OSIEM RODZAJÓW HERBAT. Czy wręcz dziesięć. Po co to komu? Kiedy ci ludzie to spijają? To już nie jest prosty dylemat – kawa czy herbata (to znaczy dla mnie prosty, bo kawy nie pijam wcale). To wyewoluowało do nieogarnialnych rozumem rozmiarów. Następuje recytacja „oferty”. Pod koniec nie pamiętasz już, jakie były na początku. Mózg lasuje ci się od nadmiaru opcji. Spięcie na synapsach.
Całe nasze życie składa się z wyborów. Od zupełnie błahych po takie, które są w stanie wpłynąć na kształt rzeczywistości, jaką znamy. Czasem czujemy, że powinniśmy wybrać sami, bo tak będzie najlepiej, a czasem jest na nas wywierana presja tak silna, że dokonujemy wyboru jak najszybciej, żeby tylko pozbyć się natrętnego „czynnika zewnętrznego”.
Mitologizacja wolności wyboru
Gdzieniegdzie w przestrzeni publicznej można natknąć się na ludzi, którzy są święcie przekonani, że wybierać sobie można dosłownie wszystko. I że ten wybór przysługuje niezależnie od tego, nad czym debatujemy. W ten sposób uzyskujemy ludzi, którzy nagle, ni stąd, ni zowąd, wybierają sobie na przykład inną płeć. W następstwie uzasadniania swojej decyzji zaczynają upierać się przy tym, że każdy ma mieć możliwość sobie wybrać. Stąd na przykład ostatnia sytuacja z „czteroletnim transpłciowym dzieckiem”. Albo weźmy na tapet zwolenników eutanazji. Każdy może przecież wybrać sobie swój moment śmierci. W takiej Holandii wystarczy mieć lat dwanaście, żeby podjąć tak ważną „życiową” decyzję. W Belgii w ogóle nie ma dolnej granicy wieku. Wystarczy do tego opinia psychiatry dziecięcego, że „decyzja dziecka nie została przez nikogo wymuszona”. Dalej w kolejce mamy fundamentalistów pro-choice, zwanych czasem niebezpodstawnie anti-life. Przecież można sobie wybrać, czy dziecko zostanie urodzone, czy też nie. Nawet w „standardach” opieki lekarskiej ichniejszych organizacji jest napisane, że lekarz ma mówić o dziecku lub o płodzie – w zależności od tego, czy kobieta sprawia wrażenie bardziej matki, czy jednak raczej potencjalnej dzieciobójczyni. A powody takiego, a nie innego wyboru przecież mogą być wszelakie. W dobie wszechobecnego nonjudgmentalizmu nie można przecież kwestionować, czy ktoś zrobił to z powodu za małego mieszkania, miłości do zwierząt czy traktowania aborcji jako awaryjnej antykoncepcji.
Uważam, że powinni pójść jeszcze bardziej do przodu i pozwolić dzieciom świadomie wybrać język, którym będą się posługiwać, wiek, w którym w danym momencie są, oraz najlepiej możliwość określania koloru włosów, który mają, bez konieczności farbowania na ten kolor. W ten sposób otrzymamy dziecko, które będzie czterdziestoośmioletnim brunetem o jasnych włosach, którego nikt nie zrozumie.
Oczywiście religię też trzeba pozwolić dziecku wybrać. No bo jak to tak: sugerować swoją wiarę, przekonania i system wartości? Oczywiście, w przeciwieństwie do tak trywialnych spraw, jak wybór płci czy decyzja o eutanazji, żeby zdecydować się na wiarę, trzeba mieć już według tych ludzi co najmniej „wiek, w jakim przyjmuje się bierzmowanie”.
Co wybrać?
Gilbert Keith Chesterton w jednym ze swoich esejów napisał kiedyś, że nawet gdyby matka chciała wychować dziecko na samotnej wyspie otoczonej rozległymi wodami, żeby nie skaziły go żadne przesądy i tradycje społeczne, będzie to wyspa, którą ta kobieta wybierze. I to na nią spadnie odpowiedzialność za ten wybór. Zatem czegokolwiek niektóre środowiska by nie postulowały, to zawsze przede wszystkim od rodziny będzie zależało, jakich wyborów życiowych dokona człowiek – najpierw w latach swojej młodości, a później przez resztę życia. I, oczywiście, błędy się zdarzają. Ale po to człowiek całe życie się uczy, żeby minimalizować częstotliwość ich występowania. Żeby posiąść wiedzę, która pozwoli mu na dokonywanie wyborów jak najlepszych.
Tego zresztą wymaga poniekąd obecnie panujący w naszym kraju ustrój. Niedawno oczy wszystkich Polaków zwrócone były na polską scenę polityczną, gdzie spośród wielu kandydatów trzeba było wybrać najodpowiedniejszego, zgodnie z sumieniem. Żeby podejmować tak istotne dla życia wielu ludzi wybory, trzeba właśnie posiadać wiedzę, która wlewana jest nam do głowy od najmłodszych lat.
Z tego też wynika refleksja, żeby modlić się za polityków. I o to, żebyśmy zawsze dokonywali właściwych wyborów.
A co z tą herbatą?
Moja metoda jest taka, że jeśli żadna z opcji nie jest ani wybitnie zła, ani wybitnie dobra, to cokolwiek losowo wybiorę – będę zadowolony. Oczywiście, rozszerzając zasadę „a po co mam wybierać, najlepiej zabrać obie”, zawsze można siedzieć w gościnie tak długo, aż wypije się po jednej filiżance każdego rodzaju.
A to już można robić chociażby w porządku alfabetycznym.
