W bogatej historii Kościoła możemy odnaleźć różnorakie postacie świętych – mniej lub bardziej intrygujących. Z pewnością do tych drugich można zaliczyć Hipolita żyjącego na przełomie II i III wieku. Na pierwszy rzut oka święty jakich wielu w tamtym okresie, bowiem zmarł śmiercią męczeńską w czasie prześladowań chrześcijan. Jednak smaczku dodaje fakt, że prawie do końca życia pozostawał poza Kościołem i nie przez to, że był poganinem, lecz… antypapieżem! Chcesz wiedzieć więcej? Zapraszam Cię do krótkiej notki o jego życiorysie i nie tylko.
Sardynia, A.D. 235
Dźwięk przekręcanego klucza w kracie celi obudził Poncjana. Zresztą i tak nie mógł spać, bowiem lato tego roku było wyjątkowo upalne, mimo że on — stary i wycieńczony przez nieludzkie traktowanie — potrzebował snu jak chleba. Drzwi otworzyły się, a wnętrze pomieszczenia rozświetlił blask pochodni. Do środka wszedł wyjątkowo jeden strażnik.
— Szybko, wstawaj — powiedział półgłosem legionista.
Poncjan rozpoznał go. To Marcellus, młody chrześcijanin z Syrakuz, który podczas prześladowań za cesarza Maksymina Traka zaparł się Chrystusa. Jako jeden z nielicznych żołnierzy w obozie kopalń zna historię życia starca. Wie, że był on przywódcą głównej grupy chrześcijan w Rzymie, a tym samym był uważany przez wielu za następcę świętego Piotra.
— O co chodzi? — zapytał sędziwy mężczyzna.
— Wstawaj, pomogę ci. Czas nagli, nie pora na pytania — odrzekł młodzieniec i pomógł wstać skazańcowi. Wziął go pod ramię i wyszli razem z celi.
— Nie możemy zwracać na siebie uwagi, więc bądź cicho — rzekł Marcelus rozkazującym tonem.
Po chwili dołączył do nich także drugi strażnik, ale Poncjan nie rozpoznał go. Przeszli prawie cały obóz, natknąwszy się tylko raz na patrol – na szczęście podczas wczorajszego święta Herkulesa większość żołnierzy upiła się i dziś spała mocnym snem. Po półgodzinnym skradaniu się dotarli w końcu do rzędu jaskiń zamienionych na cele.
— Obym nie pomylił i to była ta — wyszeptał nieznany legionista otwierając drzwi do jednego z pomieszczeń.
— Wejdź sam, my poczekamy tutaj pilnując — dodał Marcellus.
Poncjan wszedł do środka, a jego oczom ukazało się kilka postaci, które czuwały przy łożu umieszczonym w kącie jaskini. Przez małe okienko wpadało wystarczająco dużo księżycowego światła, by mógł rozpoznać leżącego Hipolita. Dwie osoby natychmiast poderwały się z ziemi, by zrobić miejsce Poncjanowi jak najbliżej swego pasterza. Ten usiadł i zaczął dokładnie przyglądać się ciału swego dawnego adwersarza. Było jeszcze bardziej wychudłe i zniszczone niż jego własne, dłonie popękane, a ramiona obdarte do samych mięśni. Trud pracy w kamieniołomach nadwyrężał zdrowie człowieka bardzo szybko. Nic nie wskazywało na to, że leży tutaj jeden z najbardziej płomiennych mówców swego pokolenia, który jednym kazaniem rozpalał w rzeszy ludzi wiarę w Chrystusa.
Po chwili Hipolit otworzył oczy i półprzytomny zaczął mówić cichym głosem:
— Poncjanie, bracie. Niewiele czasu mi zostało, kilka godzin, może dni. Czas tutaj płynie wolniej a każda sekunda wydaje się wiecznością — czy w Raju będzie podobnie? Wiele ostatnio mogłem przemyśleć i modlić się do Pana. Wiesz, jak długo prowadziłem owce do Jedynego Pasterza, będąc skonfliktowany z połową Rzymu mającą ciągle zatwardziałe serce.
