Dlaczego Syn Boży stał się człowiekiem? Odpowiedź wydaje nam się oczywista: aby nas zbawić przez Krzyż i Zmartwychwstanie swoje. Jednak różni święci, Ojcowie i Doktorzy Kościoła wobec tak postawionej sprawy zadawali rozsądne pytanie: czy w takim razie to największe dzieło Boga, czyli wcielenie Syna Bożego, Bóg zawdzięcza naszemu grzechowi? Tak różni i oddaleni od siebie w czasie i przestrzeni mistrzowie teologii Kościoła jak św. Ireneusz z Lyonu, św. Maksym Wyznawca czy bł. Jan Duns Szkot odpowiadali, że to niemożliwe. Jak to zatem rozumieć?
Wprowadźmy podstawowe tutaj pojęcie absolutnego prymatu Chrystusa – co ono znaczy? Odpowiada ono na pytanie: czy Chrystus jako człowiek jest konsekwencją stworzenia, czy to raczej stworzenie wtórnie wypływa z wcielenia Chrystusa? Błogosławiony Duns Szkot rozumował w ten sposób: Bóg, zamierzywszy stworzenie, zamierzył je tak, by było najdoskonalej zjednoczone z Nim samym, ponieważ Bóg jest najwyższym dobrem i najwyższe dobro swemu stworzeniu Bóg chciał ofiarować. Takie zjednoczenie oznacza, że Bóg musiałby stać się stworzeniem i dlatego gdy Bóg zamierzył stworzyć cokolwiek, to najpierw zamierzył Wcielenie Syna Bożego. Celem stworzenia jest stworzenie obdarzone najgłębszą komunią z Bogiem. Ktoś pięknie ujął to w słowach mówiących, że wszystko zostało stworzone dla Najświętszego Serca Jezusowego, „ze Słowem Bożym istotowo zjednoczonego”, jak mówi litania. Jakie są tego konsekwencje?
Najprościej mówiąc, oznacza to, że gdyby nie było upadku człowieka, Syn Boży dalej stałby się człowiekiem. Bóg-Człowiek Jezus Chrystus jest przez Boga chciany dla niego samego, ta bosko-ludzka jedność ma prymat ponad wszystkim. Jednym z kluczowych tekstów biblijnych leżących u podstaw tego rozumienia Chrystusa jest piękny hymn z Listu do Kolosan 1, 15-20:
On jest obrazem Boga niewidzialnego –
Pierworodnym wobec każdego stworzenia,
bo w Nim zostało wszystko stworzone:
i to, co w niebiosach, i to, co na ziemi,
byty widzialne i niewidzialne,
czy Trony, czy Panowania, czy Zwierzchności, czy Władze.
Wszystko przez Niego i dla Niego zostało stworzone.
On jest przed wszystkim i wszystko w Nim ma istnienie.
I On jest Głową Ciała – Kościoła.
On jest Początkiem,
Pierworodnym spośród umarłych,
aby sam zyskał pierwszeństwo we wszystkim.
Zechciał bowiem [Bóg], aby w Nim zamieszkała cała Pełnia,
i aby przez Niego znów pojednać wszystko z sobą:
przez Niego – i to, co na ziemi, i to, co w niebiosach,
wprowadziwszy pokój przez krew Jego krzyża.
Błogosławiony Duns Szkot, ilustrując tę prawdę, odwołuje się do przykładu z życia. Gdy rzeźbiarz zamierza wykonać rzeźbę, najpierw dokładnie ustala, co ostatecznie ma być wykonane, jaką formę ma przyjąć ta bryła, która jest przed nim, a potem zabiera się do pracy. Podobnie Bóg – zamierzając stworzyć świat – to, co zamierzył jako cel świata, to wcielony Chrystus, Bóg-Człowiek. Dopiero w Chrystusie „wszystko zostało stworzone”, On jest początkowym zamiarem i On jest ostatecznym spełnieniem, Alfą i Omegą. Dopiero w Nim Bóg zamierzył wszystkich przeznaczonych do chwały. Inny kluczowy tekst mówi: „W Nim [Chrystusie] bowiem wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem. Z miłości przeznaczył nas dla siebie jako przybranych synów przez Jezusa Chrystusa, według postanowienia swej woli, ku chwale majestatu swej łaski, którą obdarzył nas w Umiłowanym” (Ef 1, 4-6).
