„…przez jednego człowieka grzech wszedł na świat, a przez grzech śmierć, i w ten sposób śmierć przeszła na wszystkich ludzi, ponieważ wszyscy zgrzeszyli” (Rz 5,12). Śmierć jest skutkiem grzechu pierworodnego. Zakrólowała ona w miejsce życia, i aż do przyjścia Chrystusa na świat, gasiła kolejno tlące się knotki o nikłym płomyku. Chrystus przeciwnie: „nie zagasi knotka o nikłym płomyku” (Iz 43,3a), lecz na nowo roznieci prawdziwy ogień życia dający ciepło i światło wszystkim wokoło.
Jednak nim to się stało, nim przyszedł na świat Pan i złożył Ofiarę z samego siebie na drzewie Krzyża, obowiązywało surowe prawo, o którym wspomina św. Paweł: „Albowiem zapłatą za grzech jest śmierć” (Rz 6,23a). Sprawiedliwość domagała się kary, lecz miłość Boża, Jego miłosierdzie – nieskończone tak jak nieskończony jest sam Bóg – nie godziły się na taki stan rzeczy. Bóg nigdy nie pogodził się z faktem, że człowiek stworzony z miłości i dla miłości, może być pod władzą śmierci oraz diabła, co jest położeniem dramatycznym i beznadziejnym, ponieważ sam z siebie nigdy nie byłby w stanie się z niego wydostać.
Popełniając grzech, człowiek – proch i pył, skończone stworzenie – spoliczkowało, zraniło nieskończoną Boską miłość jaką Stwórca go darzył. Jak zatem skończona istota może wynagrodzić coś nieskończonemu Bogu? W historię człowieka i świata wkracza Chrystus, Syn Boży, Bóg-Człowiek (nieskończony Bóg, który przyjął nasze człowieczeństwo). On jako jedyny był w stanie odpowiedzieć na zranioną miłość. Złożył ofiarę z własnego życia za każdego z nas, wziął na siebie konsekwencje owego prawa. Umarł na krzyżu niosąc w sercu każdego człowieka, który kiedykolwiek został i zostanie powołany do życia na tym świecie. Gdyby tego było mało, pozwolił również, by to serce zostało przebite. To na krzyżu dokonał się właściwy sąd nad światem, podczas którego radykalna miłość Boga zniżyła się do tego stopnia, by zejść do Otchłani i ogłosić orędzie zbawienia pierwszym ludziom, i tym, którzy przyszli po nich aż do Chrystusa. Przez śmierć Jezusa na krzyżu oraz Jego zmartwychwstanie została pokonana śmierć, otwarto drogę do raju a wszelkie działania Szatana i sług jego zostały udaremnione w Chrystusie i tylko w Nim.
To jest właśnie doskonała ofiara. Bóg zawisł na krzyżu w miejscu każdego z nas, a oddając życie uczynił zadość sprawiedliwości. Jednak sama sprawiedliwość, najściślej nawet wymierzona (a w Chrystusie taka właśnie była – por. Iz 53,1-12), „nigdy jednak nie zdoła złączyć serc i umysłów” (QA 138). Może tego dokonać tylko miłość, która sięga dalej, głębiej, wyżej i szerzej niż sprawiedliwość (por. Ef 3,17-18). Dokonuje się to w chwalebnym zmartwychwstaniu Chrystusa, który naszą ludzką naturę przeprowadza przez bramy śmierci i wynosi na wyżyny nieba. Tak zjednoczeni z Ojcem w Chrystusie mocą Ducha Świętego możemy dopiero szukać prawdziwie głębokich i Bożych relacji między sobą, ale i z samym Bogiem.
Boska sprawiedliwość niezależna od Prawa polega właśnie na tym, że zostaliśmy darmo usprawiedliwieni w Chrystusie przez Ojca dzięki wierze jaką w Nim pokładamy (por. Rz 3,21-31). Owocem tejże wiary jest również dostęp do życia wiecznego (por. J 17,3). To jest właśnie rewolucja Odkupienia, tego sądu Bożego, który odebrał złu moc panoszenia się, a dobru przywrócił należne miejsce. Uczynił to Pan zupełnie bez naszych zasług, za darmo, niezależnie od uczynków i dla każdego. Jego miłość bowiem nie ma granic, a sprawiedliwość przez miłosierdzie jest tą, która nas przez wiarę usprawiedliwia i daje dostęp do wieczności. Bez tej wiary nie można mówić o nawróceniu, a jej papierkiem lakmusowym są czyny miłości, które świadczą o tym, że jest ona żywa i autentyczna (por. Jk 2,14-26). Taki sam sąd, podczas którego dobro odzyskuje należne miejsce, dokonuje się w każdej spowiedzi świętej, dając możliwość życia w przyjaźni z Bogiem.
Miłosierdzie. Oto najdoskonalsza, najwyższa i zarazem najtrudniejsza odpowiedź na sprawiedliwość: „choćby się przypuściło, że każdy otrzyma, co mu się prawnie należy, pozostanie zawsze szerokie pole dla miłości” (QA 138).
„Teraz będziesz mógł trochę zrozumieć, czym było Odkupienie. Słuchaj: Przyjąłem dobrowolnie odpowiedzialność za wszystkie grzechy, przywary i degenerację całej ludzkości przez cały ciąg jej historii. Podźwignąłem wszystkie jej bluźnierstwa, zbrodnie, zboczenia i nałogi. Wszystko ciążyło na mnie. I z tym wszystkim na mych ramionach przybito mnie do krzyża.
Mój Ojciec wychylił się aby mnie widzieć. On przegląda się zawsze w moich oczach. Ja jestem zwierciadłem, w którym przegląda się mój Ojciec z upodobaniem. Jestem Jego obliczem. Bóg nie ma widzialnej twarzy. Ja jestem obliczem Boga. Wychylił się z nieba, aby zobaczyć mnie na krzyżu i oglądać siebie w moim obliczu. Swoje oczy utkwił we mnie i Jego zgroza była bezgraniczna. Ujrzał na mojej twarzy wirujące, ułożone warstwami jedne na drugich twarze wszystkich, absolutnie wszystkich ludzi. (…) Lecz w tym czasie ja wyrzekłem: „Ojcze przebacz im, bo nie wiedzą co czynią”. I mój Ojciec przebaczył im. Mój Ojciec ich nie potępił. Mój Ojciec kochał ich, ponieważ byli na mojej twarzy. Ponieważ ja dałem twarz za nich. Ponieważ oni stali się moją twarzą. I On pojednał się z tą ludzkością, którą oglądał w zwierciadle mego oblicza” (R. Cue Romano, „Mój Chrystus połamany”, Częstochowa 1985, s. 104-105).
