepha Ratzingera, który w cytowanej już książce napisał: „Przemieniająca »chwila« tego spotkania wymyka się ziemskim miarom czasu – nie jest wieczna, lecz jest przejściem, jednak kwalifikować ją jako całkiem krótką, czy długą według miar czasu przyjętych z fizyki byłoby naiwnością i w istocie zupełnie tym samym. Jej »miara czasu« leży w głębi przepaści ludzkiej egzystencji, która zostanie przemierzona i przepalona; przeliczanie takiego »czasu egzystencjalnego« na czas tego świata nie docenia szczególności ludzkiego ducha w jego odniesieniu do świata i w jego odróżnianiu się od niego”.
Czyściec to proces przemiany, który otwiera człowieka na Boga i uzdalnia do pełnej jedności świętych. Kluczowe jest w tej kwestii zrozumienie, że miłość, będąca silniejszą niż śmierć, daje nam możliwość pomagania tym, którzy uprzedzili nas w drodze do wieczności.