Upadek człowieka jest dopiero wtórnym wydarzeniem, wobec tego planu i zmienia „tylko” tyle, że przyjście Chrystusa w ciele łączy się z ofiarą Krzyża i Zmartwychwstaniem, ale są one jedynie drogą do realizacji pierwotnego celu: udziału przeznaczonych stworzeń w chwale wcielonego Syna Bożego. Tym większa jest chwała Chrystusa, że w ten sposób pokonuje przeszkodę stojącą na drodze do włączenia ludzi w Jego komunię z Ojcem. W świetle tego spojrzenia na zbawienie, które nazywa się „tezą franciszkańską” ze względu na szczególne oddanie jej rodziny franciszkańskiej, rozważymy, jak oświetla ona nasze rozumienie rzeczy ostatecznych. Co oznacza komunia świętych, zmartwychwstanie i życie wieczne, jeśli de facto wcielony Chrystus jest naszą „rzeczą ostateczną”, celem, spełnieniem, końcem i Omegą?
Świętych obcowanie
To, co może umknąć czytelnikowi w powyższej prezentacji absolutnego prymatu Chrystusa, to doniosłość dwóch rzeczy. Po pierwsze, wszystko istnieje nie po prostu dla Syna Bożego, ale dla wcielonego Syna Bożego, Jezusa Chrystusa. Człowiek – Jezus Chrystus – jest celem stworzenia. Sobór Watykański II ujął rzecz w ten sposób: „Tajemnica człowieka wyjaśnia się naprawdę dopiero w tajemnicy Słowa Wcielonego. Albowiem Adam, pierwszy człowiek, był figurą przyszłego, mianowicie Chrystusa Pana. Chrystus, nowy Adam, już w samym objawieniu tajemnicy Ojca i Jego miłości objawia w pełni człowieka samemu człowiekowi i okazuje mu najwyższe jego powołanie” (Gaudium et Spes 22). Po drugie, od samego początku planem Boga było, by każdy, kto będzie uczestniczył w chwale, uczestniczył w niej przez udział w Chrystusie, w Ciele Chrystusa, w Kościele.
Dlaczego to jest ważne? W naszych czasach wielką pokusą jest indywidualizacja wiary, jej „deinkarnacja” – odcieleśnienie. Mówimy sobie często, że wystarczy nam relacja z Bogiem, z Chrystusem, że przecież mamy przystęp do Niego bezpośrednio i widzimy świętych, a i czasem Kościół, jako niepotrzebne rozproszenie. Czasami możemy mieć całkiem dobre intencje – wyłączną naszą miłość do Chrystusa, jednak wobec „tezy franciszkańskiej” takie postawy okazują się być rażącym niezrozumieniem tego, co Bóg właściwie uczynił w Chrystusie. Bóg bowiem nie powołał nas jako indywiduów w odosobnieniu od reszty. Bóg przede wszystkim wybrał Chrystusa, a nas razem w Nim. Jeśli jesteśmy zbawieni, to jako organizm i w żaden inny sposób, ponieważ nie przewidział nas przed Chrystusem, ale nas właśnie w Chrystusie.
Dlatego właśnie świętych obcowanie, komunia świętych w Ciele Chrystusa, jest tym, dlaczego Bóg w ogóle stworzył świat. Wszystkie relacje, które posiadamy z ludźmi na co dzień są zaledwie cieniem i zapowiedzią tej doskonałej komunii miłości ofiarowanej nam w Chrystusie pomiędzy jego członkami. Oczywiście wszyscy ochrzczeni, a nie tylko święci, są członkami Chrystusa, jednak święci uczestniczą już w tym punkcie końcowym naszej historii zbawienia i nasza relacja z nimi przybliża i nas do celu.
