adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Sprawdź nowy numer konta

Wesprzyj

Każda sytuacja jest zaproszeniem, na które możemy odpowiedzieć – wywiad z logoterapeutą

magazine cover

pexels.com

Roman Solecki pracuje jako psychoterapeuta w nurcie humanistyczno-doświadczeniowym oraz w podejściu logoterapii, a także kieruje założonym przez siebie Krakowskim Instytutem Logoterapii. W swojej pracy pomaga odnaleźć sens tym, którzy nie potrafią zrobić tego o własnych siłach.

Magdalena Rejman: Skąd wzięła się idea założenia Instytutu Logoterapii Frankla?

Roman Solecki: Pomysł powstał około dziesięciu lat temu w Krakowie podczas szkolenia z logoterapii, które zorganizował psychiatra Artur Mnich. Po jego zakończeniu czuliśmy niedosyt i potrzebę regularnych spotkań. Chcieliśmy wspólnie zgłębiać myśl Frankla, a także dzielić się doświadczeniami pracy z pacjentami. Spontanicznie zaproponowałem utworzenie Krakowskiego Instytutu Logoterapii, a mój pomysł został przyjęty z uśmiechem, jednak nikt nie spodziewał się, że taka fundacja w Polsce rzeczywiście powstanie. 

MR: Jaką funkcję pełni instytut?

RS: Instytut od początku zajmował się praktyką kliniczną i zastosowaniem koncepcji Frankla w psychoterapii. Później, kiedy formalnie założyliśmy fundację, rozszerzyliśmy zakres naszej działalności. Założyliśmy czteroletnią szkołę logoterapii w nurcie humanistyczno-doświadczeniowym. Można powiedzieć, że przygotowywanie specjalistów do pracy w podejściu logoterapii oryginalnej stanowi główny cel fundacji, natomiast jest to zaledwie jeden z kilkunastu organizowanych przez nas projektów. 

Podczas pandemii uruchomiliśmy nadal funkcjonujący fanpage Krakowskiego Instytutu Logoterapii. Jego zadaniem jest dodawanie otuchy poprzez cytaty Frankla. Nasze główne zadanie to wspieranie osób doświadczających kryzysu zdrowia psychicznego, dlatego stworzyliśmy program Poszukiwacze Sensu dla licealistów zmagających się z różnymi problemami. Przygotowujemy grupę studentów psychologii, pedagogiki i pokrewnych nauk społecznych, by później mogli prowadzić grupę wsparcia w wybranej szkole, która zgłosi się do tego projektu. Ma to związek z prowadzonym przez nas monitoringiem zdrowia psychicznego uczniów i nauczycieli w Małopolsce. Badania wykazały, że poczucie sensu chroni przed depresją, uzależnieniami i pomaga zaangażować się w relacje. Właśnie dlatego chcemy pokazać, jak można odnajdywać znaczenie w życiu oraz je wzmacniać. Utworzyliśmy też inne grupy, np. dla rodziców, którzy stracili dziecko w wyniku samobójstwa, rodziców dzieci z niepełnosprawnością oraz osób przewlekle chorych. Każdą grupę wraz z logoterapeutą prowadzi ktoś, kto sam doświadczył takiego problemu. 

MR: Mógłby się Pan podzielić świadectwem osoby, której taka grupa wsparcia realnie pomogła?

RS: Mama prowadząca grupę wsparcia dla rodziców po stracie dziecka w wyniku samobójstwa sama doświadczyła niezwykle bolesnego kryzysu egzystencjalnego. Widzę, jak znaczącą przemianę przeszła. Po śmierci córki znajdowała się w bardzo złym stanie, nie potrafiła normalnie funkcjonować, brakowało jej jakiegokolwiek celu. Teraz odnalazła misję; podobnie jak Viktor Frankl przemieniła tragedię w tryumf woli i wspiera innych cierpiących rodziców. Ponadto, wspominając dziecko, oprócz żalu po stracie odczuwa także wdzięczność za czas, który z nim spędziła. Tragedii nie da się cofnąć, lecz mama zmieniła swoje podejście do tego, co ją spotkało. Pamiętam także historię opowiedzianą przez wolontariuszy programu Poszukiwacze Sensu. Dotyczyła dziewczynki chorej na depresję i będącej po kilku próbach samobójczych. Na zakończenie edycji grupy wsparcia stwierdziła, że co prawda nie znalazła jeszcze sensu swojego życia, ale przynajmniej wie, jak go szukać.

