adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Sprawdź nowy numer konta

Wesprzyj

Wiara skrojona na miarę

magazine cover

Uczestnicy Salezjańskiej Pielgrzymki Ewangelizacyjnej

czyli spór o coś więcej niż częstochowskie uwielbienie

A więc wojna… A może to jednak tylko internetowy spór, który wybuchł i eskaluje po słynnym filmiku ojca Remigiusza Recława? Może problem leży gdzieś indziej, głębiej? Setki reakcji na nagranie z Częstochowy i wspomniany filmik pokazują, że katolicy nie tyle rządzą Internetem, co Internet zaczyna kontrolować ich reakcje, także jeśli chodzi o postrzeganie wiary. To będzie bolesna i sarkastyczna opowieść o tym, jak potrafimy niszczyć się i ośmieszać przed ludźmi słabej wiary w imię jedynej, świętej ,,racji”.

Spór wskazuje na pewien problem globalny – często środowiska wyraziście pokazujące swoje miejsce w Kościele stawiają go na podstawie swoich doświadczeń, prywatnych przeżyć i wychowania, a nie szerszego spojrzenia. I nie możemy ukrywać, że dla wielu młodych ludzi Msza wg Mszału Jana XXIII jest pewnym rodzajem duchowego i życiowego manifestu, w którym się pochłonęli, nie zawsze z głęboką refleksją. W świecie, w którym brak twardych odpowiedzi, ta forma rytu dla wielu zdaje się rodzajem rebelii, a nie przemodlonej, przemyślanej decyzji. W ten sposób odzywa się w duszach wielu ludzi tęsknota za czymś wielkim, ale ten zryw podświadomie podbity jest przez zewnętrzny zachwyt rytuałami i gestami lub wręcz poczuciem, że ten ,,posoborowy” (ile razy ja słyszałem to określenie) ma jakiś problem i właśnie ta forma rytu jest idealnym remedium i ratunkiem na wszystko. Na drugim końcu dokładnie tej samej linii stoi wąska grupa ludzi, którzy sami określiliby się jako charyzmatycy, których działalność spotyka się raz to z zachwytem, to oporem ludzi w Internecie. To oni – wznoszący ręce w egzaltacji, deklarujący na Facebooku, że Jezus rządzi ich życiem, emocjonalnie podchodzący do Liturgii. To często rówieśnicy ludzi związanych z pierwszą grupą, co dodaje jeszcze kolorytu całemu sporowi. Swoją wiarę lubią okazywać bardzo mocno, żywiołowo, szukając wręcz emocjonalnej, dotykalnej relacji z Bogiem.

Poznać wiarę, poznać bliźniego

Chociaż dwie grupy łączy dość sporo, to z mojej obserwacji wynika, że odmiennie reagują na krytykę. Młodzi związani z Tradycją w swoim postrzeganiu często posługują się wyrażeniami „kryzysu”. Według nich w kryzysie jest większość Kościoła, oczywiście od tego nieszczęsnego Soboru w ’62, w kryzysie są powołania, w kryzysie wreszcie są rodziny pochłonięte modernizmem. Jedynie oni – związani z tą jedną z kilkudziesięciu form sprawowania Ofiary – jawią się dla siebie jako oazy ortodoksji i stabilnej wiary. Wielu dyskutantów z którymi miałem szansę porozmawiać o Tradycji i NFRR było młodymi ludźmi. Po pierwszym wrażeniu osób niezachwianych w wierze, zaczytujących się w Tomaszu z Akwinu i używających słowa „modernizm” częściej niż Tomasz Hajto słowa „no pobaw się piłką”, wyłania się ciekawa kwestia: ten nimb kadzidła, niezwykłość, tajemniczość gestów połączona z twardym nauczaniem wielu teologów ery pre-Vaticanum daje im złudzenie, że mają bilet na brak wątpliwości i rozterek. Na wszystkie dylematy teologiczne jest oczywiście Summa, a ten „rozmyty” Katechizm Jana Pawła II lepiej zastąpić przez Katechizm kard. Gaspariego.

Na drugim końcu tej samej prostej leżą młodzi z charyzmatycznych wspólnot. Wielu z nich poszukuje w często rozdmuchanym dynamizmie uciszenia własnych problemów, „bracia i siostry” ze wspólnoty stają się bliżsi niż niektórzy członkowie rodziny, a jak sami o sobie mówią „odnowieni przez Ducha” cenią sobie bardziej ducha prawa niż martwą literę, chociaż sami nie do końca wiedzą, co to wyrażenie może oznaczać. Podobnie też reagują na krytykę – żywiołowo i emocjonalnie – tak samo jak przeżywają swoją wiarę.