Uniósł się lekko, a wyciągnąwszy prawą dłoń rzekł:
— Czy przebaczysz mi wszystkie me przewiny Poncjanie, przyjmiesz mój gest pojednania i zaopiekujesz mymi owcami? Ty, któryś jest prawdziwym i jedynym następcą Piotra?
Poncjan zamyślił się na chwilę, wszak Hipolit od lat występował w opozycji do niego i trzech jego poprzedników, a dziś prosi o wybaczenie i pojednanie? Jednak jakżebym mógł odmówić Panie? — pomyślał kierując swą głowę w kierunku kawałka nieba wyjawiającego się z okna, po czym podał dłoń swemu niedawnemu przeciwnikowi mówiąc:
— Niech się stanie wola Boża. Przebaczam Tobie i Twoim braciom. Odtąd są zjednoczeni z Kościołem.
Mężczyźni przytulili się do siebie, a po policzkach zaczęły im płynąć łzy. Wtedy do celi wkroczył Marcellus.
— Poncjanie, musimy już iść. Zaraz zmiana warty, która rozpocznie nowy obchód po obozie — zaalarmował przejętym głosem.
Ostatnie spotkanie Hipolita i Poncjana dobiegło końca.
Zapewne zastanawiasz się, Czytelniku, dlaczego zacząłem historię o świętym Hipolicie akurat od takiej historyjki (nawiasem mówiąc, jest ona całkowicie zmyślona, choć ma pewne odniesienie w rzeczywistości). Stało się tak, bowiem twierdzę, że właśnie ten moment życia owego męczennika był kluczowy i pozwolił mu zapisać się w historii Kościoła złotymi zgłoskami. Oto bowiem on – przez połowę swego żywota antypapież, będący poza Matką Kościołem, decyduje się wrócić na Jej łono u kresu ziemskich dni. Był pierwszy, a dodatkowo jako pierwszy i ostatni został później świętym. Jakie impulsy nim kierowały? Jaka motywacja? Czy była to modlitwa, kontemplacja, a może objawienie lub po prostu jakieś inne zdarzenie? Dokładnych odpowiedzi nie udało się uzyskać ani mnie, ani prawdopodobnie nikomu przede mną. Całe szczęście możemy przyjrzeć się innym aspektom życia antypapieża Hipolita. Jednak najpierw należy zasygnalizować pojawiające się problemy.
Przede wszystkim kłopotem jest niewielka ilość źródeł bezpośrednich o Hipolicie od jemu współczesnych. Co więcej, do XIX wieku żaden fakt z jego życia nie mógł zostać potwierdzony, ponieważ opierano się na kilku informacjach zawartych w dziełach późniejszych autorów. Jak nietrudno się domyślić, jego postać obrosła przez to legendą. Dopiero odnalezienie w 1851 roku księgi „Philosophumena” pióra Hipolita pozwoliło przyjrzeć się nieco bliżej najważniejszym związanym z nim wydarzeniom. Co kluczowe, historia Hipolita to tak naprawdę opowieść o przeplatających się losach kilku osób, dlatego ten tekst traktował będzie także o wszystkich skonfrontowanych z nim papieżach.
Antypapiestwo – co to takiego?
Przed poważniejszymi rozważaniami należy wyjaśnić na czym polega bycie antypapieżem i jak na ten tytuł można sobie zapracować. Wiele definicji podaje, że antypapież to osoba powołana na tron papieski nieprawnie. Do dziś istnieją liczne spory co do ich liczby w historii Kościoła. Wiadomo, że pierwszym był Hipolit — choć kilka źródeł wymienia Nataliusa — a ostatnim Feliks V. We wczesnym chrześcijaństwie najczęstszymi przyczynami wyboru antypapieża bywały nieporozumienia w zakresie doktryny i karalności kościelnej, później do głosu doszły w większości powody natury politycznej.