MR: Czytałam, że instytut zajmuje się logoprofilaktyką. Na czym polega ta idea i jak na co dzień może korzystać z niej ktoś bez wiedzy psychologicznej?

RS: Jest to koncepcja łącząca myśl Frankla z profilaktyką zdrowia psychicznego. Pokazuje, że logoterapia to nie tylko forma psychoterapii, lecz także styl życia. Z idei Frankla na pewno warto zaczerpnąć pamięć o zdolności do autotranscendencji – przekraczania własnych ograniczeń. Potrafimy wybierać sensownie nawet w bezsensownych okolicznościach. Możemy, pomimo sygnałów wysyłanych przez ciało i odczuwanych emocji, świadomie decydować o odpowiedzi na daną sytuację. Ta idea pokazuje, że determinizm nie istnieje. Lubimy mówić o braku wpływu na wiele rzeczy, a jednak zawsze możemy wybrać postawę wobec danego problemu. Logoprofilaktyka jest nie tylko szukaniem wielkiej misji w swoim życiu, ale przede wszystkim codziennym odkrywaniem tego, jakie pytanie zadaje nam dzisiaj świat. Franklowi zależało na pokazaniu, że każda sytuacja wiąże się z pewnym potencjałem. Stanowi zaproszenie, na które możemy odpowiedzieć. Dzięki temu nie musimy być specjalistą czy osobą w kryzysie, by żyć logoterapią. 

MR: Dlaczego wybrał Pan właśnie logoterapię? Co takiego w niej Pana przekonało, że nie zdecydował się np. na nurt poznawczo-behawioralny?

RS: Z Franklem po raz pierwszy zetknąłem się podczas studiów. Zachwyciła mnie jego książka omawiana na zajęciach – Człowiek w poszukiwaniu sensu. Później, gdy zostałem terapeutą uzależnień, zauważyłem, że logoterapia łączy się z moją pracą. Pomaga wypełnić czymś stałym i wartościowym pustkę wewnętrzną, którą osoby uzależnione próbują zagłuszyć daną substancją lub czynnością.

MR: Wiem, że jest Pan chrześcijaninem. Wiele osób wierzących, zwłaszcza przedstawicieli starszych pokoleń, unika psychoterapii. Co powiedziałby Pan katolikowi, który boi się, że psycholog oddali go od Boga?

Zobacz też:   Święty Walenty, patron polskiej przyszłości

RS: Na pewno to, że nie każda psychoterapia jest zła, a jednocześnie nie każdy w kryzysie potrzebuje psychologa. Czasami dla kogoś ważniejsze byłoby towarzyszenie i nazwanie pewnych rzeczy. Nie zawsze zmagamy się z problemami, które wymagają długoterminowej terapii. W niektórych przypadkach pomocne byłoby mądre kierownictwo duchowe, ale oczywiście leczenie wszystkiego modlitwą również nie jest słuszne, gdyż psychoterapia to dar od Boga. Wiele zależy od terapeuty i jego podejścia do pacjentów wierzących. Jeżeli nie będzie ich redukował do ciała i psychiki ani traktował religii jako dodatku czy mechanizmu obronnego, to udział w psychoterapii może umożliwić budowanie głębszej relacji z Bogiem. Myślę, że kiedy spowiednik nie udaje terapeuty w konfesjonale, a terapeuta nie próbuje być spowiednikiem czy kierownikiem duchowym w gabinecie, to zostaje zachowana równowaga pomiędzy tymi dwoma rzeczywistościami. 

Psychoterapia pomaga odkryć także aspekty, o których pisał ks. Grzywocz w książce Patologia duchowości. Może pokazać, że czyjaś wiara nie opiera się na żywej relacji z Bogiem, a jest lękowa, w jakiś sposób dewocyjna czy wynikająca ze zbytniej koncentracji na sobie. Wtedy faktycznie podczas terapii fałszywy obraz wiary bywa rozmontowywany i tutaj pozostaje pole do towarzyszenia duchowego. Myślę, że warto zapytać psychoterapeutę, czy planuje poruszać temat wiary i jakie ma do niej podejście, by nasze granice nie zostały przekroczone. 

MR: Czy Pana wiara jakkolwiek wpływa na sposób prowadzenia psychoterapii?

