Listopad. Najdziwniejszy miesiąc w roku. Już nie jesień. Jeszcze nie zima. Nie ma już liści na drzewach. Jest ponuro. Pada deszcz. W zamian nie ma jeszcze miękkiego, białego, otulającego świat śniegu. No i nadchodzi wspomnienie wszystkich wiernych zmarłych. Trudno w tym miesiącu nie pomyśleć o odchodzeniu, umieraniu, żałobie. A to nie są tematy, o których lubimy myśleć. Bo o czym tu myśleć? Lepiej się nad nimi nie zastanawiać, bo od tego można się gorzej poczuć. Wbrew temu odruchowi chciałabym zaprosić Was do refleksji o tym, czym jest żałoba i po co nam ona.
Wszyscy doświadczamy w życiu utrat. Zapewne nie wszyscy doświadczyliście jeszcze straty kogoś bliskiego. Cieszcie się tym. I dbajcie o najbliższych. Jednak część z Was zna ból żałoby. Dla wszystkich Was jest ten tekst. Pierwsi być może się przygotują, a drudzy lepiej zrozumieją, co się z nimi działo lub dzieje.
Zacznijmy od tego, czym w ogóle jest żałoba. Termin ten oznacza reakcję emocjonalna na stratę, śmierć kogoś bliskiego, ale też zewnętrzne przejawy wewnętrznych stanów. Tradycja nakazuje w czasie żałoby ubierać się na czarno lub ciemno, nie brać udziału w radosnych wydarzeniach, imprezach itd. W ten sposób informujemy świat o naszej stracie. Żeby lepiej zrozumieć, po co nam ta emocjonalna reakcja, trzeba zrozumieć, po co nam w ogóle emocje.
W literaturze spotkać można różne podziały funkcji emocji. Dla zainteresowanych tematem internet jest pełen całkiem niezłych źródeł. Na rzecz tego artykułu przytoczę podstawowy podział, czyli na funkcję informacyjną, motywacyjną oraz komunikacyjną.
Informacyjna funkcja emocji oznacza, że są one informacją o tym, jaki mamy stosunek do czegoś – jakiegoś elementu rzeczywistości, osoby, zdarzenia. Emocje są ważne przy podejmowaniu decyzji. Decyzje oparte o chłodną kalkulację często są gorsze od tych, w których podejmowaniu brały udział emocje. W sytuacji, kiedy nie ma czasu na analizę, np. kiedy zagrożone jest życie, emocje pozwalają podjąć błyskawiczną decyzję.
Emocje mają funkcję motywacyjną, czyli stymulują do działania. Na czymś nam zależy, czegoś pragniemy. Dzięki emocjom wiemy o tym i możemy dążyć wytrwale do celu.
Komunikacyjna funkcja emocji ma za zadanie informować grupę społeczną, w której obraca się dana osoba, o jej potrzebach, stanach, sytuacji danej osoby. Daje to podstawę do podjęcia współpracy oraz adekwatnego reagowania ze strony osób trzecich.
W przypadku żałoby ta ostatnia funkcja wysuwa się na plan pierwszy. Zewnętrzne odzwierciedlenie tego, co się dzieje z człowiekiem po stracie, pozwala innym odpowiednio zareagować, zachować się. Emocje, które przeżywamy, mają jednak informować także nas samych czy osoba, którą straciliśmy, była dla nas ważna.
W procesie żałoby doświadczamy wielu nieprzyjemnych emocji – żalu, smutku, złości, gniewu, poczucia beznadziei, straty… Nie są to łatwe emocje. Często nie mamy w sobie zgody na ich odczuwanie. Dlatego proces żałoby jest taki trudny. Nie ma w nim miejsca na przyjemne uczucia.
Każdy przeżywa żałobę na swój sposób. Można jednak w niej wyróżnić kilka etapów. Nie muszą one następować bezpośrednio po sobie. Mogą się przeplatać, mogą nawracać. Niektóre mogą też nie występować. Wszystko zależy od tego, kogo straciliśmy.
Literatura jest bogata w teorię na temat tego, na jakie etapy dzieli się żałoba. Ja przytoczę najbardziej znany. Wydaje mi się, że najbardziej odpowiada on rzeczywistości. Najczęściej też obserwuję go u moich pacjentów. Autorką tego podziału jest Elisabeth Kübler-Ross. Jako psychiatra przez wiele lat pracowała ze śmiertelnie chorymi pacjentami. Owo zestawienie jest efektem obserwacji zarówno pacjentów, jak i ich bliskich. Oto 5 wyróżnionych przez nią etapów żałoby:
1. Zaprzeczenie – na tym etapie, najczęściej pierwszym, osoba nie chce uwierzyć w to, co ją spotkało, sądzi, że to pomyłka. Często wręcz znajduje dowody, że to nie jest prawda. W szczególnie trudnych przypadkach osoba po stracie nie potrafi wyjść z tego etapu i żyje tak jakby bliski wciąż żył. Na przykład: matka nie dopuszcza myśli o śmierci dziecka, nie zmienia nic w jego pokoju czekając na powrót, nie zmienia miejsca zamieszkania, bo dziecko nie będzie wiedziało, gdzie przyjść.
