Jezus podczas Ostatniej Wieczerzy, tuż przed swoją męką, śmiercią, zmartwychwstaniem oraz wniebowstąpieniem, zostawił nam, tj. Kościołowi, sakramentalne znaki swojej obecności. Pod postaciami chleba i wina ukryty jest sam Bóg, Chrystus Pan, Zbawiciel, Jednorodzony Syn Ojca, Pan życia i śmierci. Dał nam na pokarm siebie samego, by w ten szczególny sposób być w nas, przemieniać nas i prowadzić do Ojca.
Jest wyzwaniem
Przez ponad dwa tysiące lat Duch Święty prowadził i nadal prowadzi Oblubienicę Chrystusa – Kościół do coraz głębszego poznania tej niewysłowionej tajemnicy. Budzi to pragnienie nieustannego dziękczynienia, ale i naśladowania swojego Oblubieńca w samoofiarowaniu się Ojcu. Także nas Eucharystia powinna inspirować i prowadzić do ofiarowania siebie z miłości Bogu oraz drugiemu człowiekowi. Jest to niezwykle trudne i jednocześnie godne podziwu, ponieważ potrzeba wiary, by uwierzyć, że Jezus jest prawdziwie obecny pod postaciami chleba i wina. Wiara taka zawsze jest Bożym darem, który – jeśli nie przyjmiemy go szczerze i dobrowolnie – nie pozwoli na uznanie za prawdziwe obecności Boga-Człowieka „za zasłoną” kawałka pszennego, białego chleba.
Stąd niezmiennie Eucharystia stanowi ciągłe wyzwanie dla Kościoła i człowieka. Dzieje się tak, ponieważ (oprócz daru wiary, którego wymaga) uświadamia nam, że zawiera ona w sobie Życie. Cała jest Życiem. My zaś pielgrzymujący na ziemi, wciąż uczymy się życia i elementarnego szacunku do niego. Historia jednak pokazuje, że z tą nauką bywa różnie. Mimo wszystko Kościół się nie poddaje. Nie może. Ma Ducha, który wciąż go prowadzi przed oblicze Chrystusa w Najświętszym Sakramencie. Ma Ducha, który przynagla go (przynagla również nas), aby żył Eucharystią. Od samego początku swojego istnienia jest świadom, że bez Niej jego istnienie traci jakikolwiek sens oraz podstawę. Dlatego stara się żyć całą pełnią tego sakramentu.
Domaga się wiary
Abyśmy my, jako Kościół mogli jednak żyć Eucharystią, trzeba nam wciąż na nowo odnawiać wiarę w realną obecność oraz przylgnąć ściśle do Najświętszego Sakramentu. Dlaczego? Bo wiara ta nie jest czymś oczywistym i prostym. Wciąż grozi nam ukryty sekularyzm, który prowadzi do formalizmu i wyjałowienia kultu eucharystycznego. Liturgia, która jest przecież – jak uczy Sobór Watykański II – „szczytem, do którego zmierza działalność Kościoła, i zarazem jest źródłem, z którego wypływa cała jego moc”1 może stać się przez to pusta i powierzchowna, nastawiona na emocje i wrażenia, pozbawiona zaangażowania serca, które wyraża się w czci i szacunku dla niej2. O to jednak wciąż należy prosić, trzeba się modlić do Ducha Świętego – nauczyciela wiary (por. J 14,26), by wciąż ją w nas pobudzał, ożywiał i rozpalał. „Nikt też nie może powiedzieć bez pomocy Ducha Świętego: «Panem jest Jezus»” (1 Kor 12,3), nikt też bez Jego pomocy, nie może dostrzec w małym, białym kawałku chleba Zbawiciela świata.
Nie bez powodu w pierwszych wiekach chrześcijaństwa Msza Święta podzielona była na dwie zasadnicze części. Pierwsza zwana „Mszą katechumenów”, w której celebrowano Słowo oraz druga – „Msza wiernych”, w której mogli uczestniczyć tylko ochrzczeni niepokutujący za grzechy. Wtedy łączyli się oni z Panem i Zbawicielem w Komunii Świętej. Nie bez powodu nazywana jest szczytem życia i misji Kościoła, gdyż jej przyjęcie wymaga oczyszczenia i woli złączenia się z Przedwiecznym Bogiem, a jej adoracja gotowości serca na poddanie się ciszy, która przeżywana w obecności Boga, zawsze będzie ogromnym wyzwaniem dla współczesnego człowieka, uciekającego wciąż w świat dźwięków, aby zagłuszyć wołanie serca. Bez Chrystusa Eucharystycznego wołanie Kościoła pozostanie bez odpowiedzi, a wołanie świata o wysłuchanie pozostawiać będzie po sobie jedynie echo swojej tragicznej historii.
Wykracza poza
Chrystus dający się Ojcu i Kościołowi w Eucharystii jest najwyższym wymiarem i objawem miłości Boga do człowieka. Miłość ta w Eucharystii dochodzi do swojego szczytu, ponieważ ten niezwykły Sakrament jest jednocześnie wyrazem najgłębszej pokory Boga. W swoim samooddaniu przewidział zniewagi i niewdzięczność ludzką, grzechy świętokradztwa i niewiary. Mimo to pozwolił zamknąć się w małym kawałku chleba i odrobinie wina, by ofiarować się Ojcu za nas, by nas karmić i budować swój Kościół, swoje mistyczne Ciało.
Obecność Chrystusa w Najświętszym Sakramencie Ołtarza ostatecznie wykracza poza nasze ludzkie rozumowanie, jest nadprzyrodzona i niedościgniona, jest cudem Bożej miłości, mądrości i władzy. Dlatego Sobór Trydencki ograniczył się w zasadzie do trzech tylko słów opisujących rzeczywistą obecność Jezusa Chrystusa w Przenajświętszym Sakramencie: „Na początku święty sobór uczy oraz otwarcie i wprost wyznaje, że w życiodajnym sakramencie świętej Eucharystii, po dokonaniu konsekracji chleba i wina, obecny jest prawdziwie (vere), rzeczywiście (realiter) i substancjalnie (substantialiter) Pan nasz Jezus Chrystus, prawdziwy Bóg i człowiek, pod postaciami tychże widzialnych rzeczy”3.
Wniosek: Eucharystia to sakrament obecności. Eucharystii należy się wciąż na nowo uczyć oraz pozwolić się przez nią uczyć. Eucharystię należy nie tylko przyjmować, trzeba ją przeżywać i nią żyć, bo sama jest wydarzeniem niezwykłym – Chrystusem, który mnie zbawia.