RS: Dzięki niej staram się patrzeć na człowieka w sposób personalistyczny. Jeszcze zanim poznałem koncepcję Frankla, bliski był mi personalizm związany z filozofią chrześcijańską polegający na dostrzeganiu godności i wartości każdego człowieka. W gabinecie osobiste przekonania są pomocne, gdy spotykam osoby wierzące. Zrozumienie ich religijnych doświadczeń jest dla mnie łatwiejsze. Rozmawiamy o tym obszarze, ale jednocześnie pozostawiam przestrzeń dla spowiednika. 

MR: Frankl pisał, że przez ruiny widać więcej nieba. Przebywając w obozie koncentracyjnym, sam wielokrotnie widział, jak więźniowie doświadczający niewyobrażalnego cierpienia rzucali się na druty, by uciec od bólu. Nie przeczy to jego słowom?

RS: Osoby rzucające się na druty wybrały pozostanie w ruinach i postrzeganie ich w określony sposób. Czasami patrzymy tylko na mur, nie chcąc zobaczyć, że poza nim znajduje się życie. Wielokrotnie, cierpiąc, zamykamy się na niebo i widzimy jedynie ból. Często spotykam pacjentów, którzy pielęgnują traumatyczne doświadczenie, nieustannie je odnawiając, chociaż wiedzą, że nic nowego na takich ruinach nie wybudują. Nie chodzi o ignorowanie istnienia ruin, ale o zauważenie, że poza nimi znajduje się coś jeszcze. Ktoś, kto stracił dziecko, być może do końca życia będzie odczuwał jego brak, lecz jednocześnie – jak wspomniana wcześniej mama – może zaangażować się w dzieło stanowiące niebo. 

MR: Jak od czasów Frankla zmieniły się przyczyny nerwic noogennych, wynikających z poczucia braku sensu? Czy dziś pustka egzystencjalna ma inne źródła niż wtedy, gdy Viktor Frankl opuszczał obóz koncentracyjny?

RS: Korzystamy z wielu nowych wynalazków, jednak wbrew pozorom czasy Frankla były podobne do naszych. Ludzie obawiali się konfliktu na skalę światową, żyli podczas przyspieszonej rewolucji przemysłowej. Jednocześnie jednak w XXI wieku zrywamy szczególnie dużo więzi, zaniedbujemy relacje. Znaleźliśmy alternatywę dla człowieka, używamy sztucznej inteligencji i zanurzamy się w świecie gier oraz seriali. Nasze czasy charakteryzuje samotność spowodowana pustką odczuwaną po stracie wspólnoty. 

MR: Frankl wielokrotnie pisał o woli sensu, noodynamice i wymiarze noetycznym związanym z wartościami. Czy te idee odnoszą się do każdego człowieka, również osoby zmagającej się z anhedonią czy depresją – kogoś, kto nie ma siły wstać z łóżka?

RS: Często pacjenci doświadczający problemów psychicznych przychodzą na logoterapię właśnie dlatego, że szukają czegoś więcej. Pragną pewnego kontaktu ze światem wartości. Niekiedy nie mają siły wstać z łóżka, ponieważ nie wiedzą, dlaczego mieliby to robić. Należy pomóc takiej osobie we wzmocnieniu czy odkryciu jakiejś wartości, a uczucia być może za tym podążą. Jednak same emocje nie „wypchną” nas z łóżka bez doświetlenia wartości, dla której warto przekroczyć siebie. Każdy człowiek ma tę zdolność, choć czasami wymiar duchowy może być niejako zamurowany. Tak właśnie dzieje się w różnych kryzysach czy zaburzeniach emocjonalnych. Nadzieja na to, kim mogę się stać, zawsze otwiera na przyszłość, pomimo diagnozy czy faktów z przeszłości.

MR: Czy chciałby Pan podzielić się z czytelnikami czymś jeszcze?

RS: Warto wspomnieć o sztuce autobiograficznej wyprodukowanej przez naszą fundację – Synchronizacja w Birkenwald, którą napisał sam Viktor Frankl. Opowiada o jego życiu w obozie, dylematach więźniów i koncepcji logoterapii. Zapraszam także na Międzynarodowy Kongres Logoterapii w Krakowie, który odbędzie się 9-10 października. Wszystkie informacje można znaleźć na stronach:

www.spektakl-frankl.pl
www.kongres-logoterapia.pl
www.logoterapia-krakow.pl

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

O autorze

Zapisz się na newsletter i bądź na bieżąco

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.

The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.