Długo się zastanawiałem, jak zacząć ten tekst. Gdy temat stanowi wielka tragedia, słowa okazują się często niewystarczające. Z pomocą przychodzą obrazy – film. A dokładnie dwa dzieła poruszające problem molestowania wśród osób duchownych. To temat mina, którą łatwo zdetonować skrywane emocje, gniew, ale także złe intencje.
W krzyku trudno usłyszeć ofiary, pochylić się nad nimi ze zrozumieniem. W czasach ideologicznych konfliktów, oraz jawnej wrogości wobec Kościoła temat ten stał się wytrychem, albo raczej łomem, którym próbuje się raczej burzyć niż odnawiać.
Z większą delikatnością podchodzą do tego tematu niektórzy twórcy filmowi. Mowa tu o „Kalwarii” z 2014 r. oraz „Gniewie”, który swoją premierę miał w styczniu tego roku. Obrazy niejednoznaczne, a jednak starające się ukazać problem w sposób nieco inny, niż znamy z medialnych przekazów. Oba rozgrywają się w Irlandii, ponieważ to właśnie odkrycie nadużyć seksualnych w archidiecezji dublińskiej, stało się pewnym symbolem i zapoczątkowało temat na świecie, z którym musiał zmierzyć się za swojego pontyfikatu Benedykt XVI.
„Gniew” to film braci Shammasian, choć w głównej mierze to tak naprawdę film scenarzysty Geoffa Thompsona. O jego historii warto jednak opowiedzieć nieco później.
Historia skupia się wokół Malky’iego (granego przez Orlando Blooma), robotnika w jednym z irlandzkich miasteczek, specjalisty od rozbiórek. Obserwujemy go w trakcie burzenia miejscowego kościoła. Jedna z pierwszych scen może budzić wrażenie zbyt oczywistej metafory, ale w całości filmu okazuje się bardzo precyzyjnie przemyślanym wyborem. Stary kościół staje się w „Gniewie” podwójnym symbolem. Pusty kościół wydający się nikomu niepotrzebnym, starym zabytkiem w kraju schrystianizowanym już w V w., który został nazwany „wyspą świętych”. Z drugiej strony kościół niszczony przez osobę, która wyładowuje w ten sposób agresję, odpowiada na swoje traumatyczne doświadczenie z przeszłości.
Nawet jeśli widz nie zna kontekstu historii, można zrozumieć, że Malky’iemu jakieś wydarzenie z przeszłości nie daje spokoju. Sprawa staje się coraz bardziej wyraźna, gdy bohater dowiaduje się, że do miasteczka wraca ksiądz z jego parafii, w której służył w czasach dzieciństwa. Wtedy bohaterowi coraz trudniej kontrolować swoje emocje. Stajemy się świadkami jego zaburzeń i zastanawiamy się co zrobi? Czy dokona zemsty?
Twórcy nie ukazują nam prostych rozwiązań. Wszystko się komplikuje, także dlatego, że sam bohater jest wewnętrznie rozdarty. Widać to chociażby w scenie, gdy do burzonego kościoła przyjeżdża człowiek po odbiór krzyża. Malky wspina się na wysoką drabinę, odkręca gwoździe z dłoni figury, a gdy gość proponuje mu pomoc, odpowiada agresywnie, bierze figurę Chrystusa na własne ramiona i zanosi ją na pakę samochodu. Zdaje się, że bohater robi to z pewną delikatnością, a moment odkręcania gwoździ odwraca sytuację znaną z Pasji – próba dania ulgi w cierpieniu, potrzeba odpowiedzenia na poczucie winy, bo także z tym mierzy się bohater.
Postawa bohatera, jakby nadal związanego z Kościołem, choć wewnętrznie rozdartego, ujawnia się w historii jego przyjaciela z budowy Jo. Opowiada ją dziewczynie Malky’iego , która także nie może zrozumieć zachowania swojego chłopaka. Historia dowodzi zdolności do poświęceń, podkreśla, że główny bohater potrafi wziąć winę na samego siebie.
Tak samo dzieje się także w przypadku relacji bohatera z matką. Malky nie tłumaczy się, tak samo bierze winę na siebie ze względu na molestowanie z przeszłości. Czuje wstyd. Uważa, że zawiódł rodzinę.