Z „tezy franciszkańskiej” wynika również, że nie ma takiego świętego, którego by Bóg widział w oderwaniu od Chrystusa. Bóg „przeznaczył nas dla siebie jako przybranych synów przez Jezusa Chrystusa” (Ef 1, 5) jako członki Jego Ciała. Święty to ktoś, kto realizuje pełnię człowieczeństwa objawioną w człowieku Jezusie, nie tylko w jego służbie, ale i wywyższeniu. Chrystus w swojej osobie ukazuje nam nie tylko przykład pokory, wierności wobec Boga i miłości wobec bliźnich, ale również spełnienie, którego dostąpimy krocząc za Nim. Pouczające tutaj są obietnice z Apokalipsy, które daje Jezus wierzącym: „Zwycięzcy dam zasiąść ze Mną na moim tronie, jak i Ja zwyciężyłem i zasiadłem z mym Ojcem na Jego tronie” (Ap 3, 21; zob. również Ap 2, 7.11.17.26-28; 3,5.12). Święci mają udział w zwycięstwie Baranka, nowego Adama i wraz z Nim dzielą władzę. Władza i godność świętych nie może być zatem oderwana od Chrystusa, ponieważ właśnie w Nim i przez Niego działa. Święci są tymi, którzy w swoim człowieczeństwie osiągnęli punkt Omega, stali się w Chrystusie jak Chrystus, zasiedli z nim na Jego tronie, który jest tronem Ojca.
Ciała zmartwychwstanie
Bóg kocha ciało. Staje się to oczywiste, kiedy zrozumiemy, że wszystko zostało stworzone dla wcielonego Syna Bożego. Wszelka materialność wywodzi się ostatecznie stąd, że Bóg zapragnął człowieka, Jezusa Chrystusa. Dlatego opowieści o wiecznym życiu w niebie, rozumianym jako życie bezcielesne, niematerialne, można między bajki włożyć. Bóg zapragnął wcielonego Chrystusa i nawet, gdy w ten plan dla człowieka wkroczył grzech i śmierć, Bóg nie poniechał swej intencji, ale przeprowadził swojego Syna przez tę śmierć do nowego, cielesnego życia.
Czy nie zastanawialiście się nigdy, dlaczego w Litanii do Wszystkich Świętych Matka Boża wymieniona jest przed Aniołami? Można by się spodziewać, że będzie odwrotnie, wszak Aniołowie jako istoty całkowicie duchowe są w pewnym sensie doskonalsze, bardziej podobne Bogu. A jednak objawia się tutaj właśnie ta prawda, o której mowa: Bóg stał się człowiekiem. Bóg dla człowieka, Chrystusa, stworzył wszystko – również Aniołów. Bóg zaszczycił ciało swoim zamieszkaniem w nim i przyjął ciało właśnie z Maryi Dziewicy, jak wyznajemy w Credo. Maryja, poza najwyższą świętością i komunią ze swym Synem, posiada pewne podobieństwo do Syna Bożego, którego Aniołowie nigdy nie posiądą: posiada ciało.
Rola Maryi w planie Boga rzuca nań ważne światło, które pozwala zrozumieć nam różne kwestie wyraźniej. Błogosławiony Duns Szkot przekonywał, że Maryja jest ściśle zjednoczona z Bożym planem stworzenia i zbawienia, bo w chwili, gdy mowa jest o wcieleniu Syna Bożego, dla którego wszystko zostało stworzone, musi pojawić się w tym planie jego matka, przez którą On się stanie człowiekiem. Jest więc ona z natury najbliżej celu, dla którego wszystko powstało. Podobnie i prawda o jej wniebowzięciu z duszą i ciałem uwidacznia nam, że Zmartwychwstanie Chrystusa to nie pojedynczy przypadek odnoszący się tylko i wyłącznie do niego samego, ale że jest to plan dla każdego człowieka. Bóg przyjmuje nie tylko wcielonego Chrystusa do swej Boskiej chwały, ale w Nim i z Nim wszystkich zbawionych, a zwłaszcza jego Matkę. Ciało zostało wywyższone ponad Aniołów. Ciało integralnie przynależy do spełnienia, jakie Bóg dla nas zaplanował.
Chociaż żydzi wierzyli w zmartwychwstanie ciała już przed Chrystusem, Listy Apostolskie w świetle Ewangelii stawiają tę wiarę w nowym świetle. To już nie jest tylko wyraz ufności złożonej w Stwórcy ciała, który to ciało wyrwie ze szponów skażenia i śmierci. Święty Paweł naucza, że w Chrzcie staliśmy się częścią Ciała Chrystusa, umęczonego i zmartwychwstałego, i dlatego nasze ciała czeka ten sam los, co jego Ciało (1 Kor 15). Św. Jan pisze: „Wiemy, że gdy się objawi, będziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go takim, jakim jest” (1 J 3, 2). Cel wszechświata został nam wreszcie odsłonięty: przebóstwiony (zjednoczony z Bogiem) człowiek z duszą i ciałem. I w tym celu, Chrystusie, już świadomie możemy uczestniczyć od dzisiaj, nim zabrzmi trąba ostateczna – poprzez sakramenty.