Nie każdy jednak może zyskać takie miano. Zapewne bywało wiele postaci i przed samym Hipolitem, które odłączały się od Kościoła, by tworzyć własne wspólnoty, ale to właśnie jego uznano za pierwszego. Dlaczego? Z pewnością nie wystarcza samo ogłoszenie się papieżem w opozycji do legalnie wybranego, by daną osobę nazwać antypapieżem. Przede wszystkim chodzi o poparcie, w starożytności i wczesnym średniowieczu, ludu — zazwyczaj rzymskiego, a w następnych latach części kolegium kardynalskiego. Z tego powodu, zdaniem autora, nazywanie obecnie przez niektórych Dawida Bawdena czy Clemente Domíngueza y Gómeza antypapieżami jest sporym przecenieniem ich realnych możliwości.
Niepokorny prezbiter
Jak zwykle bywa w przypadku tak odległych życiorysów, o pochodzeniu Hipolita nie wiemy prawie nic. Najprawdopodobniej urodził się około 170 roku i był Grekiem pochodzącym z Azji Mniejszej. Na podstawie źródeł można domniemywać również, że pozostawał przez jakiś czas uczniem świętego Ireneusza zarówno w Lyonie, jak i w Rzymie. W tym drugim mieście przyjął święcenia kapłańskie za pontyfikatu Wiktora I (189-199), zaś w 212 roku miał okazję głosić homilię przed wybitnym myślicielem, Orygenesem. Hipolit jako ambitny prezbiter był rygorystą w zakresie dyscypliny kościelnej. Twierdził, że Kościół winien stanowić wspólnotę świętych, a funkcje kościelne należy powierzać tym, którzy prezentują wysoki poziom moralny i odznaczają się osobistą świętością. A jak jest, mój Czytelniku, w Twoim wypadku? Załapałbyś się choć na ostiariusza?
Jego skrajne poglądy prowadziły go wprost do odłączenia od wspólnoty Kościoła. Wszystko zaczęło się w czasach pontyfikatu Zefiryna (198-217). Papież ten dopiero co przeżył okrutne prześladowania chrześcijan za panowania cesarza Septymiusza Sewera — prześladowania tak straszne, że wielu odliczało minuty do przyjścia Antychrysta — a już musiał zmagać się na kolejnym froncie. Przyszło bowiem walczyć o zachowanie czystości wiary. Na szczęście miał do pomocy Hipolita, wprawionego w zwalczaniu herezji Theodotusa i alogian oraz występowaniu w opozycji do Noetusa, Epigonusa czy Cleomenesa.
Otóż w tamtym czasie doszło do ostrych sporów chrystologicznych i zaczęła się pierwsza schizma. Libijczyk Sabellius zaczął rozpowszechniać herezję zwaną modalizmem, kwestionującą Trójcę Świętą. Sugerował, że Bóg jest jedną Osobą, która objawia się w trzech aspektach (modi): w akcie stworzenia jako Ojciec, w dziele zbawienia jako Syn, a w uświęceniu jako Duch Święty. Mimo że Zefiryn zaczął akcentować w nauczaniu bóstwo Chrystusa i odrębność poszczególnych Osób Bożych, Hipolit twierdził, że czyni to mało klarownie i niewystarczająco. On sam bezkompromisowo strzegł faktycznej różnicy pomiędzy Synem a Ojcem, przedstawiał Syna jako byt prawie w całości osobny od Boga, jednocześnie Mu podporządkowany (subordynacjonizm). Coś się nie zgadza, prawda Czytelniku? Łatwo da się zauważyć, że Hipolit broniąc stanowiska Kościoła czynił to tak mocno, że sam popadł w herezję, co ówcześnie nie było bynajmniej odosobnionym przypadkiem. Różnica więc między Zefirynem a Hipolitem jest taka, że papież za swe wysiłki zyskał uznanie pisarzy chrześcijańskich pierwszych wieków, a jego prezbiter popadł w błędnowierstwo.
W rezultacie powyższego Hipolit nazwał Zefiryna prostym, niewykształconym i skąpym. Dodatkowo doszły względy natury osobistej – prezbiter stał się zazdrosny, nie mogąc zaakceptować faktu, że papież na swojego diakona wybrał niewolnika Kaliksta i uczynił go najbliższym współpracownikiem, dlatego też oskarżył pontifeksa o modalizm. Niestety Zefiryn nie zdążył zdyscyplinować niepokornego kapłana, ponieważ zmarł. Przez wieki historycy Kościoła uważali, że poniósł śmierć męczeńską, jednak dziś wiemy, że tak nie było.