2. Gniew – na tym etapie żałobnik zaczyna odczuwać złość, gniew na Boga, świat, los. Sądzi, że to niesprawiedliwe, że nie należało mu się takie ciężkie doświadczenie. Że są na świecie źli ludzie, którzy nie są tak obciążani.
3. Targowanie – po etapie gniewu może pojawić się etap targowania się z tym, na kogo było się złym (Bóg/świat/los). Osoba doświadczająca straty próbuje znaleźć sposób odzyskania bliskiego. Na przykład: pójdę na pielgrzymkę, tylko pozwól mu wrócić. Albo znajdę wolontariat i będę się bardziej udzielał. Będę mniej pracował. Obietnice są różne, ale wszystkie mają na celu przywrócenie zmarłego do życia.
4. Żal, smutek – przychodzi, kiedy osoba, która kogoś straciła, zdaje sobie sprawę, że bliskiego już nie ma i nic, co zrobi nie sprawi, że ta osoba wróci. Pojawia się poczucie straty, żal, że się nie wykorzystało szans, smutek. To bardzo trudny etap także dla osób w otoczeniu żałobnika. Wycofuje się on wtedy z kontaktów, relacji, często nie potrafi wykonywać swojej pracy. Z zewnątrz może to wyglądać na depresję. I niestety tak jest traktowane.
5. Akceptacja – wszystkie poprzednie etapy powinny prowadzić do akceptacji tego, że bliski odszedł oraz do nauki życia bez niego. Nie oznacza to zapomnienia o bliskim, ale życie bez niego. Życie, które będzie inne, ale nie musi być gorsze.
Mówi się, że żałoba trwa około roku. Mniej więcej tyle czasu zajmuje przejście przez wszystkie jej etapy. Oczywiście nie jest to reguła, bo każdy przeżywa żałobę w swoim własnym tempie. Niestety zdarza się też, że żałoba trwa zbyt długo. I o ile osób w pierwszym roku po stracie nie poddaje się terapii, o tyle – jeśli żałoba trwa zbyt długo – zaczynamy mówić o jej patologizacji i wtedy należy włączyć leczenie. Terapia ma na celu zakończenie żałoby i odnalezienie się w nowej rzeczywistości. Zauważam też coraz częściej, że przychodzą po radę, z prośbą o leczenie, bliscy osób znajdujących się w 4 stadium żałoby. Diagnozują depresję i żądają leków. Trudno im przyjąć, że to naturalny etap. Warto się też zainteresować, jeśli ktoś stracił bardzo bliską osobę, a żałobę zakończył po miesiącu. Być może wypiera swoje emocje, zaprzecza im. Nie pozwala sobie przejść przez wszystkie etapy. W dłuższej perspektywie może to prowadzić do poważnych problemów natury psychicznej.
Ktoś bliski zapytał mnie ostatnio, czy można zacząć przeżywać żałobę zanim ktoś umrze. To bardzo mądre pytanie. Zdarza się, że dowiadujemy się o czyjejś chorobie albo uświadamiamy sobie, że dziadkowie mają już „swój” wiek. I niby dobrze, że wiemy wcześniej, bo możemy wykorzystać pozostały nam czas, ale… Pojawia się też świadomość, że trzeba się będzie pożegnać, że czas jest ograniczony. A przecież nie możemy przestać żyć, musimy chodzić do pracy, zajmować się dziećmi, rodzicami, realizować zobowiązania. W tym wszystkim może się pojawić niedowierzanie, że ktoś bliski choruje, umiera, zaprzeczenie czy targowanie się. Jest szczególnie trudno zachować równowagę między uważnością na swoje emocje, a byciem dla odchodzącego; nie zaniedbywać siebie ani jego. Dobrze zatroszczyć się o siebie, żeby mieć siłę być dla drugiego.
Wszyscy doświadczamy w życiu strat. Tak, wiem. Powtarzam się. Być może nie doświadczyliście jeszcze śmierci kogoś bliskiego, ale na pewno coś straciliście.
Po zmianie szkoły zakończyła się relacja, o której myślałeś, że przetrwa wszystko.
A może marzyłeś o szkole, do której Cię nie przyjęto.
Może straciłeś pracę.
Może umarło Ci ukochane zwierzątko.
A może okazało się, że nie jesteś nieśmiertelny i poważnie zachorowałeś.
Co dzień coś tracimy. Choćby czas, którego już nie odzyskamy.
Judith Viorst pisała „Doświadczamy jej [żałoby] nie tylko na skutek śmierci, ale także wtedy, gdy opuszczamy kogoś lub gdy ktoś nas opuszcza, gdy zmieniamy się, gdy rezygnujemy z czegoś, gdy idziemy dalej, zostawiając coś za sobą. Nasze straty obejmują nie tylko rozłąkę i odejście od tych, których kochamy, lecz także świadomą i nieświadomą utratę romantycznych marzeń, niemożliwych do spełnienia oczekiwań, złudzeń dotyczących własnej wolności i władzy, iluzji bezpieczeństwa, a także utratę własnego, dawniejszego ja”.