Żywot wieczny
Wspomniany św. Jan jest oczywiście mistrzem wprowadzającym nas w tajemnicę Wcielenia w swoim Prologu do Ewangelii (J 1). Właśnie jego pisma ukazują nam, że nie jakaś ogólna szczęśliwość lub spełnienie jest celem naszego istnienia, ale właśnie Słowo, które stało się ciałem, Jezus Chrystus. Pisze on wprost: „Jesteśmy w prawdziwym Bogu, w Synu Jego, Jezusie Chrystusie. On zaś jest prawdziwym Bogiem i Życiem wiecznym” (1 J 5, 20). Moglibyśmy sądzić, że życie wieczne to po prostu życie bez końca, ale św. Jan pokazuje nam rzecz z innej perspektywy. Życie wieczne jest osobą, jest to wcielony Bóg. Jednak właśnie nie sam Bóg, ale Bóg wcielony. U tegoż św. Jana Chrystus mówi o sobie samym: „Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym” (J 6, 54). To nie zaledwie duchowa, niematerialna relacja z Bogiem stanowi o życiu wiecznym, ale spożywanie Ciała i Krwi Boga, który stał się ciałem, daje życie wieczne. Jezus Chrystus, Bóg i jednocześnie człowiek narodzony 2000 lat temu w Betlejem jest Chlebem życia. Życie wieczne zostało nam podane do spożycia w Ciele i Krwi Chrystusa.
Kiedy św. Jan pisze o Chrystusie, że „wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało” (J 1, 3) to podkreśla to, co powiedział również Jezus w mowie eucharystycznej: „chlebem Bożym jest Ten, który z nieba zstępuje i życie daje światu” (J 6,33). Wcielony Syn Boży jest życiem świata, jest powodem, dla którego świat zaistniał. Nie jest jakimś dodatkiem, wersją premium dla chętnych, dla łaknących zbawienia. Jeśli istnieją drzewa, to dlatego, że Syn Boży miał stać się człowiekiem. Jeśli istnieje morze, to dlatego, że Słowo miało stać się ciałem. Jeśli ktokolwiek kiedykolwiek się urodził, to dlatego, że Syn Boga miał się narodzić z Maryi. Życie wszystkich rzeczy karmione jest od stworzenia przez ten fakt, przez tę Boską osobę, która miała się na końcu czasów zjawić w ciele.
Dlatego poza Chrystusem nic nie ma sensu, nic nie ma trwałego życia, dalszego ciągu. Bóg zamierzył, że albo wszystko będzie żyć w Nim i przez Niego, albo nie będzie miało życia wcale. Albo będzie włączone do jego Ciała, albo czeka je wieczna śmierć. Cały świat powstał jako potencjalne Ciało Chrystusa, jako potencjalny Kościół i tylko w Chrystusie odkrywa swoje spełnienie, swój cel, punkt dojścia, sens, dla którego istnieje. Bez tego Chleba Bożego świat umrze z głodu.
Amen
Jest tak wielce odpowiednim, że uroczystość Wszystkich Świętych i uroczystość Chrystusa Króla stykają się tak ściśle z Adwentem w liturgii. Bo chociaż dwie pierwsze odnoszą się niejako do końca czasów, do rzeczy ostatecznych, spełnienia się Królestwa Niebieskiego i ostatecznego tryumfu Boga w Chrystusie, to ich bliskość z Adwentem podkreśla wizję Ojców Kościoła, wizję „tezy franciszkańskiej”. Spełnienie i cel wszechświata objawił się w grocie w Betlejem. Tam nowa, zamierzona od początku święta ludzkość przyszła na świat w Chrystusie. Tam ciało otrzymało nadzieję zmartwychwstania jako zamieszkałe przez Słowo. Tam Bóg nakarmił świat Życiem wiecznym, swoim Synem. To nie On stał się człowiekiem ze względu na nasz grzech. To my powstaliśmy dla Niego od początku, a skoro koniec wszystkiego stał się jawny, możemy świadomie ku Niemu zdążać w wierze, nadziei i miłości. Adwent, czyli nadejście Końca, Omegi jest bliskie: „Zaiste, przyjdę niebawem!” Znając tą odwieczną Omegę, możemy odpowiedzieć: „Amen. Przyjdź, Panie Jezu!” (Ap 22,20).
