adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Sprawdź nowy numer konta

Wesprzyj

Co czyni nas ludźmi?

magazine cover

Kadr z filmu Bladerunner 2049 (reż. Denis Villeneuve)

„Bardziej ludzcy niż ludzie”– to hasło pada w Blade Runnerze Ridleya Scotta, wracając także w kontynuacji Denisa Villeneuve. Czy to tylko pusty zwrot reklamowy korporacji tworzącej androidy, czy zdanie o wiele głębsze, zmuszające nas do zastanowienia się nad ludzką naturą i jej ograniczeniami?

Kiedy nie tak dawno dyskutowano przy okazji Oscarów, kto powinien zostać zwycięzca, mój faworyt był zupełnie inny. Choć otrzymał kilka nominacji, nie dostał jej w kategorii dla najlepszego filmu. Kontynuacji Blade Runnera można było się obawiać z kilku powodów. Ostatnie lata pełne były powrotów do kultowych serii, które okazywały się niczym więcej, jak puszczeniem oka do starych widzów, zakurzonym kostiumem bez powiewu świeżości. Film Villeneuve’a okazał się pod tym względem zaskoczeniem. Dziełem samodzielnym, choć tak samo jak część pierwsza zadającym pytania o człowieczeństwo.

Blade Runner 2049 świadomie odwołuje się do czasów współczesnych. Kiedy pierwsza część stanowiła ciekawy mariaż kina noir z estetyką lat 80., film Villeneuve’a pomimo oczywistych estetycznych odniesień rysuje przyszłość bardziej surową, apokaliptyczną, przez co w pewnym sensie bardziej zbliża się do książkowego pierwowzoru. W książce Dicka ziemia jest bowiem miejscem opustoszałym, w którym pozostali nieliczni. Reszta przeniosła się na pozaziemskie kolonie oferujące życie wolne od skażenia i zmartwień ziemi. Los Angeles przyszłości w wydaniu kanadyjskiego reżysera to enklawa na jałowej pustyni. Świetliste neony, trójwymiarowe reklamy, hologramy oślepiające swoim blaskiem i feeria kolorów przesłaniają faktyczny stan. Stan zagłady.

W tym świecie pozorów łatwo także czasem rozpoznać, kto jest człowiekiem. Choć tym razem nie obserwujemy losów detektywa, którego człowieczeństwo zostaje poddane w wątpliwość. Śledzimy losy nowego blade runnera, oficera K. – androida polującego na androidy. Choć czy na pewno tylko androida?

Gdy w filmie Scotta pytanie o człowieczeństwo pada wraz końcem filmu, stając się sporem wśród widzów na kolejne dziesięciolecia, w Blade Runner 2049 reżyser czyni z tego pytania główną oś swojego filmu. Warto jednak podkreślić, że pierwsza część także porusza zagadnienie człowieczeństwa na kilku płaszczyznach. Warto zestawić ze sobą oba dzieła po to, by dostrzec różnice i punkty wspólne, które pojawiają się w przedstawieniu historii replikantów.

W filmie z 1982 r. śledzimy losy tytułowego łowcy Deckarda, który poluje na androidy zbiegłe z kolonii. Bohater stylizowany jest na detektywa z czarnych kryminałów. Charakteryzuje go nie tylko długi płaszcz, ale i pewien sposób bycia. Trochę zdystansowany, nieco wyzbyty z uczuć. Klasyczni bohaterowie czarnego kryminału odznaczali się także dwuznacznym podejściem do moralności. W ich filozofii życiowej ważny był efekt, który można było osiągnąć w niekoniecznie uczciwy sposób. Czy taki jest także Deckard? Zdaje się, że nie ma wyboru, musi złapać androidy. Podczas polowania na jednego z nich słyszy znamienne zdanie: „You are made for this”– jesteś do tego stworzony lub zrobiony – sugerując w ten sposób być może faktyczne pochodzenie Deckarda, który mógłby być zaprogramowany do łapania innych zbuntowanych replikantów. Ale może to oznaczać coś innego. Deckard po prostu przypomina w swojej pracy robota, robi to, co musi i w jego życiu nie ma miejsca na wybór, na świadome podejmowanie decyzji. W jakimś sensie upodabnia się do mechanicznego tworu, wyzbytego głębszych doznań. Ten element zostaje podkreślony także wtedy, kiedy przywódca androidów Roy Batyy opowiada, ile niesamowitych rzeczy widział w ciągu swojego krótkiego życia. Replikanty, które w filmie Scotta są w stanie przeżyć jedynie 4 lata, zdają się tego życia spragnione, świadome przemijalności starają się je przeżywać w sposób bardziej intensywny. Na ich tle Deckard jest kimś ostygłym w zapale, zobojętniałym wobec cudu życia.