Poznając historię głównego bohatera, trudno uwierzyć, że jeszcze potrafi funkcjonować. Wiemy, że kiedyś musi wybuchnąć. Pytanie tylko, jaki to będzie wybuch.
Film braci Sahammasian okazuje się ostatecznie głęboko psychologiczną analizą traumy i próbą ukazania kolejnych etapów w wychodzeniu z fałszywego poczucia winy. Ukazuje drogę przejścia od braku akceptacji samego siebie do zrozumienia, że „demony, które trzeba wyegzorcyzmować” nie są w nim, a w winnym, który dopuścił się tak wielkiej zbrodni. W ten sposób w historii sugerującej zemstę, pojawia się szansa na przebaczenie.
Niezwykle istotne dla zrozumienia sytuacji bohatera w tym kontekście okazuje się jedna z jego rozmów z Jo. Malky pyta swojego przyjaciela, czy nie myślał żeby nie robić czegoś innego w życiu, bo to co robią to tylko burzenie, niszczenie. Praca Malky’ego odwzorowuje tak naprawdę jego stan, emocje, gniew, wrogość i poczucie winy, które nie budują, ale niszczą relacje, związek z dziewczyną, jego całe życie. Zemsta jest jak burząca kula, jest jak młot w dłoni. Przynosi fałszywe ukojenie, wyładowuje gniew, ale potem pozostają tylko gruzy i ogłuszająca pustka.
Odpowiedzią może stać się religia. Człowiek, który odbiera krzyż od Malky’iego – Paul dzieli się z bohaterem swoim świadectwem i przekonuje go o tym, że zemsta nie jest rozwiązaniem, choć sam zdaje się żyć w pewien sposób nadzieją zemsty, która choć nie należy do niego, wypełni się na sądzie ostatecznym.
Malky niedługo potem natrafia na cytat z Listu do Rzymian: „Do mnie należy pomsta, Ja wymierzam zapłatę – mówi Pan – ale: Jeżeli nieprzyjaciel twój cierpi głód – nakarm go. Jeżeli pragnie – napój go. Tak bowiem czyniąc, węgle żarzące zgromadzisz na jego głowę”(Rz 12, 19-20) Czy te słowa są dla Malky’iego tym, czym stała się nadzieja Paulego, w którym nie wygasło pragnienie zemsty?
Odpowiedzi można szukać w zrealizowanej sekwencji pod koniec filmu. Nie obędzie się tu bez spolierów, więc jeśli sami chcecie odkryć jakiego wyboru dokonał ostatecznie bohater, warto wrócić do tego fragmentu po seansie.
Malky wchodzi do konfesjonału, w którym znajduje się jego prześladowca. Opowiada mu całą swoją historię, pełną bólu i niezrozumienia, ale na koniec wybacza swojemu prześladowcy.
Gdy idzie ulicą, na chwilę pojawia się muzyka w tle, prawdopodobnie po raz pierwszy w filmie. Jakby pewien ład wrócił nie tylko w życiu bohatera, ale w całym świecie.
Ten obraz zaburza nieco ostatnia scena, która wydaje się dosłowną interpretacją biblijnych słów.
Jak zauważa o. Jacek Salij „żarzące kamienie na głowie” należy odczytywać w kontekście innych biblijnych tekstów jako ogień niszczący zło, nie zaś samego wroga, czy winnego. Następne zdanie z listu do Rzymian brzmi zaś: „Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj” .
Na wątpliwości dotyczące zakończenia filmu może jednak odpowiedzieć scenarzysta „Gniewu”. Scenariusz filmu został oparty na autentycznych wydarzeniach. Czasem oznacza to inspirację wydarzeniem dotyczącym życia innych, ale w tym przypadku scenarzysta Geoff Thompson oparł historię na własnym doświadczeniu. Był molestowany przez nauczyciela w wieku 11 lat. Tak jak bohater filmu spotkał swojego prześladowcę po latach. Wybaczył mu. Gdy po kilku latach nauczyciel się powiesił, ktoś zapytał go, co czuje. Odpowiedział: „współczucie”.