Być może trudno w to uwierzyć. No bo jak przeżywać żałobę po stracie marzeń? Przecież one nie były namacalne, żywe. Jak po stracie złudzeń dotyczących siebie czy innych? Przecież dobrze nie mieć złudzeń.
Niektórzy autorzy odróżniają żałobę od poczucia straty, to pierwsze pojęcie rezerwując dla sytuacji śmierci kogoś bliskiego, a drugie dla innych zdarzeń. Osobiście bliski mi jest pogląd, że żałobę przeżywamy w wielu sytuacjach życiowych. Oczywiście nie jest ona tak silna, intensywna jak w przypadku śmierci.
Przeżywanie żałoby po stracie pozwala nam być bardziej uważnym, skoncentrowanym na tu i teraz, lepiej dbać o relacje, pełniej odczuwać emocje i bardziej świadomie wyznaczać cele.
Świadomość, że już nie odzyskam dzisiejszego dnia, pozwoli mi nauczyć się korzystać z następnego pełniej.
Myśl, że w każdej chwili mogę stracić kogoś bliskiego, pozwala mi uczyć się wyrażania emocji i mówienia bliskim, że są dla mnie ważni. Nawet kiedy jestem na nich zły.
Świadomość, że mogę zachorować, pomaga mi dbać o swoje zdrowie.
Nie są to przyjemne emocje. Nie jest miło czuć, że się ma ograniczenia, że się nie potrafi, że się nie kontroluje wszystkiego. Jednak te nieprzyjemne emocje wskazują nam na to, co i kto jest dla nas ważny. I sądzę, że lepiej doświadczyć ich teraz niż obudzić się któregoś dnia z myślą, że coś się bezpowrotnie utraciło, z wyrzutami sumienia, z żalem za straconymi szansami. Bohater jednej z najmądrzejszych książek, jakie przeczytałam, Morrie Schwartz, zwykł mawiać: „Ucząc się jak umrzeć, uczymy się jak żyć”. Jest głęboka prawda w tym stwierdzeniu. Każdy wie, że umrze, ale gdyby nie tylko wiedział, ale i doświadczył kruchości swojego istnienia, odczuł, jak jest delikatny i nieodporny na śmierć, być może bardziej by żył, bardziej doceniał ludzi, doświadczenie, przyrodę. Proces żałoby (straty) z tą kruchością nas konfrontuje. Jeśli więc miałabym odpowiedzieć na pytanie, po co nam żałoba, to właśnie po to, żeby bardziej doceniać i doświadczać życia. Żeby w pełni żyć.
Jest jednak pewne niebezpieczeństwo. Można tak skupić się na doświadczaniu kruchości, ulotności, że zapomni się o życiu. Można uciekać od nieprzyjemnych emocji, zaprzeczać im, budować fałszywy obraz bycia nieśmiertelnym. Można też uciekać, taplając się w błotku nieprzyjemnych emocji. Być tak skupionym na ich doświadczaniu, że brak miejsca na te przyjemne. Znów przywołam Morriego Schwartza. W książce Niezapomniana lekcja życia. Wtorki z Morriem znajdziemy takie słowa:
„- Wiesz, co mówią buddyści? Nie trzymaj się kurczowo niczego, ponieważ wszystko podlega ciągłym przemianom.
– Zaraz – powiedziałem – przecież sam mówiłeś zawsze o doświadczaniu życia. Różnych dobrych i złych uczuciach.
– Tak.
– No więc jak to robić, jeżeli mamy się wyłączyć?
– A! Ty tak myślisz, Mitch. Ale uwolnienie nie prowadzi do stanu, w którym nie pozwalamy, aby doświadczenie przeniknęło nas. Przeciwnie, musimy pozwolić, aby nas przeniknęło bez reszty. Tylko w ten sposób można je uwolnić od swojej obecności.
– Pogubiłem się.
– Weźmy jakieś uczucie – miłość do kobiety lub żal po stracie kogoś, kogo kochasz, albo to, przez co ja przechodzę, mianowicie strach i ból z powodu śmiertelnej choroby. Jeżeli tamujesz spontaniczne uczucia – jeżeli nie pozwalasz im się w pełni objawić – to nigdy się nie uwolnisz, bo dręczyć cię będą nieustanne obawy. Będziesz się obawiał bólu, będziesz się obawiał żalu. Będziesz się obawiał podatności na zranienie, idącej w parze z miłością. Pozwalając tym uczuciom zawładnąć sobą, zanurzysz się w nich jak najgłębiej, pójdziesz nawet pod powierzchnię, ale doświadczysz ich w pełni i na dobre. Będziesz wiedział, czym jest ból. Będziesz wiedział, czym jest miłość. Będziesz wiedział, czym jest żal. Dopiero wtedy będziesz mógł powiedzieć: W porządku. Doświadczyłem tego uczucia, a teraz chciałbym się od niego na chwilę uwolnić”.
Najlepsze lekcje życia dają nam umierający.