Niezwykle kluczowe dla zrozumienia pierwowzoru jest spotkanie Roya Battego ze swoim twórcą – dyrektorem korporacji, która zaczęła produkować androidy. Tyller przez swój wygląd przywodzi na myśl urzędnika. Nie wizjonera, nie rewolucjonistę, ale pragmatycznego konstruktora. W pałacowej scenerii przy szachownicy kojarzy się z kimś, kto obmyślił grę, w której androidy uczynił swoimi pionkami. Jednak to właśnie w scenie spotkania android pokonuje w tej rozgrywce twórcę. Jakby buntował się przeciwko roli, jaką mu wyznaczył. W świecie wykreowanym przez Scotta replikanty produkowane są do celów wojskowych lub rozrywkowych, nie do samodzielnego życia. I choć specjalnie obmyślony test ma rozróżniać ludzi i roboty ze względu na zdolność do reakcji emocjonalnych, w androidach rodzą się uczucia.

Warto pozostać przy wątku Tyllera, bo chociaż przywodzi on na myśl bardziej konstruktora, twórcę niż stwórcę, jego postać może nieco przypominać obraz Boga, jaki Terry Gilliam wykreował w swojej antybaśni Złodzieje czasu. Tam Bóg przedstawiony jest jako urzędnik pod krawatem, któremu brakuje współczucia i miłości. Jego surowość objawia się w urzędniczej precyzji i pragmatyzmie. Czy tak nie można by odbierać twórcy korporacji z Blade Runnera? Gdyby uznać, że androidy to metafora ludzi, Tyller okazuje się w takim ujęciu Bogiem w myśl deizmu, Bogiem, który wprowadził świat w ruch, już więcej się nim nie interesując. Idąc tym tropem, pragnienie życia zobrazowane przez androidy jest uprzytomnieniem sobie ludzkiej przemijalności i ciągłej świadomości widma śmierci, której chcą się przeciwstawić.

To tylko jedna z interpretacji, ale prowadzi nas w bardziej pesymistycznym kierunku. Replikant w takim wypadku okazuje się zobrazowaniem pewnego zniewolenia, jakiemu poddajemy się jako ludzie, gotowi zamknąć się w wyznaczonych rolach, pozbawieni zdolności do decydowania o własnym życiu, bezradni wobec własnej śmiertelności. Z drugiej strony jeden z współtwórców androidów, Sebastian, określa je jako „doskonałe” i „czyste”. A hasło korporacji głosi „bardziej ludzcy niż ludzie”, jakby androidy były pozbawione wad, które mają ludzie, podkreślając jedynie ich dobre cechy. A jednak androidy są w stanie zabijać, by zrealizować swój cel.

Warto zatrzymać się przy tym, co ma rozróżniać replikanty od ludzi. Wspomniany test sugeruje, że to, co odróżnia roboty od ludzi to zdolność do odczuwania emocji. Paradoksalnie to replikanty są w stanie odczuwać bardziej, zadając pytanie o to, czy ludzie czasem nie zaczynają przypominać robotów, gdy zatracają wrażliwość, empatię, zdolność przeżywania życia w sposób świadomy. W książce Dicka mamy scenę, w której Deckard robi test innemu łowcy androidów, gdy nie jest pewny jego człowieczeństwa, i choć zdaje on test na człowieka, to jego ogólny obraz jest dość pesymistyczny. Jakby w człowieczeństwie istniała poważna skaza, której miałyby być wyzbyte same androidy.

W ramach kontynuacji Blade Runnera powstał krótki metraż animowany 2022 Blackout wyjaśniający, co wydarzyło się pomiędzy pierwszą a drugą częścią. W tej opowieści jedna z replikantek pyta drugiego androida, czy po śmierci pójdą do nieba. W odpowiedzi słyszy: „Nie ma dla nas nieba ani piekła, ten świat jest wszystkim, co mamy”. Znów zostaje tu podkreślona – jak w przypadku pierwszej części – potrzeba przeżywania życia w cieniu śmierci, która kończy wszystko. Równie ważna okazuje się scena, w której człowiek zachwycony jedną z replikantek używa tego samego określenia, co Sebastian z pierwszej części: „Jesteście perfekcyjni, czyści”. Bohater przeciwstawia doskonałość androida wadom ludzkim: egoizmowi, zdolności do kłamstwa i zdrady. W ten sposób tłumaczy, w czym mają być one bardziej ludzkie od ludzi. Tak jakby androidy okazały się dziełem doskonalszym, nie skażonym w swojej naturze grzechem pierworodnym.