Schizma time
Wobec wcześniejszych rozważań nie powinien dziwić fakt, że gdy tylko gmina rzymska obrała Kaliksta (217-222) na następcę Księcia Apostołów, Hipolit zerwał łączność z Kościołem i został wybrany papieżem przez grupę swych zwolenników. W takich oto okolicznościach rozpoczęło się oficjalne urzędowanie pierwszego antypapieża w dziejach. Zarzucał on Kalikstowi rozluźnienie dyscypliny kościelnej, pobłażliwość w traktowaniu wykluczonych z Kościoła za najcięższe grzechy oraz tolerowanie małżeństw pomiędzy niewolnikami a kobietami wolnymi, mimo iż prawo państwowe nie przyzwalało na ich zawieranie. Co więcej, najpierw oskarżył papieża o popadnięcie w herezję Theodotusa a następnie Sabellusa.
Michał Gryczyński w swej książce „Poczet papieży” przytacza taką wypowiedź Hipolita o Kalikście: „Jako pierwszy poważył się pozwolić ludziom na rozkosze ciała, mówiąc, że każdemu z nich sam odpuści grzechy. Gdy ktoś nieprawnie nosił przyjęte od kogoś imię chrześcijanina, to nie będą mu — jak powiada — liczone grzechy, o ile przyłączy się do szkoły Kaliksta. Widzicie więc do jakiej bezbożności posunął się ten pozbawiony zasad mąż, nauczający w swej szkole morderstw i rozpusty. I to odważył się nazwać Kościołem katolickim”.
Wszystkie te oskarżenia możemy uznać za niesprawiedliwe. Z dostępnych materiałów wyłania się obraz Kaliksta jako człowieka pojednawczego, którego życie nie było usłane różami. Zaczynał jako niewolnik — najpierw powierzono mu prowadzenie banku, jednak po załamaniu finansowym skazano go na obracanie żaren przy kieracie a ostatecznie zesłano do kopalń na Sardynii. Po ułaskawieniu na skutek interwencji chrześcijańskiej konkubiny cesarza Kommodusa, pozostawał w Anzio, aż papież Zefiryn wezwał go do Rzymu i włączył w poczet duchowieństwa. Powierzono mu opiekę nad katakumbami, co było zadaniem niezwykle odpowiedzialnym, dlatego że wydzielenie chrześcijańskich cmentarzy stanowiło sui generis, formę legalizacji kultu. Został także zarządcą oficjalnego cmentarza Kościoła — nazwanego później katakumbami świętego Kaliksta (co ciekawe, sam nie został w nich pochowany). Czyż cała historia nie brzmi znajomo? Jakże często można dziś usłyszeć potwarz tylko dlatego, że jest się niewystarczającym ultrarygorystą!
Ani o jotę relacje Hipolita z Kościołem nie poprawiły się za pontyfikatu świętego Urbana (222-230). Niestety niewiele można o nich powiedzieć. Podobnie enigmatycznie jawi się postać samego papieża. Wiadomo, że już w 222 roku zwrócił się do swego adwersarza o ustalenie daty obchodzenia Wielkanocy. Według tradycji zginął śmiercią męczeńską przez ścięcie głowy, aczkolwiek informacje te pochodzą z apokryfów. Zaś prawdopodobnie tylko legendą jest doprowadzenie przez niego świętej Cecylii do chrześcijaństwa i zamienienie jej domu na kościół. Święty Urban wciąż pozostaje papieżem bardziej czczonym niż znanym.