Dlaczego Thompson przeniósł wydarzenia na grunt Kościelny? Być może nie chciał w sposób dosłowny przedstawić swojej historii w długim metrażu, szukał więc metafory, a ponieważ jego historia opierała się na wybaczeniu, przywodziła mu na myśl katolicyzm. Spowodować to także mogło nagłośnienie sprawy przypadków pedofilii po 2009 r. Inspirację stanowił także fragment z Listu do Rzymian. „Romans” – tak brzmi oryginalny tytuł filmu, podkreślając kluczową rolę Listu św. Pawła w budowaniu ostatecznego przekazu: okazanie miłosierdzia wobec swoich prześladowców. (w 2008 r. Thompson napisał scenariusz krótkometrażówki opartej na tej historii, tytułując ją dokładnie „Romans 12-20”).
Drugi film „Kalwaria” w pewien sposób przedstawia historię odwrotną niż w „Gniewie”. Tutaj film zaczyna się od sceny w konfesjonale. Ofiara nie przebacza a zapowiada karę, choć planuje ją wymierzyć nie na swoim prześladowcy, a na niewinnym księdzu. Film Johna Michaela McDonagha staje się opowieścią z 7 dni proboszcza parafii w małej irlandzkiej miejscowości. Kolejne dni, które obserwujemy stanowią w ten sposób odliczanie do egzekucji, choć widz liczy, że ostatecznie się ona nie dokona. Po drodze obserwujemy także społeczność, w jakiej żyje bohater. Widzimy tak naprawdę księdza w parafii bez wierzącej społeczności. Otaczają go ludzie obrażeni na Kościół, wrodzy jego osobie, którzy na każdym kroku afiszują się ze swoim grzechem. Pozostaje pytanie, czy prowokują go jedynie z powodu zawiści, czy jest to rodzaj podświadomego wołania o pomoc? Próba zwrócenia na siebie uwagi?
Jedno jest pewne. W postaci osamotnionego proboszcza zostaje ukazany Kościół, który ponosi ofiarę za grzechy innych. Kościół który zostaje odrzucony przez ludzi, ze względu na własne cierpienie i poczucie, że życie nie ułożyło się po ich myśli. Choć nikt nie neguje winny księży, którzy dopuścili się zbrodni na dzieciach, to Kościół w oczach niektórych staje się synonimem cierpienia, jakiego doświadczyli z różnych powodów.
Ksiądz znajduje porozumienie tylko z jedną osobą, kobietą spoza wioski, której mąż zginął w wypadku. Wypowiada ona znamienne słowa na temat ludzi, którzy z powodu cierpienia odchodzą od Boga: „Wiara nie może być mocna, jeżeli tak łatwo można ją stracić”. W przypadku własnej tragedii stwierdza, że nie jest niesprawiedliwa, a „wielu ludzi nie żyje dobrze, nie znają miłości, to jest niesprawiedliwość”.
W jednej z recenzji „Gniewu” padają zarzuty: film zamiast ukazywać systemową winę Kościoła jako instytucji i współodpowiedzialność katolickiej społeczności, pokazuje historię na gruncie moralnym i religijnym. Proponuje wybaczenie i przedstawia problem traumy, a powinien stanowić społeczny głos w krytyce Kościoła. Zapewne dlatego o „Gniewie” nie było zbyt głośno, Rozczarował tych, którzy chcieli widzieć w nim kolejną okazję do ataku na Kościół.
Tekst warto zakończyć fragmentem listu Benedykta XVI skierowanego do katolików w Irlandii w 2010 r, który może stanowić także odpowiedź na powyższe zarzuty:
„To zrozumiałe, że trudno wam przebaczyć lub pojednać się z Kościołem. W jego imieniu mówię, że wszyscy odczuwamy wstyd i wyrzuty sumienia. Jednocześnie proszę was, abyście nie tracili nadziei. To we wspólnocie Kościoła spotykamy osobę Jezusa Chrystusa, który sam był ofiarą niesprawiedliwości i grzechu. Jak wy, On również nosi jeszcze rany, pozostawione przez niezasłużone cierpienia(…), Głęboko wierzę w uzdrawiającą moc Jego ofiarnej miłości – także w sytuacjach najbardziej mrocznych i beznadziejnych – która przynosi wyzwolenie i obietnicę nowego początku”. („List pasterski Papieża Benedykta XVI do katolików Irlandii”)