Ten wątek rozwijany jest w jakiś sposób w Blade Runner 2049. Po upadku korporacji Tyllera i buncie ludzi wobec androidów, ideę idealnych maszyn podejmuje na nowo Walles, milioner, który chce stworzyć jeszcze doskonalsze androidy. W porównaniu do Tyllera okazuje się on w swoim odczuciu kimś więcej niż pragmatycznym konstruktorem. Swoje twory nazywa „aniołami”. Walles zdaje się postrzegać siebie jako kogoś, kto poprawia niedoskonałą naturę, a jednak nie jest w stanie osiągnąć jednego. Sprawić, by androidy był zdolne do rodzenia.

Tutaj przechodzimy do zasadniczych różnic pomiędzy pierwowzorem a nowym Blade Runnerem. W 2049 r. znaczenia nie ma już różniące ludzi i androidy okazywanie emocji i uczuć, lecz cechy ludzkie, które decydują o człowieczeństwie u jego podstaw: zdolność do bycia urodzonym, zrodzonym z miłości.

Oficer K. jako android stara się tej miłości poszukiwać chociażby w postaci komercyjnej aplikacji Joi – hologramu dziewczyny. Relacja K. do Joi to niejako krok dalej, niż w przypadku filmu Scotta, gdzie zarysowywany został związek człowieka i androida. Joi jest świadoma swojej sztuczności i za wszelką cenę próbuje pokonać swoje ograniczenie. A jest nim brak fizycznego wymiaru. „Chcę być dla ciebie prawdziwa” – mówi do ukochanego. To samo zdanie pada kilkakrotnie w filmie. K. słyszy je także od swojej przełożonej z policji: „Wszyscy szukamy czegoś prawdziwego”.

To kolejny istotny element definiujący człowieka w filmie Villeneuve’a. Bycie prawdziwym, fizycznym, nie kopią, nie repliką, ale sobą samym, niepowtarzalnym. Czyli posiadanie niepowtarzalnej duszy. To pojęcie pojawia się w filmie. „Myślę, że urodzić się to znaczy mieć duszę”– tłumaczy K., gdy otrzymuje rozkaz, by zabić tym razem nie typowego replikanta, ale kogoś, kto się urodził.

Fizyczność, prawdziwość, dusza, urodzenie z miłości. Do tych pojęć definiujących człowieka dochodzi jeszcze jedno. „Umrzeć za sprawę, to najbardziej ludzki czyn, jakiego możemy dokonać” – mówi jedna z replikantek. Poświęcenie dopełnia wszystkie pozostałe elementy składające się na obraz człowieka. Pod tym względem film Villeneuve’a niejako rozwija spostrzeżenia z pierwszego Blade Runnera.

We wspomnianym krótkim metrażu padają znamienne słowa: „Nie jesteśmy niczym więcej niż żołnierzykami w piaskownicy… Możemy żyć dłużej niż stare androidy, ale »życie« nie oznacza życia”.

Oddać życie, by je odzyskać. Być może to stanowi odpowiedź w kontynuacji Blade Runnera na te słowa. Być może w takim kierunku można interpretować drugą część: potwierdzamy nasze człowieczeństwo wtedy, gdy żyjemy prawdziwie i ofiarnie, a nie przesłaniamy je pozorami. W 2049 r. według wizji Villeneuve’a świat technologii charakteryzuje przede wszystkim pozorność przesłaniająca to, co rzeczywiste: wirtualne hologramy, świetlne neony przesłaniają widok na pustkowia, w których pyle i radioaktywnym skażeniu znajdują się ruiny symbolizujące dawną sztuczność: resztki Las Vegas. Co stanowi dla niego kontrapunkt? Coś prawdziwego: śnieg padający z nieba na oficera K., który być może dowiódł swego człowieczeństwa. I na koniec to imię K., jak Józef K. z powieści Kafki. Może nie chodzi tu o pokazanie, że nasz świat okazuje się równie absurdalny i niesprawiedliwy, jak w Procesie, tylko podkreślenie, że K. oznacza każdego z nas. Mamy wybór i możemy zawalczyć o swoje człowieczeństwo.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

O autorze

Absolwent kulturoznawstwa, zakochany w filmie, literaturze, oraz pisaniu (nie tylko publicystycznym). Wierzy, że w kulturze popularnej można poruszać ważne tematy bez popadania w banały, z większą nadzieją wobec człowieka i jego poszukiwań, niż to zazwyczaj bywa.
Zapisz się na newsletter i bądź na bieżąco

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.

The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.