Nieoczekiwany przełom
W 230 roku na następcę Piotra został wybrany Poncjan (230-235). Początek jego pontyfikatu przypadł na okres panowania cesarza Aleksandra Sewera, a ten według „Historia Augusta” uchodził za władcę tolerancyjnego. Dzięki temu papież mógł zająć się nauczaniem – prawdopodobnie z jego inicjatywy wprowadzono do liturgii śpiew Confiteor oraz Dominus vobiscum. To również za jego czasów ekskomunikowano Orygenesa, uznawanego za pierwszego teologa, a który został zaliczony do Ojców Kościoła. Według wszelkiego prawdopodobieństwa to właśnie za Poncjana napisał Hipolit swą Philosophumenę.
Niestety dobre czasy skończyły się wraz z zamordowaniem cesarza i obraniem nowego suwerena — Maksymina Traka. Już w pierwszym roku panowania nakazał on uwięzić Hipolita oraz Poncjana, a następnie deportować ich na Sardynię, zwaną „wyspą śmierci”. Tam 28 września papież abdykował, jako pierwszy w historii, natomiast antypapież zrzekł się swych roszczeń i wezwał swoich popleczników do pojednania z Kościołem. Wiemy, że sam uczynił to również przed śmiercią.
Czy pogodzenie się tych dwóch postaci mogło wyglądać tak, jak przedstawiłem to w wymyślonej historyjce na początku tekstu? Zawsze jest jakaś szansa, szkoda tylko, że tu na ziemi już się raczej tego nie dowiemy. Nie poznamy motywów decyzji Hipolita, jedynie pozostaje się nam z niej radować. Ten oto antypapież, przeciwnik wielu pontifeksów, rygorysta z krwi i kości porzuca wszelkie błędy, kruszy zatwardziałość swego serca i prosi o przebaczenie jako biedny grzesznik. Zaprawdę, niewiele było tak pięknych historii w dziejach papiestwa, szczególnie jeśli spojrzy się na poczynania kolejnych antypapieży!
Obaj święci zmarli na wygnaniu, najprawdopodobniej do końca 235 roku, bowiem już rok lub dwa lata później papież Fabian sprowadził ich ciała do Wiecznego Miasta i nakazał pochować. Jak się wydaje, śmierć tego pierwszego zakończyła definitywnie schizmę. Posąg Hipolita odnaleziono w 1551 roku na cmentarzu jego imienia wraz z niepełną listą dzieł, natomiast fragmenty płyty nagrobnej Poncjana odkryto w 1909 roku w krypcie papieskiej katakumb świętego Kaliksta. Paradoksem historii jest to, że do zaniechania jednego z pierwszych podziałów pierwotnego chrześcijaństwa przyczynił się na swój sposób cesarz Maksymin Trak prześladujący chrześcijan.
Dziedzictwo Hipolita
Hipolit był bez wątpienia jednym z najważniejszych i najbardziej płodnych pisarzy początków Kościoła. Niemniej jednak większość jego prac została utracona albo znana jest fragmentarycznie, najczęściej dzięki przekładom na języki bliskowschodnie lub słowiańskie. Sam w swych pismach posługiwał się greką, która w tamtym okresie nie cieszyła się w Rzymie zainteresowaniem, dlatego też pozostał tam szerzej nieznany. Na szczęście sprawa miała się inaczej na Wschodzie, gdzie stał się postacią sławną. Jego dzieła dotykały wielu gałęzi teologii, stąd możemy odnaleźć ich liczne cytowania w rozprawach świętego Euzebiusza z Cezarei czy świętego Hieronima.
Nasz bohater stworzył tak wiele opracowań, że nie sposób ich wszystkich wymienić — wiemy, że był autorem kilku wielotomowych komentarzy do niektórych ksiąg Starego i Nowego Testamentu. Przypuszczalnie w całości przetrwały omówienia Pieśni nad Pieśniami, czterotomowy komentarz do Księgi Daniela, inne zaś znamy częściowo (np. O Księdze Rodzaju). Z pism dogmatycznych i apologetycznych zachowało się osiem pozycji, ale tylko jedna w całości w oryginale po grecku — O Antychryście.