Mechanizm wyparcia i katolickie stereotypy

Te dwie grupy tak mocno walczące ze sobą, oczywiście – a jakżeby inaczej – upominające się w wierzę, a rzeczywiście okładające się bolesnymi stereotypami, prowokacjami podszytymi sarkazmem, mają jedną wspólną cechę: przecenianie swoich form pobożnościowych. Myślę, że więcej dobrego niż jałowe prowokacje dałoby wspólne poznanie siebie nawzajem, zrozumienie „dlaczego tak”, poznanie swoich braków, ale i zalet – w obliczu drugiej osoby. Zastanawiam się, jak dużo dobra przyniosłoby pójście na Mszę wg Mszału św. Jana XXIII przez grupę charyzmatyków na co dzień kochających żywiołowe uwielbienia. Podobnie jak mocno otwarłaby oczy wizyta zwolenników jedynego słusznego wg nich rytu na spotkaniu wspólnotowym. Doszłoby do szoku. Do zaskoczenia. Opadłyby maski. Okazałoby się wtedy, że ten internetowy hejt, żenujące śledztwa i prowokacje robione są przez wąskie grupki ludzi. Że nie musimy ze sobą walczyć. Że mamy się bić „O” zbawienie innych, a nie „Z” innymi w sporze. Wtedy okazałoby się, że to tylko śmieszne wojenki.

Bo Kościół jest piękny. Jest w oddechu Mszy, która zachwyca łaciną i głębią, ale i w szczerym uwielbieniu ludzi. I nie, nie sugeruje tutaj, że wszystko jest w pełnym porządku. Kontrowersyjna próba uwielbienia, która wyglądała jak dyskotekowy happening nie powinna się zdarzyć w miejscu, w którym ludzie szukają ciszy, rozmyślają i spotykają się z Matką. Ale sytuacji nie poprawią też internetowe akcje, tworzenie stereotypów i podziałów, bo Kościół spotyka się tam, gdzie jest jedność i nadzieja.

Wyjść z twierdzy uprzedzeń

Być może ktoś musi przełamać tę barierę. Może zwolennik Tradycji „zaryzykuje” i uściśnie dłoń swojemu rówieśnikowi z charyzmatycznej grupy. Albo charyzmatyk porozmawia z tradycjonalistą, nie podszywając rozmowy legendarnymi wyrażeniami jak ,,faryzeusz’’ i ,,Kościół już dawno poszedł do przodu i dobrze’’.

Zbyt wiele w nas atakowania nie tyle bliźniego, co jego obrazu. Obie strony tego konfliktu tak naprawdę się nie znają. Znają się jedynie z internetowych memów, zaciekłych dyskusji i wiecznego narzekania jednych na drugich. A, zapomniałbym. I tego, że każdy przedstawiciel strony tego sporu uważa, że to on ma jedyną słuszną rację. Sytuacja pokazuje jeszcze jeden ważny aspekt: bycie w grupie parafialnej czy wspólnocie nie może tworzyć poczucia wyższości i elitarności. Ani grupy tradycji katolickiej, ani miejsca charyzmatycznych spotkań wspólnot katolickich nie mogą być klubami wzajemnej adoracji. Bo od tego bardzo łatwo do alienacji i poczucia, że moje miejsce mi wystarczy – nie muszę otwierać duchowych okien, patrzeć dalej, przecież wystarczy tu, gdzie jestem.

I liberalne frakcje charyzmatyczne, jak i część młodych tradycjonalistów, pozostaje na granicy własnej emocjonalności i wąskiego świata. Życie wielokrotnie pokazało mi, że wiele wojenek w Internecie i poza nim jest tak zaciekła, ponieważ walczący de facto biją się z własnymi kompleksami. I teraz napiszę coś, czym narażę się obydwu grupom, ale w mojej ocenie, dopóki i zwolennicy o. Recława i młodzi tradycjonaliści nie zrozumieją pewnych mechanizmów, dopóty ta ,,wojenka” będzie trwać w najlepsze. I dlatego będzie tak zaogniona, bo oba fronty mienią się w swoich oczach jako te „boże”, „właściwe” a przeciwnik jest tym, którego trzeba nawrócić na właściwą drogę.

Rozdroża ewangelizacji

Tak właściwie ten felieton nie będzie miał zakończenia. Bo tak naprawdę nie może. Niestety spór, pod innymi postaciami, będzie się wyłaniał jeszcze niejednokrotnie. Nie znaczy to, że historia nie może mieć happy endu. W jej pozytywnym zakończeniu Remigiusz Recław przejrzy biografię Marcela Lefebvre’a i zauważy, że nie był to wywrotowiec ani „kościelny terrorysta”, którego pamięć i zwolenników trzeba usuwać z Internetu, ale pasterz burzliwego okresu zatroskany o Kościół. Być może część tradycjonalistów przeczyta co nieco o ruchach charyzmatycznych w Kościele i zrozumie, że nie każdy wziął się z „Toronto Blessing”, a mnóstwo z charyzmatyków ma rozwiniętą pobożność maryjną i wcale nie upada na posadzkę pod byle pretekstem. Być może runie mur uprzedzeń zbudowany na stereotypach, niechęci i niepotrzebnej wojence, w której zapomniano o tym, że tę feralną młodzież od zbyt żywiołowego uwielbienia w Częstochowie trzeba przede wszystkim ewangelizować, a nie stygmatyzować pod falą komentarzy na Facebooku. Być może coś się zmieni. Jestem naiwny? Nie wiem. Ale wierzę, że Duch jest silniejszy od naszego ego. Nawet niezwykle silnego.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

O autorze

Redaktor Naczelny miesięcznika Adeste. Z wykształcenia politolog specjalizujący się w cyberbezpieczeństwie, z zawodu dziennikarz. Prywatnie melancholik lubiący dobrą muzykę, kubek ciepłej herbaty i spotkania z przyjaciółmi.
Zapisz się na newsletter i bądź na bieżąco

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.

The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.