Niepodobna nie wspomnieć o przywoływanej już polemice przeciwko panoszącym się wtedy herezjom — Philosophumenie, zwaną w oryginale Kata pason aireseon elegchos, co można przetłumaczyć jako Odparcie wszystkich herezji. Pierwszy tom był znany od wieków, natomiast odkrycie ksiąg od IV do X na Górze Atos dało możliwość zapoznania się w sposób holistyczny z myślą świętego Hipolita. Cztery pierwsze tomy omawiają grecką filozofię, kolejne zaś stanowią opracowanie i odparcie chrześcijańskich heterodoksji, zaś ostatni, X tom, to podsumowanie przedstawionych treści. Cały traktat jest bezcennym źródłem wiedzy na temat głoszonych herezji na łonie wczesnego Kościoła. Co prawda nieliczne grono badaczy kontestuje autorstwo Hipolita, ale większość uznaje je jako niewątpliwie.
Tępienie wszelkich przejawów odstępstwa od wiary wydaje się ulubionym zajęciem świętego. Świadczyć mogą o tym kolejne tytuły – „Epiphanius”, „Panarion”, „Philastrius”, czy „O herezjach”. Bardzo osobliwy, wręcz unikatowy charakter ma „Mały Labirynt”, będący jego trzecim antyheretyckim dziełem po „Philosophumenie” i znanej we fragmentach „Syntagmie”. Poza tym święty wydał kilka monografii przeciwko montanistom, marcjonistom powiązanym z gnostycyzmem, alogianom czy Kajusowi. Hipolit zajmował się również wyznaczeniem cyklu wielkanocnego w „Obliczeniu daty Paschy”, a w swej „Kronice tudzież Historii świata od Adama” podjął się opisania wszechświata od stworzenia po czasy mu współczesne.
Wreszcie antypapież popełnił cykl publikacji o prawie kanonicznym, do których często odnosi się w swych rozprawach święty Hieronim. Szczególnie trzy z nich zasługują na uwzględnienie — Konstytucje Hipolita, Konstytucja Kościoła egipskiego spisana głównie w języku koptyjskim oraz słynne Kanony Hipolita. O ile autorstwo dwóch pierwszych bywa kwestionowane, to trzecie bezsprzecznie uznaje się za jego twórczość, co przyznaje najbardziej sceptyczny co do pozostałych Hans Achelis w Die ältesten Quellen des orientalischen Kirchenrechts.
O Kanonach Hipolita można przeczytać ostatnio dość często, zwłaszcza podczas omawiania II Modlitwy eucharystycznej (dalej: ME). W założeniach II ME miała być ułożona na podstawie owych kanonów, aczkolwiek gdy porównamy oba teksty, to trudno nam znaleźć podobieństwa. Osobiście udało mi się takie znaleźć jedynie pomiędzy Kanonem Hipolita a prefacją II ME. W praktyce jednak odmawianie tej modlitwy wraz z własną prefacją należy do rzadkości, mnie zaś, Drogi Czytelniku, udało się spotkać z taką sytuacją raz w mym niekrótkim żywocie. Dodatkowo, smaczku dodaje fakt, iż Kanony Hipolita powstały najprawdopodobniej w okresie, gdy ten był antypapieżem, bądź też były przywołaniem jakichś starszych form pochodzenia syryjskiego, a sam Hipolit promował je w opozycji do prototypu Kanonu rzymskiego.
Nasza przygoda z antypapieżem Hipolitem dobiega końca. Mam nadzieję, że udało mi się przybliżyć Wam postać tego ciekawego świętego, którego bez powątpiewania można nazwać unikatowym w skali całego Kościoła. Pozostaje on dla nas wzorem tytanicznej pracy, szczególnie w sferze dogmatycznej, a jego dzieła zachwycają po dziś dzień, dlatego zachęcam Was do sięgnięcia przynajmniej po niektóre. Z drugiej strony, jego historia pozwala nam na refleksję — czy warto iść w zaparte, trwać w błędzie i odłączać się od wspólnoty jedynie dlatego, że nie zgadzamy się z nią w pojedynczych kwestiach? Może lepiej pohamować czasami swoje zapędy? Na szczęście opowieść Hipolita kończy się dobrze, bo wraca do swej Matki, a potomni nawet uznają go za świętego. Kolejny raz widzimy, że na nawrócenie nigdy nie jest za późno…